Strona Stowarzyszenia Papaboys w Polsce

Wpisy od marzec 2009

OBCHODY CZWARTEJ ROCZNICY ŚMIERCI JANA PAWŁA II W RZYMIE

31 marzec 2009 · Dodaj komentarz

Msza pod przewodnictwem Benedykta XVI w czwartek o godz. 18 w bazylice świętego Piotra będzie najważniejszym wydarzeniem obchodów czwartej rocznicy śmierci Jana Pawła II. Dzień wcześniej koncert dedykowany pamięci papieża organizuje ambasada RP przy Stolicy Apostolskiej. 
Rano 2 kwietnia na mszy przy grobie Jana Pawła II w krypcie bazyliki świętego Piotra zgromadzą się przedstawiciele polskiego duchowieństwa, którzy modlą się w intencji jego rychłej beatyfikacji i kanonizacji w każdy czwartek. Na mszy będzie również, jak w każdą rocznicę, metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz. 
Ze względu na to, że w podziemiach jest mało miejsca, na mszę będą mogły wejść tylko osoby specjalnie na nią zaproszone. Nie będzie zatem otwarta dla przebywających w Rzymie pielgrzymów.

O godz. 18 w bazylice świętego Piotra mszę za swego poprzednika odprawi Benedykt XVI. Szczególnie do udziału w niej papież zachęcił młodych mieszkańców Wiecznego Miasta podkreślając, że odbędzie się na trzy dni przed obchodzonym w Niedzielę Palmową na szczeblu diecezjalnym Dniem Młodzieży. Bezpośrednio po mszy papież z grupą młodzieży oraz kardynałem Dziwiszem będzie modlić się przy grobie Jana Pawła II. 

Prawdopodobnie tak jak w poprzednich latach uczestnicy mszy zatrzymają się wieczorem na Placu świętego Piotra, by wziąć udział w modlitewnym czuwaniu. Jednak na razie wiadomo, że nie należy spodziewać się wielkich tłumów polskich pielgrzymów. 
Przebywający w Rzymie wierni przybędą 1 kwietnia na papieską audiencję generalną, podczas której zapewne Benedykt XVI będzie mówił o swym poprzedniku. 
Wieczorem 1 kwietnia niezwykły koncert odbędzie się z inicjatywy ambasady RP przy Stolicy Apostolskiej w rzymskim kościele Santa Maria in Campitelli. 
Młody włoski pianista Francesco Paniccia zaprezentuje cykl własnych kompozycji, inspirowanych życiem polskiego papieża. Prace nad nim rozpoczął w roku 2005, tuż po śmierci Jana Pawła II. Kompozytor sam zgłosił do polskiej ambasady i opowiedział o napisanej przez siebie muzyce. Tak rozpoczęła się współpraca, której rezultatem będzie środowy koncert.

 za. Radio Watykańskie

ŹRÓDŁO:   http://duchowy.pl

Kategorie: BENEDYKT XVI · JAN PAWEŁ II · KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , ,

BEZ SLOGANU – Z CYKLU “W IMIĘ OJCA I SYNA I DUCHA ŚWIĘTEGO. ENTER” – O JEZUSIE NA KRZYŻU

30 marzec 2009 · Dodaj komentarz

Internetowe “kazania” trwają tylko 7 minut - 
idealnie dla nie mających na nic czasu!

Kategorie: KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · VIDEO
Otagowane: , , , , , , , , ,

KARDYNAŁ JOSEPH RATZINGER – OBECNY PAPIEŻ BENEDYKT XVI W KRAKOWIE W 2003 ROKU

30 marzec 2009 · Dodaj komentarz

Kategorie: BENEDYKT XVI · KOŚCIÓŁ · VIDEO
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , ,

JAK TO POWIEDZIEĆ, ŻEBY NIE POWIEDZIEĆ

27 marzec 2009 · Dodaj komentarz

jesushelp

Pan Jezus Miłosierny

Częstą barierą przed wyznaniem grzechów w konfesjonale jest wstyd lub lęk. Przyznanie się do winy zawsze wiele nas kosztuje i jest krępujące. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś o zdrowych zmysłach będzie beznamiętne wyznawał własne słabości czy niegodziwości. Uczuć w konfesjonale nie unikniemy. Moim zdaniem one są cennym wzmocnieniem wyznania grzechów i żalu za nie.

Uważny spowiednik niczym pudło rezonansowe wychwytuje te uczucia. Nie tylko wie, czy penitent żałuje swoich grzechów, ale też wyraźnie to odczuwa. Być może nawet to odczuwanie jest ważniejsze, bo trudno je oszukać, czego nie można powiedzieć o rozumie. Zwłaszcza jeśli penitent za wszelką cenę stara się zakamuflować jakiś grzech, a spowiednik jak diabeł święconej wody unika niepotrzebnych problemów w czasie obowiązkowego dyżuru.

Nowomowa

A niezliczone są sposoby na wyznawanie tych najbardziej wstydliwych grzechów tak, by ksiądz się ich domyślił i nie zadawał zbędnych pytań! Przyznam, że czasem toczy się swoista gra między penitentem i spowiednikiem, w której chodzi o dopełnienie formy z wyraźnym uszczerbkiem dla istoty spowiedzi, którą stanowią żal za grzechy i postanowienie poprawy. Można pokusić się o stwierdzenie, że powstała spowiednicza nowomowa. Penitenci mają bardzo bogaty zasób eufemizmów i określeń zastępczych, których używają przy wyznawaniu najtrudniejszych dla siebie grzechów. Niektórzy używają ich z premedytacją, z intencją ukrycia lub złagodzenia swojego przewinienia, inni po prostu nie potrafią ich nazwać i używają określeń zasłyszanych w mediach lub pochodzących z mowy potocznej.

Najczęściej dotyczy to sfery szóstego przykazania, grzechu masturbacji lub przedmałżeńskich relacji seksualnych. W tej materii na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci zachowanie ludzi bardzo się zmieniło i dziś niestety nikogo nie dziwi wspólne życie przed ślubem, które uwzględnia kontakty seksualne. Najczęściej przy takich okazjach w konfesjonale słyszy się wyznanie w rodzaju: “Kochałem się ze swoją dziewczyną” lub “Spałam z chłopakiem”. W języku potocznym wydaje się ono jednoznaczne, ale w konfesjonale nasuwa wątpliwości co do świadomości grzechu. “Spaliśmy ze sobą” – to nie to samo, co “popełniliśmy cudzołóstwo” lub “zgrzeszyliśmy przeciw szóstemu przykazaniu” czy nawet “współżyliśmy ze sobą”.

Nie chodzi mi o jakieś czepianie się słów, ale o zauważanie ważnych zmian na poziomie samego języka. Język wyraża przecież nie tylko proste i oczywiste treści, ale także naszą świadomość, jej głębię. Nie bez powodu pranie mózgu w systemach totalitarnych zaczynało się od poprawiania języka i tworzenia nowomowy. Wystarczy wspomnieć książki G. Orwella czy komunistyczny bełkot, którym posługiwała się PZPR. Podobną operację na języku można obserwować we współczesnej pop-kulturze, dlatego nie bez znaczenia jest jakiego języka używają młodzi przy wyznaniu grzechów. Młody człowiek, który mówi, że “uprawiał seks”, wcale nie wyraża tym samym głębokiego przekonania o grzechu, ale przyznaje się do robienia czegoś, czego Kościół zakazuje. Przecież robi to, co wszyscy w jego wieku robią: uprawia seks tak samo jak sport. Sumienie nie wyrzuca mu tego jako grzechu ciężkiego, ale co najwyżej jako przekroczenie normy, podobne do jeżdżenia rowerem pod prąd. Zdarzyło mi się, że gdy przypomniałem o ciężarze tego grzechu, w odpowiedzi usłyszałem zdziwione: “Ależ proszę księdza, ja już mam 18 lat”. A to dopiero pierwsze pokolenie wychowywane w wolnej Polsce…

Podobne językowe zabiegi dotyczą także mówienia o innych grzechach, a ich autorami bywają przedstawiciele duchowieństwa, jak i wykształconego laikatu. Przykłady można mnożyć. Przyznać się do tego, że “minąłem się z prawdą”, to nie to samo, co powiedzieć, że “skłamałem”. Powiedzenie wprost, że “kradłem”, w niczym nie przypomina elegancji sformułowania: “skorzystałem z luk w prawie podatkowym”. “Jestem krzywoprzysiężcą” brzmi zupełnie inaczej niż “pomogłem w sądzie mojej dalszej rodzinie”, “załatwiłem sobie rentę” to coś zupełnie innego, niż “dałem łapówkę”.

Więcej ortopatii niż ortodoksji

Nasz problem z przyznawaniem się do winy wynika chyba z nieakceptowania reguł walki duchowej, która zakłada nieustanny wysiłek, zwycięstwa, ale i klęski (które nie są jednoznaczne z grzechami!). Powiedziałbym nawet, że zanika w nas świadomość tej walki. Straciliśmy poczucie nieustannego zmagania się ludzkiego serca, zmagania nie tylko między dobrem i złem, ale także między dobrem rzeczywistym a pozornym. Wolimy wizję statyczną własnego życia duchowego, frontony, które można utrzymywać w czystości, dlatego regularnie je pobielamy jak ewangeliczne groby. W rzeczywistości życie duchowe jest szalenie dynamiczne, wielobarwne: kto nie podejmuje walki, ten przegrywa. To sfera, w której jak nigdzie indziej obowiązuje “efekt motyla”: wielkie zdrady i skandale zaczynają się od zlekceważonych drobnych niewierności i półprawd. Tymczasem my nie umiemy pogodzić się z porażką, nie godzimy się na swoją słabość, dlatego wolimy zafałszować prawdę i robić dobrą minę do złej gry. Trudno nam samym się z tym uporać, a co dopiero, jeśli musimy do tej prawdy dopuścić inne osoby.

Trudno powiedzieć, czy spowiadający się najbardziej boją się spowiednika, Boga czy też właśnie samego przyznania się do grzechu. Pewnie wszystkiego po trochu albo też jednoczesnego dramatycznego zapętlenia, tj. reakcji Bożego przedstawiciela na wyznanie grzechów. Niestety reakcje te są często nazbyt emocjonalne. Gniew, złość, wstręt czy nawet nienawiść spowiednika, które znajdują swoje przełożenie na konkretne słowa, a nawet gesty, są niebezpiecznym nieporozumieniem. Gwałtowne uczucia spowiednika, choć mają prawo się pojawiać, powinny być trzymane na wodzy. Tym bardziej że podnoszenie głosu, krzyki i połajanki, które niestety się zdarzają, są często tym silniejsze, im większą frustrację i bezsilność za sobą kryją. Pod względem skuteczności są odwrotnie proporcjonalne do zamierzonego celu. Lepiej być nadmiernie życzliwym niż zbyt ostrym czy agresywnym.

Mówię tu oczywiście o sferze emocji w konfesjonale, a nie o poprawności nauczania, choć może i na ten temat warto zrobić pewną dygresję. W konfesjonale nie ortodoksja jest najważniejsza, ale ortopatia, czyli zdolność właściwego odczuwania. Nie jest przypadkowe, że tak doskonale rozumiemy słowo ortodoksja, a znaczenia pojęcia ortopatia będziemy poszukiwać w słownikach wyrazów obcych. W naszym polskim Kościele bowiem zbyt dużą wagę przywiązujemy do poprawności wiary, ze szkodą dla przeżycia religijnego, dla doświadczenia religijnego, które bez uczuć i emocji jest zimne i puste. Gdyby było inaczej, moglibyśmy się spowiadać maszynie liczącej. Konfesjonał to nie komora celna na pograniczu ziemi i nieba, lecz miejsce spotkania osób, w którym pod osłoną znaków uczestniczy sam Bóg. W imię czego zatem wykluczać z tego spotkania emocje i uczucia, które właściwie traktowane mogą bardzo pomóc autentycznemu doświadczeniu religijnemu?

“Pogromca dusz” w piżamie

Lęk, wstyd, żal są więc mile widziane na spowiedzi. Tym milej, im bardziej wyraźnie korespondują z rozumem i wolą człowieka, czyli im bardziej są wyrazem zintegrowanej i dojrzałej osobowości. Każdej ludzkiej czynności towarzyszy jakaś emocja lub uczucie, więc i spowiedź powinna mieć emocjonalne zabarwienie. Odrobina lęku nie jest zła, podobnie jest ze wstydem czy żalem, które w naturalny sposób wiążą się z tym sakramentem. Bez tremendum także i fascinosum1 byłoby pozbawione smaku! Lęk nie tylko straszy, ale i ostrzega przed niebezpieczeństwem. Nie jest nim jednak spowiedź, ale grzech i uporczywe w nim trwanie.

Lęk może też wynikać z chorobliwej nadwrażliwości lub z jakichś traumatycznych doświadczeń, np. ze spotkania ze zbyt porywczym księdzem. Co robić w przypadku panicznego lęku przed spowiedzią? Przychodzi mi na myśl metoda terapeutyczna nazywana “intencją paradoksalną W. Frankla”, polega ona na prowokowaniu sytuacji lękowej. Panicznie boisz się spowiedzi u ks. X., to poproś go o spowiedź i najlepiej na samym początku powiedz, jak bardzo się boisz. Lęk się zmniejszy lub ustąpi. Może nie zadziała to w każdym przypadku, ale tym zdrowszym i nieznerwicowanym na pewno pomoże. Innym sposobem na lęk przed spowiednikiem jest prosta wizualizacja, tj. wyobrażenie sobie go w sytuacji odmiennej, np. w piżamie lub na grządce pietruszki. To automatycznie zmniejsza nadmierny niepokój przed konkretnym człowiekiem, nawet jeśli będzie to największy “pogromca dusz” w okolicy. Każdy ma jednak własne i niepowtarzalne lęki, które można zrozumieć jedynie w szerszym kontekście jego osobowości, dlatego trudno podać uniwersalne rozwiązania.

Przede wszystkim jednak nie należy tłumić lęku, ani tego traumatycznego, ani naturalnego. Zwykle kończy się to unikaniem spowiedzi przez długie lata lub unikaniem wyznania grzechów, które są źródłem tych lęków. W konsekwencji grozić to może duchową stagnacją, a nawet zatwardziałością serca. Dotyczy to nie tylko świeckich, ale i kapłanów. Spowiadałem już w życiu kapłanów, którzy po urazie wyniesionym z konfesjonału sami przestali się spowiadać, i to na wiele lat, będąc jednocześnie bardzo wyrozumiałymi spowiednikami.

To nie jest sentymentalizm

Oczywiście dla ważności spowiedzi cała ta emocjonalna atmosfera w konfesjonale jest niepotrzebna. Tym niemniej gdybyśmy sprowadzili wszystko do kwestii ważności, to groziłby nam z kolei formalizm, z którym nagminnie stykam się przy okazji spowiedzi świątecznych. Jego przejawem jest to, że dorośli, inteligentni ludzie spowiadają się jak dzieci przed Pierwszą Komunią. Utrwalili sobie jeden schemat spowiedzi i trwają w nim przez całe lata. Nawet formułka wstępna pozostała ta sama, nie wspominając już o części wyznawanych grzechów. Ta formalna poprawność działa na mnie zawsze alarmująco. Widać reforma sakramentu spowiedzi i jego nowa formuła nie dotarła do zwykłych chrześcijan.

Ambicją spowiednika powinno być to, aby penitent wzbudził w sobie żal doskonały, czyli miłość do Boga, a do tego konieczne jest poszerzenie jego wiedzy religijnej i – co najważniejsze – pouczenie go o ogromie Bożej miłości i miłosierdzia. Penitent powinien nie tylko dowiedzieć się o Bożej miłości, ale poczuć się bezwarunkowo kochany także przez kapłana, który słucha jego spowiedzi. To nie jest sentymentalizm, ale głęboko ojcowskie uczucie, które dociera lepiej niż straszenie piekłem czy Bożymi plagami.

o. Stanisław Morgalla SJ

ŹRÓDŁO:   http://www.katolik.plhttp://www.spowiedz.pl/

Kategorie: ARTYKUŁY · KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · RODZINA
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

LIBAN: ZWIASTOWANIE ŚWIĘTEM CHRZEŚCIJAN I MUZUŁMANÓW

26 marzec 2009 · Dodaj komentarz

zwiastowanie

Zwiastowanie NMP. Z XIV w. Aix-en-Provence. Muzeum Granet

Muzułmanie i chrześcijanie Libanu czczą dziś wspólnie Maryję jako symbol narodowej jedności wyznawców obu religii. Muzułmańsko-chrześcijańskie obchody wprowadził oficjalnie począwszy od obecnego roku rząd libański. Zaproponował je szejk Mohammad Nokkari, uczestnicząc w ubiegłorocznych obchodach uroczystości Zwiastowania Pańskiego w jezuickim kolegium Notre Dame w Jamhour na przedmieściach Bejrutu. Inicjatywę poparł premier Fouad Siniora, który jest muzułmaninem sunnitą. Rząd przyjął ją jednogłośnie 13 marca. Nie jest to na razie dzień wolny od pracy, ale inicjatorzy mają nadzieję, że stanie się nim w przyszłości.

Jest to święto nie tyle religijne, co narodowe. Jednak, pokrywając się z datą Zwiastowania Pańskiego w kalendarzu chrześcijańskim, wyraźnie nawiązuje do postaci Maryi, do której islam odnosi się z wielkim szacunkiem. Koran zawiera opis zwiastowania i mówi o Jej dziewiczym macierzyństwie, choć oczywiście nie nazywa Jej Matką Bożą, nie uznając bóstwa Chrystusa. Inicjatorzy libańskiego dnia muzułmańsko-chrześcijańskiego otrzymali od przewodniczącego rady miejskiej Bejrutu niewielką parcelę przed Muzeum Narodowym, by wystawić tam pomnik przedstawiający stylizowaną twarz Maryi i półksiężyc symbolizujący islam. Miejscem głównych tegorocznych obchodów jest kolegium w Jamhour, gdzie po raz pierwszy zostały one zaproponowane. Uczestniczą w nich przedstawiciele obu religii, w tym melchicki biskup Salim Ghazal, który jest przewodniczącym komisji zgromadzenia katolickich patriarchów i biskupów Libanu ds. dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego.

ak/ asianews, l’orient-le jour

ŹRÓDŁO:  http://www.radiovaticana.org

Kategorie: KOŚCIÓŁ · WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Firma Thomson opracowała nowy kodek audio, MP3HD, wstecznie kompatybilny z formatem MP3

26 marzec 2009 · Dodaj komentarz

Format MP3HD obiecuje bezstratną kompresję dźwięku - średnia bitowa właściwa dla muzyki zapisanej w tym formacie mieści się w przedziale 500 - 900 kb/s, czyli podobnie do innych standardów bezstratnej kompresji (FLAC, HD-AAC bądź Windows Media "lossless")

Thomson, jeden z twórców najpopularniejszego kodeka dźwięku, czyli mp3, ogłosił wczoraj wprowadzenie nowej wersji tego kodeka, która nazwana została mp3HD, a która ma zapewnić znacznie lepszą jakość niż pierwowzór. Pewnie zapytacie po co to wszystko, skoro kodeków oferujących lepszą jakość niż mp3 jest już na pęczki? Ano według Thomsona nowy format jest kompatybilny wstecz, to znaczy, że wszystkie aktualnie dostępne odtwarzacze mp3, będą w stanie odtworzyć muzykę zapisaną w mp3HD. mp3HD nie kasuje tak jak mp3 dźwięków niesłyszalnych dla ludzkiego ucha i pozostawia utwór w praktycznie niezmienionym stanie w stosunku do płyty CD, jednak nadal ograniczone jest do próbkowania 44.1/48kHz. Bitrate utworów zapisanych w mp3HD oscyluje w granicach 500-900 kbps co sprawia, że czterominutowy utwór zakodowany w mp3HD będzie zajmował około 14 do 26MB. Oprogramowanie do kodowania w nowym formacie jest już dostępne tutaj, zarówno dla systemów Windows jak i Linux.

ŹRÓDŁO:  http://www.frazpc.pl Więcej:  http://www.all4mp3.com/ ;   http://www.clubic.com/ ;    http://www.idg.pl

Kategorie: WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

PŁOCK: OBCHODY 4. ROCZNICY ŚMIERCI JANA PAWŁA II

26 marzec 2009 · Dodaj komentarz

ioannes_paulus_pp_ii_1978_2005

JAN PAWEŁ II, PAPIEŻ KOŚCIOŁA CHRYSTUSOWEGO, BISKUP RZYMU: 16.10.1978 - 02.04.2005

Biskup Piotr Libera przewodniczyć będzie płockim obchodom 4. rocznicy śmierci Jana Pawła II. Złożą się na nie m.in. koncerty, prelekcje i wystawy. Punktem kulminacyjnym będzie Msza św. w katedrze w czwartek 2 kwietnia o godz. 20.00.

Po Mszy ok. godz. 21.00 wierni udadzą się pod pomnik Papieża, gdzie będą się modlić o Jego beatyfikację oraz wysłuchają koncertu w wykonaniu płockiego chóru Pueri Cantores Plocenses. Spotkanie zakończy się około godz. 21.37.

Około godz. 21.15 swoje podwoje dla wiernych otworzy Muzeum Diecezjalne, mieszczące się w siedzibie Opactwa Pobenedyktyńskiego. Będzie tam można obejrzeć wystawę filatelistyczną poświęconą Janowi Pawłowi II, ze zbiorów Aleksandra Pluszcza.

Koncert w hołdzie Papieżowi przygotowało także Muzeum Mazowieckie w Płocku o godz. 16.30. W programie znajdzie się: odczyt ks. prof. Henryka Seweryniaka „Jan Paweł II – dar i wyzwanie”, koncerty chórów Pueri oraz Puellae Cantores Plocenses, „Akatyst ku czci Bogurodzicy” w wykonaniu Scholi Kleryków Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku.

Własne obchody rocznicy śmierci Papieża przygotowały także wszystkie płockie parafie. Odbędą się w nich spotkania okolicznościowe, koncerty, wystawy i projekcje filmów.

Jan Paweł II odwiedził Płock w dniach 7-8 czerwca 1991 r., podczas swojej IV pielgrzymki do Polski. 7 czerwca w uroczystość Najświętszego Serca Jezusa na Placu Celebry (w sąsiedztwie stadionu Wisły Płock) celebrował mszę św. i wygłosił homilię. Tego samego dnia, po raz pierwszy w Polsce, spotkał się z więźniami w płockim Zakładzie Karnym. Wieczorem przewodniczył w katedrze płockiej nabożeństwu czerwcowemu, które zamykało 42. Synod Diecezjalny. Wieczorem pojawił się w oknie i przemówił do młodzieży. Rano 8 czerwca Papież ponownie stanął w oknie i skierował słowo pożegnania do zgromadzonych przed nim wiernych. Następnie udał się do Warszawy.

ŹRÓDŁO:   http://ekai.pl/

Kategorie: JAN PAWEŁ II · KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · RODZINA · WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

UKRAINA: OBRADOWAŁ EPISKOPAT

24 marzec 2009 · Dodaj komentarz

ukraine-europe

Biskupi wystosowali list do Benedykta XVI, wyrażający mu poparcie i zapewniający o wierności Kościoła rzymskokatolickiego Ukrainy

21 marca w Zaporożu dobiegła końca trzydniowa sesja plenarna konferencji łacińskiego episkopatu Ukrainy. Na znak solidarności z wiernymi Dniepropietrowska biskupi pojechali do tego miasta, gdzie odprawili Mszę  przed nieoddanym wciąż katolikom kościołem św. Józefa. Głównym tematem obrad hierarchów były powołania kapłańskie i zakonne.

Główny referat wygłosił bp Leon Dubrawski z Kamieńca Podolskiego. Biskupi podzielili się refleksjami na temat powołań, kształcenia kleryków, a także formacji stałej duchowieństwa. Wystosowali list do Benedykta XVI, wyrażający mu poparcie i zapewniający o wierności Kościoła rzymskokatolickiego Ukrainy. Przesłali też do zatwierdzenia przez Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów rytuały święceń biskupich, kapłańskich i diakońskich oraz poświęcenia kościoła. Następnie zwrócili się do władz centralnych z prośbą o ujednolicenie przepisów państwowych dotyczących wiz wystawianych ze względu na działalność religijną duchownym pracującym na Ukrainie, ponieważ kwestia ta w dalszym ciągu nie jest ostatecznie rozwiązana.

bp M. Buczek

ŹRÓDŁO:  http://www.radiovaticana.org

Kategorie: BENEDYKT XVI · KOŚCIÓŁ · WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ks. Piotr Pawlukiewicz – O młodzieży cz. 1, cz. 2, cz. 3, cz. 4, cz. 5 – video

24 marzec 2009 · Dodaj komentarz

Kategorie: MŁODZIEŻ · VIDEO
Otagowane: , , , , , ,

“MIESZKAM SAMA, GRZECHÓW NIE MAM”, CZYLI JAK SIĘ SPOWIADAĆ – ROZMOWA Z O. JANEM A. KŁOCZOWSKIM OP

24 marzec 2009 · Dodaj komentarz

confessione

Spowiedź Święta

Ojcze, pierwszą rzeczą, która kojarzy się nam ze spowiedzią, jest konfesjonał. Niekoniecznie jest to skojarzenie miłe…
Od razu zaczynamy się bać. Bardzo wielu z nas ma duże opory przed przystąpieniem do tego sakramentu właśnie ze względu na ów dziwnie wyglądający mebel. Lęk, nierzadko jeszcze większy, wzbudza również osobnik, który w nim siedzi. Dla niektórych jest to wystarczającym powodem, by w ogóle zrezygnować ze spowiedzi, a przecież chodzi w niej o pojednanie. To jest w spowiedzi najważniejsze. Nie jednamy się z konfesjonałem ani z siedzącym w nim księdzem, ale z Panem Bogiem. Ten proces wewnętrznej przemiany, zarówno postępowania, jak i myślenia nazywamy metanoją (z gr. metanoia – zmiana myślenia).

Kiedy ten proces się zaczyna?
W momencie, gdy człowiek uświadamia sobie, że coś jest nie tak, i to „nie tak” nie oznacza niepowodzenia w miłości czy w interesach, ale w tym, co w życiu najistotniejsze – w relacji z Panem Bogiem. Moment uświadomienia sobie tego i wewnętrznego rozliczenia się ze sobą przed Bogiem katechizmowo nazywamy rachunkiem sumienia.

Często już na tym etapie napotykamy problemy.
Tak. Myślę, że ludziom zdarza się mylić głos sumienia z poczuciem winy, które rodzi się w nich, gdy nie spełniają czyichś oczekiwań. Mogą być one nawet bardzo słuszne i dobre: rodzice pragną, bym się dobrze sprawował; bliscy chcą, bym wypełnił daną im obietnicę. Zdarzają się też jednak inne: ktoś oczekuje, że wręczę mu łapówkę. Co prawda nie robię tego, ale jestem przekonany, że w ten sposób go rozczarowuję. Dlatego spowiadam się później: „zrobiłem przykrość jednemu człowiekowi”. A przecież grzechem byłoby dać tę łapówkę. Poczucie winy może być zatem słuszne albo niesłuszne, ale nie można go mylić z sumieniem.

Czym jest sumienie?
Bardzo bliska jest mi definicja św. Tomasza z Akwinu. Jego zdaniem, sumienie to nie żaden wewnętrzny głos, ale osąd rozumu praktycznego. Myśląc o moim postępowaniu, stwierdzam niegodziwość takiego czy innego czynu, gdyż jest on sprzeczny z tym, czego oczekuje ode mnie Pan Bóg. 
Można powiedzieć, że sumienie to trybunał osądzający, który w sobie mamy. Jego godność jest tak wielka, że ten “głos” – jak mówi jasno Magisterium – jest dla nas zobowiązujący.

Nawet wtedy, gdy nie zgadza się z nauczaniem Kościoła?
Nawet wtedy, ale sumienie należy kształtować. Odbywa się to m.in. przez posłuszeństwo autorytetowi. Jest to zasada, która obowiązuje we wszystkich tradycjach religijnych. W buddyzmie uczeń jest zobowiązany do posłuszeństwa swojemu mistrzowi, bo inaczej nie będzie miał szansy na duchowy rozwój. W chrześcijaństwie, a zwłaszcza w katolicyzmie, ten aspekt również bardzo się podkreśla.

Innym problemem, który pojawia się przy rachunku sumienia, jest odróżnianie pokusy od grzechu.
Gdy ktoś mówi, że jego myśli krążyły wokół tematów seksualnych, zawsze podkreślam, że grzechem jest „świadome i dobrowolne przekroczenie Bożego przykazania”, a w wypadku grzechu ciężkiego – w ważnej materii. W głowie pojawiają „się” jakieś myśli – to krótkie słówko „się” wskazuje na to, że to nie jest świadomy akt. Gorzej, jeśli pod wpływem tych myśli ułożyłeś sobie bardzo chytry plan uwiedzenia cudzej żony. Nawet jeżeli, mimo twoich usilnych starań, plan się nie powiódł, bo dostałeś od kobiety po pysku, to grzech jest. Nie jej – bo słusznie ci dała po gębie, ale twój – bo byłeś gotów popełnić zły czyn. Za to, że się nie udało, chwała wiernej małżonce.
Kiedy idziesz ulicą, zobaczysz dziewczynę i pomyślisz: „Ładna!”, to podziękuj Panu Bogu, że stworzył nie tylko tak brzydkie dla nas zwierzęta jak ropuchy, ale i piękne kobiety. Skądinąd jest to dowód Jego dużego poczucia humoru.

Czy rachunek sumienia należy robić tylko przed spowiedzią?

Warto przyglądać się swojemu postępowaniu codziennie, np. pod koniec dnia. Dobrze jest zacząć taką modlitwę od podziękowania, potem dopiero „”achować się”. Często zapominamy, że dobro jest Bożym darem; uważamy, że wszystko się nam należy. Modlitwa dziękczynna sprawia, że zyskujemy odpowiednią perspektywę. Dopiero wtedy należy postawić sobie pytanie, co złego zrobiłem w minionym dniu. Myślę, że taki wgląd w siebie – nie histeryczne analizowanie swojego poczucia winy, ale stanięcie w prawdzie przed Bogiem – jest bardzo dobry i ułatwia to, co jest istotnym elementem procesu nawrócenia i pojednania, czyli pracę nad sobą.

W każdej księgarni katolickiej jest półeczka z różnymi wersjami „pomocy” w rachunku sumienia. Czy należy z nich korzystać?
Jeżeli dla kogoś takie poradniki są pomocą w kształtowaniu sumienia, proszę bardzo. Ja jestem wobec nich raczej nieufny. Szczególną ostrożność zalecam skrupulantom – jeśli dorwą tego typu książeczkę, to przy spowiedzi będą wymieniać wszystko, co w niej przeczytali, punkt po punkcie. Zdarza mi się takich spowiadać, więc wiem, co mówię. Wszelkie „katalogi grzechówپh będą mieć na nich negatywny wpływ. Nie zabraniam zatem, ale zalecałbym ostrożność.

Po rachunku sumienia pora na żal za grzechy.
A z tym bieda. Bo co to znaczy „żałować”? Żal nie jest tylko i wyłącznie kwestią emocji. Zwracam na to uwagę, ponieważ żal emocjonalny jest często wyrazem żalu do samego siebie: „Jak mogłem coś takiego zrobić? Postąpiłem głupio…”. Postawa taka nie jest właściwa, gdyż żal za grzechy ma być przeżywany w odniesieniu do Boga.
Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że wielu ludzi nosi w sobie wyłącznie obraz Boga Stworzyciela, siedzącego na tronie w całej swojej transcendencji – dalekiego i niedostępnego. Dlatego często żałujemy ze strachu, że podpadliśmy jakiemuś wielkiemu sędziemu, który wie o nas wszystko. Wyobrażamy sobie, że gdy wyznajemy grzechy, odhacza je w swojej pamięci elektronicznej: „No tak… to, to i to, ale wciąż czekam, bo jeszcze parę rzeczy masz na sumieniu”. Takiego Boga nikt nigdy nie widział. My znamy Syna Jednorodzonego, który stał się jednym z nas. To przed Nim trzeba stanąć i uświadomić sobie, że zraniłem Miłość – to jest prawdziwy żal.
Wielcy święci spowiadali się z rzeczy, z których my się nie spowiadamy, co więcej, nigdy nie przyszłoby nam do głowy, by się z nich spowiadać. Mieli świadomość, że dopuścili się niegodziwości wobec bezbronnej, ale i – paradoksalnie – wszechmocnej miłości Boga.

Można zatem mówić o dwóch rodzajach żalu.

Tak. Żal ze strachu nazywamy niedoskonałym, żal z miłości – doskonałym. Pan Bóg jest miłosierny, dlatego wystarczy żal niedoskonały. Chociaż wyrasta on często z miernoty duchowej, jest wyrazem dobrej woli człowieka. Myślę, że w niebie znajdą się nie tylko heroiczni święci.
Kościół głosi, że żal doskonały sam z siebie gładzi grzechy. Równocześnie zaleca się przy najbliższej okazji przedstawić je na spowiedzi, by również w sposób widzialny nastąpiło pojednanie.

A jeśli nie potrafię żałować?

W książce angielskiego pisarza Bruce’a Marshalla „Cud ojca Malachiasza” zamieszczona jest bardzo ładna opowieść. Otóż pewnego razu ojciec Malachiasz, doświadczony duszpasterz, został wezwany do domu publicznego, w którym umierał stary marynarz. Nie było czasu na długą spowiedź, więc kapłan zapytał: „Czy żałujesz?”. „No jak mam żałować – odpowiedział ów marynarz -jak te dziewczyny takie piękne?”. Doświadczony kapłan nie obraził się, nie groził piekłem, tylko kontynuował: „A żałujesz, że nie żałujesz?”. „No tak, żałuję”. Na to spowiednik uniósł rękę: „Ja ciebie rozgrzeszam….”.
Ta opowieść nie jest zachętą do ułatwiania sobie czegokolwiek, ale pokazuje pewną prawdę. Diabeł, kusząc nas, musi nam podsuwać dobro – na coś innego człowiek nie da się złapać. Kobiety z opowieści skłaniają do grzechu, ale mimo to nie przestają być piękne. Tylko mało rozgarnięty diabeł podsunąłby mężczyźnie jakieś kocmołuchy. Ważne, żeby nie dać się nabrać na jego sztuczki. Jeżeli masz poczucie, że nie żałujesz, to tego właśnie możesz żałować.

I postanowić poprawę…
To kolejny warunek dobrej spowiedzi. Słyszy się czasem, że któryś z polityków mówi: „to decyzja polityczna”. Długo, długo ględził, ale w końcu zdecydował się na jakiś konkret, np. zadeklarował, że na wiosnę odbędą się wybory. Postanowienie poprawy ma być taką decyzją polityczną. Ogólne poczucie, że „chciałbym być lepszy”, nie jest jeszcze postanowieniem poprawy – w gruncie rzeczy każdy z nas w jakiejś mierze jest z siebie niezadowolony.
Mocne postanowienie poprawy to decyzja, że w moim życiu zajdzie konkretna zmiana. Trzeba liczyć się z jej konsekwencjami, np. zrobić wszystko, by obiecane wybory się odbyły.

Nie należy zatem „poprawiać się ze wszystkiego”.

Poprawa powinna dotyczyć konkretnych rzeczy. Spowiednik może nam pomóc rozpoznać, co jest naszą główną słabością, czego mamy unikać. W rachunku sumienia można postawić sobie pytanie, co postanawiam poprawić, i co dzień rozliczać się z wypełniania tego zobowiązania.
Weźmy taki przykład: wiesz, że przynosisz z pracy do domu wszystkie swoje frustracje i wylewasz je na domowników. Możesz nad tym zapanować. Wobec szefa jesteś uprzejmy, bo się boisz, dlaczego więc nie boisz się domowników, których ranisz swoim postępowaniem?

Dopiero po spełnieniu tych trzech warunków następuje „szczera spowiedź”.
Tak. Warto mieć świadomość, że w dzisiejszych czasach jest nam o wiele łatwiej. W pierwszych wiekach spowiedź z tzw. grzechów publicznych była jawna. Najpierw delikwent wyznawał grzech biskupowi, ten nakładał pokutę, którą biedak musiał odprawiać czasem przez wiele lat. W tym czasie nie mógł uczestniczyć w Eucharystii, podczas Liturgii Słowa stał w przedsionku kościoła; wszyscy wiedzieli, że jest grzesznikiem. Gdy zakończył pokutę, wyznawał (niekiedy nawet publicznie) ów grzech i otrzymywał rozgrzeszenie. Teraz grzechy również wyznajemy wobec wspólnoty, ale jej przedstawicielem jest upoważniony do tego kapłan, przyjmujący nasze wyznanie w imię Chrystusa.

Kiedyś mówiło się o grzechach publicznych i prywatnych, teraz istnieje podział na grzechy ciężkie i lekkie.
To rozróżnienie jest ważne o tyle, że bezwzględnie należy się spowiadać z grzechów ciężkich. Jeśli jednak o czymś zapomnimy, nie należy wpadać w panikę. A nuż jakiś biedny skrupulant po odejściu od kratek przypomni sobie jeszcze, że się potknął i powiedział „Jezus, Maria”. „No tak, przecież to grzech ciężki przeciw Bożemu przykazaniu”.
Ogarnie go przerażenie, że będzie się za to smażył w piekle. Znałem takiego człowieka; obudził mnie kiedyś o czwartej nad ranem. Spałem sobie w najlepsze, gdy zadzwonił telefon. Odebrałem. Usłyszałem, że nie może spać, bo zaklął w samochodzie – obraził Pana Boga i nie wie, czy ma grzech ciężki. Powiedziałem wtedy: „Masz grzech, bo mnie obudziłeś”. Ale to powiedziałem później, trochę żartobliwie.

Jak odróżniać grzechy ciężkie od lekkich?

Posłużę się porównaniem: grzech lekki jest jak bałagan w domu, ciężki – jak spalenie domu. Co to znaczy? Grzech ciężki to dobrowolne wyrzeczenie się Boga i Jego miłości, a to już poważna sprawa.
Ważna jest również materia grzechu. Ciężka materia to wszystko to, co dotyczy życia i śmierci, w szerokim znaczeniu tych słów. Grzeszę ciężko, gdy świadomie rzucam na kogoś niesłuszne i kłamliwe oskarżenie i przyprawiam go o śmierć cywilną albo gdy z premedytacją zniszczyłem kogoś w sensie moralnym i psychicznym.
Aby odróżnić grzechy ciężkie od lekkich, musimy wziąć pod uwagę trzy kwestie: materię, świadomość i dobrowolność. W sakramencie pokuty – jak już powiedziałem – należy wyznać wszystkie grzechy ciężkie.

W takim razie, czy jest sens spowiadać się z grzechów lekkich?
Odpowiem, wykorzystując ponownie to samo porównanie: trzeba sprzątać. Jeśli mam w pokoju bałagan, to w końcu się potknę i przewrócę, a przy okazji wywołam pożar.
Możemy przystępować do sakramentu pokuty wolni od grzechów ciężkich. Taka spowiedź, oprócz tego, że daje nową łaskę, jest bardzo wychowawcza – grzechy lekkie uświadamiają nam konieczność pracy nad sobą.
Warto też przypomnieć, że grzechy lekkie, powszednie gładzi spowiedź powszechna, ta na początku każdej Mszy.

Czy jest Ojciec zwolennikiem generalnych remontów- spowiedzi z całego życia?
Skłonność do spowiedzi z całego życia widać przede wszystkim u osób starszych. Dostrzegam w tym czasem szatańską pokusę. Diabeł może nas kusić starymi grzechami: „Kochany, taki jesteś dobry? A to pamiętasz, a to… Myślisz, że On ci wybaczył, czarni ci to wmawiają? O nie, On ci to pamięta, i to też. Zdarza się, że ktoś przypomni sobie stare przewinienia i chce się z nich spowiadać po raz sto pierwszy. 
Spowiedź generalną zaleca się na przykład przed ważnymi decyzjami życiowymi: wstąpieniem do zakonu czy ślubem. Czasem ktoś prosi o nią przed poważną operacją, chce wtedy stanąć wobec łaski Bożej ze swoją grzesznością i bezradnością. Spowiadanie się z całego życia raz na rok, tylko z terapeutycznych powodów, z pewnością nie jest dobrą praktyką.

Wspomina Ojciec o skrupulantach, są oni przykładem pewnego skrajnego zachowania, a czy istnieje idealny penitent?

Nie ma jednego obowiązującego wzorca, dlatego że każdy człowiek jest inny. Należy być zwyczajnie uczciwym i wyznawać konkretne grzechy. Niektórzy spowiadają się z grzechu pierworodnego, a właściwie z jego skutków: „Byłem niedoskonały, rozpraszałem się w czasie modlitwy”. Inni mieszają wady z grzechami: „Byłem chytry, leniwy…”. Zwracam wtedy uwagę, że nie spowiadamy się z wad, tylko z grzechów, czyli czynów. Nie mów, że byłeś skąpy, tylko powiedz, że nie dałeś żonie na lekarza. To grzech. Spowiadajmy się z konkretów. To jest najważniejsze. I w tym sensie, jeżeli można mówić o idealnym penitencie, to jest nim ten, kto spowiada się właśnie z grzechów.
Kiedyś na porządku dziennym był pewien specyficzny sposób spowiadania się. Na szczęście dawno takiej spowiedzi nie słyszałem. Wyglądało to mniej więcej tak: „Z pierwszego przykazania nic, z drugiego nic, z trzeciego nic…”. Słysząc taką spowiedź, mówiłem: „Dalej, dalej”. Pewna pani wyznała kiedyś: „Grzechów nie mam, sama mieszkam”. Inna na pytanie: „A modlisz się za męża?”, odpowiedziała: „Nie. On jeszcze żyje”.

Jak głęboko ksiądz ma prawo ingerować w prywatność penitenta?

Granicę wyznacza ustalenie okoliczności czynu. Ktoś wyznaje np.: zgrzeszyłem nieczystością. Co to znaczy? Jest różnica, czy ktoś zrobił to sam, z osobą wolną czy z zamężną, a może z zakonnicą? Podaję te przykłady, by uświadomić, że okoliczności są ważne.
Natomiast absolutnie trzeba oddzielić spowiedź od różnych form psychoterapii. Dobrze jest, jeśli dany kościół czy sam spowiednik ma jakiegoś zaufanego terapeutę, do którego może odesłać kogoś z zaburzeniami emocjonalnymi. Spowiednik, który najczęściej nie posiada odpowiednich kompetencji, nie powinien wchodzić na grunt psychologii, ale powinien umieć odróżnić stany emocjonalne od grzechu. Dobrym przykładem jest nerwica lękowa, która czasami przejawia się skrupułami.
Inny przykład: chory człowiek, niezależnie od tego, jak bardzo by się starał, ile razy wejdzie do kościoła i popatrzy na Matkę Boską, ma nieczyste myśli i jakąś obsesję seksualną. A czerwony ze złości ksiądz w konfesjonale, zamiast skierować go do specjalisty, jeszcze krzyczy: „Ty taki i owaki, będziesz się smażył w piekle!”.
Co innego, kiedy przychodzi jakiś zbereźnik, niespełniony Casanova, który również w sferze religijnej poszukuje podniet natury seksualnej, a co innego, kiedy przychodzi człowiek z nerwicą, któremu trzeba pomóc.
Czasem sami zdajemy sobie sprawę, że to, co spowiednik mówi, nie jest zbyt mądre.
Może się tak zdarzyć. Trzeba się wtedy za niego pomodlić. Pamiętajmy, że to, co ksiądz mówi w konfesjonale w ramach nauki, nie jest dogmatem. Wszystko badajcie, co szlachetne zachowujcie (1 Tes 5, 21) – taka jest moja rada. Księża powinni się spowiadać ze spowiedzi, które źle poprowadzili. Pół biedy, kiedy ksiądz głupio mówi, gorzej, jeśli przenosi własne zadry psychiczne na tego, kto do niego przyszedł.

Co wtedy?
Pokutować za tego księdza, modlić się, bo diabła można wygnać postem i modlitwą. Szacunek do penitenta jest sprawą fundamentalną, ponieważ – podobnie jak w psychoterapii – relacja między nimi jest niesymetryczna. Penitent wyznaje grzechy, a ja, jako spowiednik, jestem niejako sędzią, on klęczy – ja siedzę. Pan Jezus przed Ostatnią Wieczerzą i Męką ukląkł i umył uczniom nogi. Jeżeli siedzisz w konfesjonale in persona Christi – w osobie Chrystusa, to pamiętaj, że masz pokutować za grzechy, które słyszałeś. To bardzo dobra rada, powtarzam ją wszystkim księżom. Nie jest tak, że jako ksiądz masz tylko wysłuchać, a potem iść na kolacyjkę.
Kościół jest z Chrystusem, który wziął na siebie nasze winy i nas odkupił, a to znaczy, że tajemnica odkupienia i przebaczenia trwa dalej w Kościele. Jeżeli spowiadam, to mam – w geście pokory – przyjąć też ciężar tych, którzy przychodzą. Świadomy tego spowiednik, nie będzie się wymądrzał w konfesjonale.

Ostatni warunek dobrej spowiedzi brzmi: „Zadaną pokutę odprawić”.
Spowiadający się jednym tchem wyznają: ostatni raz do spowiedzi byłem wtedy i wtedy, pokutę odprawiłem albo – zapomniałem odprawić. „A co miałeś?” – pytam. „No, litanię”. „Czekałeś przecież godzinę, a może więcej w kolejce do konfesjonału, to nie mogłeś jej odmówić?!”. Ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, że pokutę należy odprawić do następnej spowiedzi, a nie koniecznie tego samego dnia. Często jest tak, że jeśli ktoś nie zmówi różańca od razu, nie pójdzie na Mszę albo czegoś tam innego nie zrobi, to jest przekonany, że zawalił i już nawet nie stara się wypełnić pokuty.

Jeżeli mimo wszystko nie zdążę odprawić pokuty?
Wtedy wyznaj to podczas kolejnej spowiedzi. Ksiądz najprawdopodobniej zada ci tę samą jeszcze raz albo nałoży nową i tamtą poprzednią.

O co chodzi w pokucie?
Jest to próba przywrócenia sprawiedliwości. Po pierwsze, Panu Bogu przez jakąś modlitwę, a po drugie ludziom. Nie wystarczy się wyspowiadać z tego, że nie oddałem pożyczonych książek, należy oddać te książki albo po prostu zapytać, czy właściciel ich potrzebuje, czy mogę jeszcze potrzymać. To jest konkretne załatwienie sprawy. Jeżeli nie mamy możliwości bezpośredniego zadośćuczynienia, to zaleca się np. datki na cele charytatywne.
Może się też zdarzyć, że w momencie nakładania pokuty penitent wie, że nie będzie w stanie jej wypełnić, wtedy należy o tym powiedzieć. Ktoś np. spowiada się we wtorek wieczorem, dzień przed wylotem z kraju i słyszy: „W ramach pokuty przyjdź na Mszę w tygodniu”. Wyjaśnia wtedy: „Proszę księdza, jutro rano lecę do Anglii i tam będę miał kłopoty z pójściem w dzień powszedni do kościoła”. Roztropny spowiednik nie powie: „Przełóż bilet, bo musisz być tutaj”. Trzeba do tego podejść rozsądnie.

Jak często, Ojca zdaniem, należy się spowiadać?
To zależy od okoliczności. Jeśli ktoś jest skrupulantem, nakazuję spowiedź nie częściej niż co miesiąc, bo on najchętniej przychodziłby codziennie. Co więcej, powinien mieć stałego spowiednika, wobec którego będzie bezwzględnie posłuszny. Jeżeli usłyszy od niego: „To nie jest grzech”, musi uznać, że tak właśnie jest. 
Jeżeli ktoś nie ma grzechu ciężkiego, to myślę, że wystarczy spowiadać się, powiedzmy, w przedziale od miesiąca do kwartału. Spowiedź raz do roku to trochę za rzadko. Pamiętajmy, że ten sakrament nie tylko oczyszcza, ale i odświeża wiarę, ma moc uzdrawiającą. Wracając do mojego porównania: mieszkanie nie tylko jest zamiecione, ale i odmalowane.

Do tego dochodzą jeszcze spowiedzi okolicznościowe, np. przedślubne.

Nie wiem, czy to, co robię, jest bardzo poprawne, ale jeśli ktoś mi mówi, że jest to spowiedź przedślubna i podsuwa karteczkę, to pytam: „Chcesz się wyspowiadać, czy chodzi ci tylko o podpis?”. Najczęściej słyszę: „Chcę”. Jest taki schemat dotyczący mężczyzn: on jest kawalerem, poszedł do wojska, potem znów kawalerka, teraz ma 27 lat i tak go przycisnęło, że znalazł sobie kobietę i to będzie dobra żona. Ona go tu nawet przyprowadziła, właściwie miała rację, i dlatego on chce się wyspowiadać. Komuś takiemu trzeba pomóc w spowiedzi, a nie „porykiwać” na niego.
Zdarzyło mi się jednak kilka razy, że ktoś powiedział, że wcale nie ma ochoty na spowiedź. „Po co bierzesz ślub kościelny?” – zapytałem wtedy. „Bo ona chce”. Dobrze – podpisałem i niech sobie idzie. Myślę, że gdybym go wyrzucił albo czynił pozory spowiedzi, byłbym nieuczciwy wobec niego i odegnałbym go od konfesjonału na długi czas. Natomiast jeżeli mu powiem: „Jak się zastanowisz, zawsze możesz przyjść, ale skoro teraz nie jesteś gotowy, to ja ci podpiszę, żeś przyszedł i Szczęść Boże” – może kiedyś wróci. Myślę, że to jest rozwiązanie, że tak powiem, duszpastersko rozsądne.

Inną popularną okazją do spowiedzi z karteczkami są pierwsze piątki.

To jest historyczna praktyka, bardzo piękna, ale w naszej tradycji dominikańskiej nieobecna. Uważam jednak, że nie jest do końca roztropnym pomysłem wychowywać dzieci w poczuciu winy, że nie uczestniczą w tych nabożeństwach i za wszelką cenę pilnować „zbierania” kolejnych piątków. Wprowadzanie w wiarę powinno się odbywać naturalnie, przez przykład bliskich. Jeżeli dziecko widzi, że rodzice chodzą do Komunii albo do spowiedzi w pierwsze piątki, to będzie chciało robić to samo.
Mój pierwszy kryzys religijny miałem w wieku 9 czy 10 lat i był on związany właśnie z takimi nabożeństwami. W czwartek, przed pierwszym piątkiem, była tzw. godzina święta, czyli adoracja Najświętszego Sakramentu. Podczas wystawienia ksiądz czytał z książeczki jakieś bardzo mądre rzeczy i to było strasznie nudne, nic nie rozumiałem, a musieliśmy klęczeć i słuchać. A potem trzeba było śpiewać: „Ile minut w godzi-i-i-i-nie, a godzin w wieczno-o-o-ości, tylekro-o-o-oć bądź pochwa-a-a-a-lon, Jezu ma-a-a-aaa miłości…”. Któregoś razu, w czasie takiego śpiewania, wyobraziłem sobie, że tak będzie po śmierci. Pobiegłem do mamy i powiedziałem, że jeśli w niebie będzie cały czas takie nabożeństwo i ja tam będę klęczał ze złożonymi rękami, to nie chcę już być ministrantem. Mama w płacz, ojciec też nie był zadowolony, ale na szczęście uratował mnie brat, który powiedział: „Mamo, zostaw go, bo tak się produkuje ateistów”. Mama dała mi spokój i, proszę, zostałem ministrantem, a potem nawet księdzem…

rozmawiały Beata Kolek i Anna Dąbrowska 

o. prof. dr hab. Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, filozof religii, historyk sztuki, wykładowca PAT, UJ i Kollegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie, ceniony duszpasterz i kaznodzieja
ŹRÓDŁO:   http://www.angelus.pl/

Kategorie: ARTYKUŁY · KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · RODZINA
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

W SZKOLE MARYI, «NIEWIASTY EUCHARYSTII»

23 marzec 2009 · Dodaj komentarz

madonna-fatima

Maryja jest «Niewiastą Eucharystii» w całym swoim życiu

53. Jeśli chcemy ponownie odkryć ścisłą więź, jaka istnieje między Kościołem i Eucharystią, w całym jej bogactwie, nie możemy zapomnieć o Maryi, Matce i Wzorze Kościoła. W Liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae, uznając Najświętszą Dziewicę za Mistrzynię w kontemplowaniu oblicza Chrystusa, włączyłem do tajemnic światła również ustanowienie Eucharystii.102 Maryja bowiem może nas prowadzić ku temu Najświętszemu Sakramentowi, ponieważ jest z nim głęboko związana.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Ewangelia milczy na ten temat. W opisie ustanowienia Eucharystii w wieczór Wielkiego Czwartku nie mówi się o Maryi. Wiadomo jednak, że była Ona obecna wśród Apostołów, którzy «trwali jednomyślnie na modlitwie» (Dz 1,14), w pierwszej wspólnocie zgromadzonej po Wniebowstąpieniu w oczekiwaniu Pięćdziesiątnicy.Tej obecności nie mogło oczywiście brakować podczas sprawowania Eucharystii wśród wiernych pierwszego pokolenia chrześcijan, z gorliwością trwających «w łamaniu chleba» (Dz2, 42).

Jednak poza Jej uczestnictwem w Uczcie eucharystycznej, związek Maryi z Eucharystią można pośrednio określić wychodząc od Jej wewnętrznej postawy. Maryja jest «Niewiastą Eucharystii» w całym swoim życiu. Kościół, patrząc na Maryję jako na swój wzór, jest wezwany do Jej naśladowania także w odniesieniu do Najświętszej Tajemnicy.

54. Mysterium fidei! Jeśli Eucharystia jest tajemnicą wiary, która przewyższa nasz intelekt, a przez to zmusza nas do jak najpełniejszej uległości Słowu Bożemu, nikt tak jak Maryja nie może być wsparciem i przewodnikiem w takiej postawie. Nasze powtarzanie dzieła Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy, które jest wypełnianiem Jego nakazu: «To czyńcie na moją pamiątkę!», staje się jednocześnie przyjęciem zaproszenia Maryi do okazywania Mu posłuszeństwa bez wahania: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie» (J2, 5). Z matczyną troską, poświadczoną podczas wesela w Kanie, Maryja wydaje się nam mówić: «Nie wahajcie się, zaufajcie słowu mojego Syna. On, który mógł przemienić wodę w wino, ma moc uczynić z chleba i wina swoje Ciało i swoją Krew, ofiarując wierzącym w tej tajemnicy żywą pamiątkę swej Paschy, aby w ten sposób uczynić z siebie „chleb życia”».

55. W pewnym sensie Maryja wyraziła swoją wiarę eucharystyczną, jeszcze zanim Eucharystia została ustanowiona, przez sam fakt ofiarowania swojego dziewiczego łona, aby mogło się dokonać Wcielenie Słowa Bożego. Eucharystia odsyłając do męki i zmartwychwstania, wyraża jednocześnie ciągłość z tajemnicą Wcielenia. W zwiastowaniu Maryja poczęła Syna Bożego również w fizycznej prawdzie ciała i krwi, antycypując w sobie to, co w jakiejś mierze realizuje się sakramentalnie w każdym wierzącym, który przyjmuje pod postacią chleba i wina Ciało i Krew Pańską.

Istnieje ponadto głęboka analogia pomiędzy fiat wypowiedzianym przez Maryję na słowa archanioła i amen, które wypowiada każdy wierny kiedy otrzymuje Ciało Pańskie. Maryja była wezwana do wiary, że Ten, którego poczęła «za sprawą Ducha Świętego», był «Synem Bożym» (por. Łk 1, 30-35). W ciągłości z wiarą Dziewicy, tajemnica eucharystyczna wymaga od nas wiary na wzór wiary Dziewicy, że ten sam Jezus, Syn Boży i Syn Maryi, uobecnia się w całym swoim Boskoludzkim jestestwie pod postaciami chleba i wina.

«Błogosławiona [jest], która uwierzyła» (Łk1, 45): Maryja w tajemnicy Wcielenia antycypowała także wiarę eucharystyczną Kościoła. Kiedy nawiedzając Elżbietę nosi w łonie Słowo, które stało się ciałem, Maryja w pewnym sensie jest «tabernakulum» — pierwszym «tabernakulum» w historii, w którym Syn Boży (jeszcze niewidoczny dla ludzkich oczu) pozwala się adorować Elżbiecie, niejako «promieniując» swoim światłem poprzez oczy i głos Maryi. Czy zatem Maryja kontemplująca oblicze Chrystusa dopiero co narodzonego i tuląca Go w ramionach, nie jest dla nas niedoścignionym wzorem miłości i natchnienia podczas każdej naszej Komunii eucharystycznej?

56.Przez całe swoje życie u boku Chrystusa, nie tylko na Kalwarii, Maryja realizowała wymiar ofiarny Eucharystii. Kiedy zaniosła Dziecię Jezus do świątyni w Jerozolimie, «aby [Je] przedstawić Panu» (Łk 2, 22), usłyszała zapowiedź starego Symeona, że to Dziecko będzie «znakiem sprzeciwu» i że «miecz» przeszyje także Jej duszę (por. Łk 2, 34-35). W ten sposób został przepowiedziany dramat ukrzyżowania Syna i w jakimś sensie zostało zapowiedzianestabat Mater Dziewicy u stóp krzyża. Przygotowując się, dzień po dniu, do wydarzenia Kalwarii, Maryja przeżywa jakby «antycypowaną Eucharystię», można by powiedzieć «komunię duchową» pragnienia i ofiary, która będzie miała swoje wypełnienie w zjednoczeniu z Synem w męce, a potem —w okresie popaschalnym— wyrazi się w Jej uczestnictwie w sprawowanej przez Apostołów celebracji eucharystycznej — «pamiątce» męki.

Jak wyobrazić sobie uczucia Maryi, która słyszała z ust Piotra, Jana, Jakuba i innych Apostołów słowa z Ostatniej Wieczerzy: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane» (Łk22, 19)? To Ciało, wydane na ofiarę i ponownie uobecnione w znakach sakramentalnych, było tym samym ciałem, które poczęło się w Jej łonie! Przyjmowanie Eucharystii musiało oznaczać dla Maryi niejako powtórne przyjęcie w Jej łonie serca, które biło rytmem Jej serca, ponownym przeżywaniem tego, czego osobiście doświadczyła pod krzyżem.

57. «To czyńcie na moją pamiątkę» (Łk 22, 19). W «pamiątce» Kalwarii jest obecne to wszystko, czego Chrystus dokonał przez swoją mękę i śmierć. A zatem nie brakuje również tego, co Chrystus uczynił dla Matki ku naszemu pożytkowi. To Jej właśnie powierza umiłowanego ucznia, a w nim powierza każdego z nas: «Oto syn Twój!». Podobnie mówi do każdego z nas: «Oto Matka twoja!» (por. 19, 26-27).

Przeżywanie w Eucharystii pamiątki śmierci Chrystusa zakłada także nieustanne przyjmowanie tego daru. Oznacza to, że —na wzór Jana— przyjmiemy do siebie Tę, która za każdym razem jest nam dawana za Matkę. Oznacza jednocześnie podjęcie zadania upodabniania się do Chrystusa w szkole Matki i zgodę na to, aby nam towarzyszyła. Z Kościołem i jako Matka Kościoła, Maryja jest obecna w każdej z naszych celebracji eucharystycznych. Jeśli pojęcia Kościół i Eucharystia są ze sobą nierozerwalnie związane, to samo dotyczy Maryi i Kościoła. Również dlatego już od czasów starożytnych w Kościołach Wschodu i Zachodu jednomyślnie wspominano Maryję podczas celebracji eucharystycznej.

58.W Eucharystii Kościół łączy się w pełni z Chrystusem i z Jego ofiarą, utożsamiając się z duchem Maryi. Jest to prawda, którą można zgłębić odczytując ponownie «Magnificat» w perspektywie eucharystycznej. Eucharystia jest bowiem, podobnie jak hymn Maryi, przede wszystkim uwielbieniem i dziękczynieniem. Kiedy Maryja wznosi okrzyk: «Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim», nosi już w łonie Jezusa. Wielbi Ojca «przez» Jezusa, lecz wielbi Go także «w» Jezusie i «z» Jezusem.

To jest właśnie prawdziwa «postawa eucharystyczna».

Jednocześnie Maryja wspomina wspaniałe dzieła, jakich Bóg dokonał w dziejach zbawienia, zgodnie z obietnicą, jaką złożył ojcom (por. Łk 1, 55), ogłaszając cud, który je wszystkie przewyższy — zbawcze Wcielenie. W Magnificat jest też obecny wymiar eschatologiczny Eucharystii. Za każdym razem, kiedy Syn Boży uobecnia się nam w «ubóstwie» znaków sakramentalnych chleba i wina, zasiewane jest w świecie ziarno nowych dziejów, w których władcy są «strącani z tronów», a «pokorni zostają wywyższeni» (por. Łk 1, 52). Maryja opiewa «nowe niebiosa» i «nową ziemię», które w Eucharystii znajdują swoją antycypację i w pewnym sensie programowy «zamysł». Jeśli Magnificat wyraża duchowość Maryi, nic bardziej niż ta duchowość nie pomoże nam przeżywać tajemnicy eucharystycznej. Eucharystia została nam dana, ażeby całe nasze życie, podobnie jak życie Maryi, było jednym«magnificat»!  

z Encykliki ECCLESIA DE EUCHARISTIA Ojca Świętego Jana Pawła II

ŹRÓDŁO:  http://www.jezuufamtobie.pl

Kategorie: ARTYKUŁY · JAN PAWEŁ II · KOŚCIÓŁ
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ZAUFAĆ NIEBU, BY ODNOWIĆ ZIEMIĘ – PAPIESKIE PRZEMÓWIENIE DO MŁODYCH

23 marzec 2009 · Dodaj komentarz

download

Papież w Angoli

W przemówieniu do młodych Angolczyków Papież odniósł się do ich nadziei i pragnienia radykalnych zmian w Afryce. Przypomniał młodzieży, że źródłem prawdziwej przemiany jest sam Bóg.

„Tak, moi drodzy przyjaciele! To Bóg dokonuje przemiany – mówił Benedykt XVI. – Co więcej, On przemienia nas, czyni nas nowymi. On sam nam to obiecał, mówiąc: «Oto czynię wszystko nowe» (Ap 21, 5). Taka jest prawda. Przyszłością jest Bóg. I jak słyszeliśmy przed chwilą, On «otrze z ich oczu wszelką łzę». Widzę, że są tu obecni przedstawiciele tysięcy młodych Angolczyków okaleczonych przez wojnę i miny. Myślę o niezliczonych łzach, które wylało tak wielu z was, opłakując śmierć swoich bliskich. I widzę, że w waszych sercach kryje się pewna wątpliwość, z którą zwracacie się do mnie: Widzisz, co mamy. Tego natomiast, o czym Ty nam mówisz, nie widać wcale. Kiedyż to powstanie Bóg, aby odnowić wszystko?”.

Benedykt XVI zauważył, że podobne wątpliwości mieli już sami apostołowie. Kiedy zwierzyli się z nich Jezusowi, ten nie pozostawił ich bez odpowiedzi, lecz zachęcił, by zaufali Bogu, i opowiedział im przypowieść o ziarnie. Prawdziwa przemiana zaczyna się bowiem od wnętrza człowieka.

„Drodzy przyjaciele, wy jesteście ziarnem rzuconym przez Boga w ziemię – kontynuował Papież. – Nosi ono w sobie moc z wysoka, moc Ducha Świętego. Jednakże jedna jest tylko droga, aby przejść od obietnicy życia do owoców: trzeba ofiarować swoje życie z miłości, umrzeć z miłości. Jezus o tym mówił i sam to wypełnił. Taka jest droga życia. Aby ją przebyć, musicie trwać w stałym dialogu z Panem. Macie w sobie moc, tak jak miał ją Jezus. Dlatego nie lękajcie się podejmować decyzji definitywnych. Kiedy młody człowiek nie podejmuje decyzji, na zawsze może pozostać dzieckiem. Angolska młodzieży, wyzwól w swoim wnętrzu Ducha Świętego, moc z wysoka! Ufając tej mocy, tak jak Jezus, zaryzykuj skok w definitywną decyzję, a przez to daj życiu szansę! Dzięki temu będą powstawać wśród was wyspy, oazy, a potem wielkie przestrzenie kultury chrześcijańskiej, w której będzie można dostrzec owe «Miasto Święte zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża»”.

kb/ rv

ŹRÓDŁO:  http://www.radiovaticana.org

Kategorie: BENEDYKT XVI · KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

POŻEGNALNA PRZEMOWA BENEDYKTA XVI W LUANDZIE

23 marzec 2009 · Dodaj komentarz

AFRYKA, Angola, BENEDYKT XVI

Ojciec Święty Benedykt XVI

Do odwagi w kroczeniu drogą pokoju, pojednania i przebaczenia wezwał mieszkańców Angoli i całej Afryki Benedykt XVI. W przemówieniu pożegnalnym wygłoszonym dzisiaj na lotnisku w Luandzie zaapelował także do rządzących, by dbali o dobro wspólne, a nie o własne korzyści, troszcząc się zwłaszcza o najuboższych.

Ekscelencjo Panie Prezydencie Republiki Najdostojniejsi Przedstawiciele władz cywilnych, wojskowych i kościelnych, 

Czcigodni Bracia i Siostry w Chrystusie, 
Wszyscy Przyjaciele z Angoli!
 

Żywo poruszony obecnością Waszej Ekscelencji, Panie Prezydencie, w tej chwili mego odlotu, pragnę wyrazić Mu swe uznanie i wdzięczność za wielkoduszną postawę, jaką mi okazał i gotowość do ułatwiania organizowania różnych spotkań, które dane mi było przeżyć. Zarówno do władz cywilnych i wojskowych, jak i do duszpasterzy i odpowiedzialnych za wspólnoty i działające w nich instytucje kościelne, kieruję najserdeczniejsze podziękowania za wszystkie radości, których doznałem w ciągu tych dni, jakie mogłem spędzić wśród was. Słowa uznania winien jestem pracownikom środków społecznego przekazu, funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa i wszystkim wolontariuszom, którzy wielkodusznie, skutecznie i dyskretnie przyczyniali się do sukcesu mojej wizyty. 

Jestem wdzięczny Bogu za spotkanie z Kościołem żywym i, mimo trudności, pełnym entuzjazmu, który umie nieść swój krzyż i innych, świadczyć przed wszystkimi o zbawczej mocy przesłania ewangelicznego. Nadal głosi on, że nadszedł czas nadziei, włączając się w uspokajanie dusz i zapraszając do doświadczenia braterskiej miłości, która umiałaby otwierać się na przyjęcie wszystkich, w poszanowaniu myśli i uczuć każdego. Nadeszła godzina mego pożegnania przed powrotem do Rzymu, jestem smutny, że was opuszczam, ale szczęśliwy, że poznałem z bliska naród odważny, który jest zdecydowany odrodzić się. Mimo oporów i przeszkód, lud ten pragnie budować swą przyszłość, krocząc drogami przebaczenia, sprawiedliwości i solidarności. 

Angola Pope Africa

Pożegnanie Benedykta XVI w Luandzie

Jeśli mi pozwolicie na końcowy apel, chciałbym prosić, aby słuszna realizacja podstawowych dążeń najbardziej potrzebującej części ludności stanowiła główną troskę tych, którzy piastują stanowiska publiczne, zważywszy na to, że ich zamiarem – jestem tego pewien – jest wypełnić otrzymaną misję nie dla samych siebie, ale mając na względzie dobro wspólne. Nasze serce nie może zaznać pokoju, widząc braci cierpiących z powodu braku pożywienia, pracy, dachu nad głową lub innych podstawowych dóbr. Tymczasem aby zaproponować konkretną odpowiedź tym naszym braciom w człowieczeństwie, pierwszy wyzwaniem do wygrania jest solidarność: solidarność między pokoleniami, solidarność między krajami i kontynentami, która daje początek coraz bardziej wyrównanemu podziałowi bogactw ziemi między wszystkich ludzi. 

A z Luandy spoglądam na całą Afrykę, żegnając się do października, gdy w Mieście Watykanie spotkamy się na II Zgromadzeniu Specjalnym Synodu Biskupów, poświęconym temu kontynentowi, gdzie Słowo Boga, który stał się człowiekiem, znalazło schronienie. Obecnie proszę Boga, aby dał odczuć swą opiekę i pomógł niezliczonym uchodźcom i uciekinierom, którzy wędrują w nadziei na powrót do domu. Bóg z nieba powtarza im: „Nawet gdyby twa matka cię zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (por. Iz 49,15). Jesteście jak synowie i córki, które Bóg kocha; czuwa On nad waszymi dniami i nad waszymi nocami, nad waszymi trudami i dążeniami. 

Angola Afryka Benedykt XVI

Niech Bóg błogosławi Angolę! Niech błogosławi wszystkich jej synów i córki! Niech pobłogosławi teraźniejszość i przyszłość tego umiłowanego Narodu. Zostańcie z Bogiem!

Bracia i siostry z Afryki, drodzy Angolczycy, odwagi! Nie ustawajcie w dalszym kroczeniu drogą pokoju, dokonując gestów przebaczenia i pracując nad pojednaniem narodowym, aby nigdy przemoc nie zwyciężyła nad dialogiem, strach i zniechęcenie nad ufnością, a gniew nad miłością braterską. To zaś będzie mogło się stać, jeśli uznacie w sobie nawzajem dzieci tego samego i jedynego Ojca Niebieskiego. Niech Bóg błogosławi Angolę! Niech błogosławi wszystkich jej synów i córki! Niech pobłogosławi teraźniejszość i przyszłość tego umiłowanego Narodu. Zostańcie z Bogiem!

kg (KAI)/ Luanda

ŹRÓDŁO:   http://www.papiez.wiara.pl

Kategorie: BENEDYKT XVI · KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

SPOTKANIE BENEDYKTA XVI Z MŁODZIEŻĄ

23 marzec 2009 · Dodaj komentarz

49c23876affea_zoom1

Papież Benedykt XVI w Angoli

Po południu na stołecznym stadionie Benedykt XVI spotkał się z młodzieżą Afryki. W spotkaniu, którego hasłem są słowa „Oto czynię wszystko nowe”, wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy młodych nie tylko z Angoli, ale i krajów ościennych. Obecne były m.in. ofiary wojny domowej: sieroty, niepełnosprawni, w tym okaleczeni w wyniku wybuchu min, które po dziś dzień rozsiane są w całym kraju. Papieża witali żywiołowo, nadając spotkaniu afrykański koloryt.

Do spotkania z Papieżem młodzież przygotowywała się przez cały tydzień na spotkaniu, które swym rytmem przypominało Światowe Dni Młodzieży. „Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę uczestniczyć w tym spotkaniu z Papieżem, który jest ambasadorem Pana Jezusa – powiedział jeden z uczestników. Przygotowywaliśmy się cały czas duchowo na to spotkanie, aby przyjąć tę wizytę i modlić się razem z nim, aby otrzymać potrzebne łaski”. Inny z uczestników podkreśla, że papieska wizyta jest dużym wyróżnieniem dla jego ojczyzny.

Młodzi nie tylko chcą się spotkać z Ojcem Świętym, ale liczą też, że jego przesłanie dotknie gorących tematów, którymi żyją na co dzień, i że pozwoli im stać się odważniejszymi w wyznawaniu wiary. Sekty oferują bowiem młodym łatwe recepty, obiecując szczęście i bogactwo bez najmniejszego wysiłku. Oto zebrane na gorąco oczekiwania młodych przed spotkaniem z Ojcem Świętym:

„Chciałbym usłyszeć od Papieża, żeby nam powiedział, jaka jest droga młodzieży do zawierzenia Jezusowi, i żeby nam zostawił przesłanie, jak bardziej zaufać i być wiernymi Kościołowi jako młodzież angolska”.

„Oczekuję, że Papież będzie mówił na temat praw człowieka, bo jednak te prawa człowieka nie są tak bardzo respektowane w Angoli. Oczekujemy tego od Papieża i od Kościoła. Żyjemy we wspólnocie chrześcijańskiej. Chociaż mieszkamy daleko od Rzymu, czujemy tę wspólnotę z Papieżem i z całym Kościołem katolickim”.

„Ja bym chciał usłyszeć od Papieża, aby powiedział coś na temat alkoholizmu, który jest wśród młodzieży bardzo rozpowszechniony. Wiem, że alkohol niszczy życie, niszczy myślenie młodego człowieka. Chciałbym, żeby również mówił o sprawach przestępczości wśród młodzieży”.

„Ja bym chciał usłyszeć od Papieża, aby coś powiedział na temat przemocy w rodzinie i przestępczości. Zauważam, że nasze rodziny cierpią, szczególnie małe dzieci cierpią z powodu przemocy, jaka ma miejsce w naszych rodzinach”.

Głównym wydarzeniem jutrzejszego dnia będzie Eucharystia sprawowana na błoniach nad Oceanem Atlantyckim, szacuje się, że weźmie w niej udział ponad 2 mln ludzi. Będzie to więc najbardziej tłumne spotkanie w czasie papieskiej pielgrzymki na Czarny Ląd.                B. Zajączkowska, rv

ŹRÓDŁO:  http://www.radiovaticana.org

Kategorie: BENEDYKT XVI · KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , , , ,

KOŚCIELE EWANGELIZUJ ODWAŻNIE

23 marzec 2009 · 1 komentarz

„Pomóżmy spotkać się nędzy ludzkiej z Miłosierdziem Bożym” – powiedział papież podczas swej pierwszej publicznej Mszy św. w stolicy Angoli.

pope-africa21

Ojciec Święty Benedykt XVI w Afryce

W salezjańskim kościele św. Pawła w Luandzie zgromadzili się biskupi, duchowieństwo, zakonnicy, zakonnicy, świeccy katechiści i członkowie ruchów kościelnych. Liturgię sprawowano z soboty III tygodnia Wielkiego Postu.
Nawiązując do czytań mszalnych Ojciec Święty podkreślił, że jedynie Bóg jest lekarzem ludzkich serc, aby ludzka nędza mogła się spotkać z Miłosierdziem Bożym. Przykładem zawierzenia jest także ewangeliczny celnik, świadomy swych grzechów, proszący Boga o litość. O Bogu bogatym w Miłosierdzie mówi też Apostoł Narodów. Benedykt XVI przypomniał, że obecnie obchodzimy dwutysiącletnią rocznicę urodzin św. Pawła, dzięki któremu wiele narodów poznało Światło Chrystusa.

Papież zachęcił Kościół w Angoli do poznawania Zmartwychwstałego Pana, w którym wszyscy ochrzczeni stanowią jedno. Przypomniał, że miało to również miejsce w dziejach tego kraju, gdzie przed pięciuset laty dwa narody Banta i Portugalczycy mogły znaleźć w religii chrześcijańskiej płaszczyznę porozumienia. Zadaniem duchowieństwa i wiernych świeckich jest dawanie Chrystusa zmartwychwstałego swym rodakom. Ojciec Święty zauważył, że „wielu z nich żyje w lęku przed duchami i mocami nieczystymi, zdezorientowani potrafią skazywać na życie ulicy dzieci, a nawet osoby stare, gdyż – jak mówią – są czarownikami”.

Benedykt XVI odparł zarzuty osób negujących konieczność ewangelizacji, twierdzące, że każdy ma swoją prawdę i według niej powinien żyć. „Naszym obowiązkiem jest proponowanie wszystkim możliwości osiągnięcia życia wiecznego” – podkreślił papież. Przyjmijmy wolę Chrystusa, jak uczynił to św. Paweł: „Głoszenie Ewangelii (…) jest ciążącym na mnie obowiązkiem. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (por. 1 Kor 9,16) – powiedział w Lunadzie Ojciec Święty.

Po Mszy św. Benedykt XVI pozdrowił zgromadzone przed kościołem św. Pawła liczne rzesze wiernych.

ŹRÓDŁO:   http://ekai.pl/

Kategorie: BENEDYKT XVI · KOŚCIÓŁ · MŁODZIEŻ · RODZINA · WIADOMOŚCI
Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,