Miesięczne archiwum: Lipiec 2009

GRYPA, EPIDEMIA, PANDEMIA – Dr Piotr Bein o niebezpiecznych szczepionkach. NOVARTIS, BAXTER

http://grypa666.wordpress.com/

Abp Fisichella: pigułka wczesnoporonna jest techniką aborcyjną

„Jest oczywiste, że konsekwencje kanoniczne przewidziane dla aborcji chirurgicznej są takie same dla farmaceutycznej techniki wczesnoporonnej” – podkreślił abp Rino Fisichella. Prezes Papieskiej Akademii Pro Vita odniósł się w ten sposób do wprowadzenia 30 lipca na włoski rynek farmaceutyczny pigułki wczesnoporonnej RU486.

Kościół musi zmierzać drogą inną, niż narzuca dominująca dziś kultura, która głosi wolność bez zahamowań. Sprawą dużo istotniejszą jest docenienie wartości życia, zawsze i wszędzie – dodał abp Fisichella. – Konieczna jest formacja sumień, edukacja młodzieży, współpraca z rodzinami, szkołami, organizacjami, by młode pokolenia zrozumiały fundamentalną wartość życia przejawiającą się w uczuciowości, seksualności i miłości w ich właściwym kontekście, a nie jako kaprysu” – zauważył rektor Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego.

Pigułka RU486 jest środkiem poronnym, który eliminuje embrion już po implantacji zarodka w macicy kobiety. We Włoszech nie będzie ona dostępna w aptekach, a jedynie w szpitalach na mocy decyzji lekarskiej, przed siódmym tygodniem ciąży.

se/ corriere della sera

http://www.oecumene.radiovaticana.org 

  • Nowenna zawierzenia Najświętszemu Sercu Jezusa
  • Dlaczego świętujemy Wielkanoc w innym czasie niż Kościół prawosławny?…
  • Niektóre błędy rodziców
  • Czytając Benedykta – pierwsze wrażenia po lekturze encykliki „Caritas in veritate”
  • Bóg mówi: nie cudzołóż!
  • 26 lipca Święci Anna i Joachim, rodzice Najświętszej Maryi Panny
  • Dla poszukujących miłości – Gdy zostałeś porzucony – przeczytaj to pomoże Ci przetrwać
  • List Benedykta XVI na Rok Kapłański
  • ENCYKLIKA CARITAS IN VERITATE OJCA ŚWIĘTEGO BENEDYKTA XVI 
  • Strach przed wystawą „Wybierz życie”

    Dlaczego świętujemy Wielkanoc w innym czasie niż Kościół prawosławny?…

    pasja - Data Wielkanocy - święta Zmartwychwstania Pańskiego - zależy od daty Ukrzyżowania, które zgodnie z przekazem ewangelistów miało miejsce trzy dni wcześniej, tuż przed żydowską Paschą. Od początku Wielkanoc była obchodzona w tym samym czasie, co Pascha - w dzień pierwszej wiosennej pełni księżyca (14-5 Nisan w kalendarzu żydowskim).

    Data Wielkanocy – święta Zmartwychwstania Pańskiego – zależy od daty Ukrzyżowania, które zgodnie z przekazem ewangelistów miało miejsce trzy dni wcześniej, tuż przed żydowską Paschą. Od początku Wielkanoc była obchodzona w tym samym czasie, co Pascha – w dzień pierwszej wiosennej pełni księżyca (14-5 Nisan w kalendarzu żydowskim).
    Jednym z problemów, jaki pojawia się przy ustalaniu daty Wielkanocy, jest różnica w przekazie ewangelicznym: Ewangelie synoptyczne (Mateusza, Marka, Łukasza) wskazują bowiem na inną datę Ukrzyżowania niż Ewangelia Jana. Różnica ta spowodowana jest przez żydowski system liczenia dnia od zachodu do zachodu. Powstało pytanie, gdzie powinien być zaliczony wieczór 14 Nisan.
    Obie strony miały poparcie swojej teorii: kościoły wschodnie optowały za dniem 14, a zachodnie – za 15. Kwestia została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (dziś Turcja) w 325 roku – oficjalnie przyjęto datę 15 Nisan.
    Sobór w Nicei stał się przełomowy, jeśli chodzi o czas obchodzenia Wielkanocy ze względu na jednoznaczne stanowisko wobec tradycji żydowskiej. W dokumencie jednego z uczestników soboru, wystosowanym do wiernych podległej diecezji, czytamy: „W tak świętej rzeczy nie powinno być żadnych podziałów (…) Nasz Zbawca pozostawił nam tylko jeden dzień świąteczny dla odkupienia, to znaczy dzień Jego Męki”.
    Uchwały soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy kościołami wschodnimi i zachodnimi. Rzym i Aleksandria używały bowiem odmiennych metod obliczania daty – metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy – 18 marca, podczas gdy aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
    Aby położyć kres tej dwoistości synod sardycki z 343 roku podniósł kwestię dnia wielkanocnego, nakazując w drodze wzajemnych ustępstw ustalenie wspólnej daty na następne 50 lat. Inicjatywa przetrwała zaledwie kilka lat.
    Po raz kolejny kres sporowi próbował położyć cesarz Teodozjusz Wielki (346-395). Poprosił on Teofilosa, biskupa Aleksandrii, o wyjaśnienie różnic. Biskup w odpowiedzi stworzył tabelę chronologiczną świąt wielkanocnych, opierając się na metodzie aleksandryjskiej. Kuzyn Teofilosa, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Jednak dopiero w połowie V w. uzyskała prymat i została powszechnie zaakceptowana.
    W 457 roku Wiktor z Akwitanii, z nakazu archidiakona Hilarego, rozpoczął prace nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Jako papież, Hilary zatwierdził obliczenia Wiktora jako obowiązujące. Od tej pory obydwa kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
    Największego przełomu dokonał w VI w. scytyjski mnich. Był to – według Kasjodora – Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. Nowe ujęcie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w.
    Dionizjusz wprowadził 532-letni tzw. cykl doskonały, składający się z 19-letniego cyklu lunarnego (po przejściu którego pełnia następuje tego samego dnia) i 28-letniego cyklu zgodności dni tygodnia z dniami miesiąca.
    Aby uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znajdował tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Teraz sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
    Po szesnastowiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu kalendarza gregoriańskiego w 1582 roku drogi Wschodu i Zachodu po raz kolejny rozeszły się. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
    W XX w. daje się zauważyć tendencja, by wprowadzić stałą datę Wielkanocy. Propozycje przedstawiano na forum Ligi Narodów i jej następczyni ONZ. Konstytucja Świętej Liturgii Soboru Watykańskiego II z 1963 roku dopuszcza zasadę ustalonej daty Wielkanocy. Patriarcha konstantynopolitański Atenagoras I w wielkanocnym orędziu z 1969 roku wezwał do usuwania różnic pomiędzy kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
    Spośród proponowanych stałych dat – druga niedziela kwietnia wymieniana była najczęściej.
    Podczas spotkania jakie miało miejsce w Alep, w Syrii, od 5 do 10 marca 1997, przedstawiciele wielkich wyznań chrześcijańskich wysunęli propozycję wyznaczenia wspólnej daty. Według tego projektu, Kościoły nadal postępowałyby zgodnie z istniejącą zasadą obliczania daty Wielkanocy, lecz bazując na współczesnych, bardzo dokładnych obliczeniach astronomicznych.
    Ojciec Tomasz Fitzgerald, teolog z kościoła prawosławnego greckiego przy Ekumenicznej Radzie Kościołów (COE), uczestniczył w sympozjum w Alep. Według niego, ta niezgoda dotycząca daty Wielkanocy, to „wewnętrzne zgorszenie” pomiędzy chrześcijanami. „Jakiż rodzaj świadectwa przynosimy światu tym podziałem?” pytał. „Nie ma święta większego od Paschy, a my świętujemy ją podzieleni!”
    W ostatnich latach wywierano nacisk na środowiska kościelne dla ustalenia przez Kościoły wspólnej daty jeszcze przed końcem wieku. Rok 2001 został uznany za idealny dla wyznaczenia wspólnej daty, gdyż w tym roku, data Wielkanocy, obliczana według dwóch metod aktualnych, będzie identyczna, to znaczy: 15 kwietnia. Propozycja z sympozjum została przesłana do Kościołów całego świata z wykazem, określającym możliwe daty Wielkanocy na pierwsze 25 lat XXI wieku, gdyby ta myśl została zaakceptowana.
    W czasie spotkania w Alep, którego gospodarzem był Kościół prawosławny syryjski, poruszony m. in. objawieniami i przesłaniami w Soufanieh, były reprezentowane: wyznanie anglikańskie, Kościół prawosławny armeński, Patriarchat Konstantynopola, Kościoły ewangelickie Środkowego Wschodu, Patriarchat prawosławny grecki Antiochii i całego Wschodu, Światowa Federacja luterańska, Rada Kościołów Środkowego Wschodu, Kościoły starokatolickie Unii Utrechckiej, Patriarchat Moskwy, Papieska rada ds. Jedności Chrześcijan, Adwentyści dnia siódmego oraz Ekumeniczna Rada Kościołów.
    W roku 2001 Papież Jan Paweł II wrócił do sprawy ujednolicenia daty Wielkanocy w czasie swojej majowej wizyty w Syrii. Spotykając się z odpowiedzialnymi za wszystkie kościoły chrześcijańskie we Syrii zaproponował, aby znaleźć wspólną datę dla chrześcijan Wschodu i Zachodu dla świętowania Paschy w tym samym czasie i ujawnienia w ten sposób znaku poszukiwania pełnej jedności.
    Niestety do dnia dzisiejszego nic nie zostało w tej sprawie uczynione.

    http://www.voxdomini.com.pl

    Góra Św. Anny: Święto Młodzieży

    Na Górze Świętej Anny w diecezji opolskiej trwa Święto Młodzieży. Franciszkańskie spotkanie odbywa się po raz 13. i przebiega pod hasłem „Zacznij od nowa”.

    Jak podkreśla o. Zacheusz Drążek OFM, spotkanie od lat cieszy się nie słabnącą popularnością. „Chcą przeżyć spotkanie z drugim człowiekiem, z młodym człowiekiem, który potrzebuje jakiegoś zrozumienia, potrzebuje czegoś innego niż tyko głośna muzyka, szaleństwa dyskotekowe. Tu jest coś więcej, tu jest czas wyciszenia i modlitwy, ale też dobrej zabawy” – powiedział franciszkanin.

    Święto Młodzieży na Górze Św. Anny to liturgia, nabożeństwa, spotkania w grupach i koncerty. W spotkaniu, które potrwa do 24 lipca, bierze udział ok. 1,5 tys. młodych ludzi.

    R. Łączny, kai

    http://www.oecumene.radiovaticana.org

    Watykan gotowy na epidemię grypy

    „Watykan nie będzie zaskoczony nadejściem świńskiej grypy” – zapewnił odpowiedzialny tam za bezpieczeństwo sanitarne prof. Giovanni Rocchi. W wywiadzie udzielonym dziennikowi „L’Osservatore Romano” z 25 lipca poinformował o środkach ostrożności przewidywanych w związku z szerzącą się chorobą.

    Szef watykańskiej służby zdrowia zapewnił, że „bez paniki, jednak z należną starannością śledzone są rozmiary pandemii, która ma dotrzeć do Europy jesienią”. Służby medyczne odpowiadają za bezpieczeństwo zdrowotne Ojca Świętego i jego otoczenia. Kierujący nimi wirusolog poinformował, że regularnie szczepi się zwykle ok. tysiąca pracowników Watykanu. Obecnie jednak nie opracowano jeszcze nowej szczepionki, której dostępność przewidywana jest pod koniec roku.

    Stan zdrowia pracowników watykańskich powracających z wyjazdów zagranicznych do krajów zagrożonych nową grypą jest monitorowany. Na razie ceremonie papieskie będą kontynuowane, choć brane są pod uwagę zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia i rządu włoskiego w sprawie masowych uroczystości z udziałem pielgrzymów z zagranicy – powiedział prof. Rocchi.

    se/ or
    http://www.oecumene.radiovaticana.org

    Zapraszamy młodzież żeńską na REKOLEKCJE w duchowości Ojca Pio

    REKOLEKCJE w duchowości Ojca Pio.


    Temat
    : Modlitwa miejscem spotkania z Bogiem (Lectio divina i kontemplacja) 

    Modlitwa miejscem spotkania z Bogiem Rekolekcje

     

    Termin: 15-19 sierpnia 2009 r.

    Miejsce: ul. P.O.W. 22 42-200 Częstochowa

    Rekolekcje i dni skupienia rozpoczynają się w dniu przyjazdu o godz. 18:00, a kończą się w dniu wyjazdu ok. godz. 15:00. Bardzo ważne jest przywiezienie z sobą Pisma świętego. Opłata za pobyt i uczestnictwo w rekolekcjach wynosi 180 zł, przy czym opłata nie jest warunkiem uczestnictwa.

    Zgłoszenia: Tel. (0-34) 361 29 63, e-mail: apostolki.pl@apostolegc.net Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. , lub bezpośrednio ze strony korzystając z zakładki „Kontakt”

    http://apostolki.cal.pl

    Niektóre błędy rodziców

    EWA ROZKRUT

    Niektóre błędy rodziców
    EWA ROZKRUT - Niektóre błędy rodziców

    Zazwyczaj rodzice starają się podołać wyzwaniu wychowywania dzieci, mimo to nie można obyć się bez popełniania błędów. Trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Chcę zwrócić uwagę na niektóre uchybienia. Proszę rozważyć, jak często mają one miejsce oraz czy można przynajmniej w jakiś stopniu ich uniknąć. Zatrzymam się na relacjach z dziećmi w wieku szkolnym, gdyż jest to okres drażliwy dla dorosłych i dzieci. Następuje przesunięcie autorytetu z rodziców na grupę rówieśniczą, więc łatwo o konflikty i nieporozumienia. Ponadto z czasem uwaga rodziców skupia się na efektach nauczania, zajęciach dodatkowych, wyborze szkoły, lub na środowisku w jakim przebywa dorastająca pociecha. Natomiast brakuje czasu na poznanie duszy, marzeń, problemów, na wysłuchanie siebie nawzajem. A może po prostu nie docenia się tej sfery życia. Przedstawię kilka błędów wychowawczych, jeśli udałoby się co jakiś czas ich uniknąć, to z pewnością życie stanie się spokojniejsze.

    Sposób komunikowania się

    Czy kontrolujemy, w jaki sposób prowadzimy rozmowę, jak zwracamy się do siebie nawzajem? Rodzicom często zdarza się używać trybu rozkazującego wobec dzieci. Może dlatego, iż kojarzy się on ze skutecznością a na pewno na początku przynosi pożądane rezultaty, jednak później dzieci uodporniają się i przestają słyszeć kierowane do nich słowa. Niejednokrotnie padają niepotwierdzone oskarżenia, obwinianie, groźby, publiczne zawstydzanie, przerywanie wypowiedzi, poniżanie, przekupywanie… A to już cały arsenał, nieprawdaż? Na co dzień nie wsłuchujemy się we własne słowa, raczej koncentrujemy się na ich skuteczności. Bardziej zależy nam na przekazaniu informacji, aniżeli na sposobie w jaki to robimy. Proponuję, by zacząć słuchać jak rozmawiamy ze sobą w domu, jakich słów używamy. Jeśli zauważymy choćby elementy wymienione właśnie przeze mnie, to najpierw postarajmy się odwrócić sytuację i wyobrazić sobie siebie jako odbiorcę podobnego komunikatu. Gwarantuję, że wcale nie będzie to przyjemne a w konsekwencji zupełnie nieskuteczne. Z różnych powodów nie będziemy chcieli pozytywnie na niego odpowiedzieć. Takie odczucia powinny pomóc nam zweryfikować manierę jaką porozumiewamy się z bliskimi. I to na pewno należy zmienić. Następnie można rozpocząć poszukiwania innych rozwiązań. Zmiana przyzwyczajeń nie nastąpi łatwo, ale zapewniam, iż w konsekwencji przyniesie wiele pożytku, wprowadzi harmonię i poczucie bezpieczeństwa. Dla lepszego zrozumienia, przedstawię jedną w wielu codziennych sytuacji:

    Kobieta po pracy wraca do domu a syn gra na komputerze, w zlewie są niepozmywane naczynia, na dywanie leżą porozrzucane różne przedmioty, plecak jest w przedpokoju a zeszyty znajdują się na podłodze w salonie. Nie muszę dodawać, że taki stan trwa już od dłuższego czasu, więc jej powrót może wyglądać tak: Mama stojąc w drzwiach krzyczy „Dlaczego nie posprzątałeś? Jesteś bałaganiarzem, masz chlew w swoim pokoju i nabrudziłeś w salonie, miałeś pozmywać! Znowu to samo, jesteś leniwy i nie chce ci się uczyć! Ja w twoim wieku nie miałam takich rozrywek, czytałam książki i pomagałam rodzicom. Gdy wracali do domu, mieli ugotowany obiad. Dzieci mojej koleżanki uczą się angielskiego, sprzątają a ty?! Następnym razem dam ci szlaban na granie na komputerze przez tydzień!”

    Opisana sytuacja, może wydawać się szokująca. Przedstawiana mama wydaje się niekonsekwentna, gderliwa, histeryczna. Jednak każdy mógłby się w końcu zdenerwować na jej miejscu. Jej reakcja spowodowana została tym, że nie wsłuchiwała się w swoje słowa i nie wyciągnęła wniosków z wcześniejszych swoich oddziaływań wychowawczych. Nie zapytała: co się stało i dlaczego? Nie dowiedziała się, o której godzinie syn wrócił? Mogła zadać jeszcze wiele innych pytań.

    A teraz odwróćmy sytuację, wyobraźmy sobie, że podobne zarzuty sformułowane w ostry sposób, może w obecności innych w miejscu pracy, albo w domu; gdy nikogo nie interesuje, że po całym dniu nie mamy siły posprzątać i doklejają nam etykietkę brudasa. Przypomnijmy sobie ból, upokorzenie, wstyd, brak możliwości jasnego wytłumaczenia się.

    Poza tym nic nie zmienia na lepsze taki atak furii, raczej włącza mechanizmy obronne, powoduje zamykanie się na innych, a może wręcz oddalenie od tego człowieka, czasem przybliża do depresji, lub alkoholu. Ludzie mają szerokie możliwości.

    Dzieci również bolą nasze oskarżenia, w końcu padają one z ust osób, które najbardziej kochają na świecie. Kiedyś słyszałam, jak dziesięciolatek zaatakowany przez dorosłych, nie mający szansy na wyjaśnienia, ukryty w kącie pokoju żalił się swojej trzyletniej siostrze: dziękuję, że do mnie przyszłaś, tylko ty mnie rozumiesz i wiesz, że nie jestem zły. A siostra mu przytakiwała, przytuliła się i uspokoiła brata. O to właśnie chodzi, o zrozumienie, żeby dotrzeć do czyjegoś serca, trzeba bardzo się starać.

    Rozwiązywanie problemów

    Problemy towarzyszą człowiekowi przez całe życie. Radzenie sobie z ich rozwiązywaniem, wydaje się konieczne. Jednak tej umiejętności nie otrzymujemy wraz z mlekiem matki, trzeba uczyć się sprawnie reagować i nie poddawać się w trudnych sytuacjach. Niestety niektórzy wolą kłopotów nie zauważać, inni je omijają, a jeszcze inni upadają pod ich ciężarem. Niektórzy rozwiązują a przynajmniej starają się stawiać im czoła. Ten ostatni sposób wydaje się najlepszy, bowiem hartuje, buduje charakter, uczy wytrwałości. Rodzice mają zatem trudny orzech do zgryzienia. Często próbują przyspieszać rozwiązywanie problemów swoich pociech, podając gotową receptę, minimalizując ich rangę, albo odsuwają na później. Zdarza się też pozostawienie dziecka samemu sobie z sentencją, że „życie jest ciężkie i nie ma na to rady”. Nie są to dobre metody. Proponuję przemyślenie innej, którą można zastosować w sytuacji, gdy dziecko przychodzi do domu i ma kłopot. Dla niego jest to sprawa trudna i ważna. Nie wolno jej bagatelizować. Naprawdę warto postawić na spokojną rozmowę a na to potrzebny jest czas. Lepiej nie podejmować ważnych decyzji, gdy dziecko jest podekscytowane, lub wzburzone. I tak nie wysłucha tego, co chcielibyśmy powiedzieć. Zdecydowanie lepiej przesunąć nieco rozmowę, zaproponować konkretny, nieodległy termin. Dobrze jest zadbać o dobrą atmosferę oraz coś dobrego dojedzenia, żeby zmniejszyć napięcie. Natomiast jeśli sprawa jest niecierpiąca zwłoki, to należy wszystko odłożyć na bok i skoncentrować się na problemie. Dziecko powinno umieć opowiedzieć o swoim kłopocie. Kiedy jednoznacznie go określi, to łatwiej „złapie byka za rogi”. Wielokrotnie przekonałam się, że gdy przerywałam, nerwowym „ już to mówiłeś”, to dziecko zamykało się. Nie tylko nie udało mi się pomóc, ale dodatkowo je raniłam. Zdecydowanie lepiej je przytulić i wspólnie zastanowić się, co można zrobić. Ale raczej zachęcam do szukania rozwiązań, niż je podsuwam, choć to wcale nie jest łatwe. Można włączyć rodzeństwo, oczywiście za zgodą dziecka potrzebującego pomocy. Im więcej pomysłów, tym lepiej, będzie z czego wybrać. Warto poznać, jak ono zamierza wprowadzić w życie swoje zamiary.

    Na początku taki styl wychowania nie jest łatwy ani dla dzieci, ani dla rodziców, z pewnością wymaga zmiany przyzwyczajeń, inwencji i wysiłku. Niemniej jednak ucieczka przed problemami w konsekwencji może doprowadzić np. do uzależnienia się od różnych wspomagaczy: alkoholu, narkotyków, pornografii, itp. Problemy towarzyszą człowiekowi przez całe życie, poniekąd nadają mu smak, nie można przed nimi się schować.

    Wszelkie lęki i obawy

    Każdy rodzic pragnie dla swoich dzieci bezpieczeństwa, to naturalne. Jednak często różnego rodzaju obawy stają się zmorą. Zaczyna się od tego, iż przekazujemy swoje lęki pociechom. Od najwcześniejszych lat mówimy im o różnych zagrożeniach, opowiadamy o swoich złych doświadczeniach i młodzi ludzie dorastają w przekonaniu, iż wszędzie czyha na nich wróg. Jeśli mama miała złe relacje z koleżankami, to mówi swojej córce, że na dziewczynki nie należy liczyć, bo są zawistne i zdradzą ją przy najbliższej okazji. Ta przestroga zostaje w sercu i córka może nigdy nie znaleźć przyjaciółki. A przecież tego typu złe doświadczenia nie muszą jej dotyczyć.

    Innym zagrożeniem, którego boją się rodzice są wszelkiego rodzaju uzależnienia. W dzisiejszych czasach wiele mówi się o negatywnym wpływie komputera na młodych ludzi, gdyż kojarzy się on z przemocą, pornografią, uzależnieniem, marnowaniem czasu. Zatem niejednokrotnie dobrym zabezpieczeniem wydaje się zakładanie blokad, haseł, kontrolowania wszystkich stron, które dziecko przegląda, albo prowadzenie długich wykładów na temat złego wpływu internetu i gier na rozwój młodych umysłów. Taka postawa jest niebezpieczna, dzieci mogą uciekać się do oszukiwania rodziców, nie przyznają się gdzie serfują po internecie a mają wiele możliwości, choćby lekcje informatyki, kawiarenki internetowe, u kolegi. Zdecydowanie lepiej spokojnie porozmawiać o tym, dlaczego należy ostrożnie zawierać znajomości w sieci i nie udostępniać swojego adresu, czemu strony pornograficzne nie są dobre a gry z przemocą źle wpływają na psychikę i dowiedzieć się jakie jest ich zdanie na ten temat. Przypomina mi się pewna prawidłowość, od lat straszy się dzieci niebezpiecznymi znajomościami. W moim dzieciństwie taką rolę pełniły jeżdżące ulicami czarne wołgi. Nie wolno było mi oraz moim rówieśnikom zbliżać się do zatrzymującego się czarnego auta. Jako mała dziewczynka ani ja, ani moje koleżanki nie odróżniałyśmy marek samochodów, więc stroniłyśmy od wszystkich czarnych aut; inne samochody były bezpieczne. Dziś zastanawiam się, dlaczego właśnie czarna wołga pełniła rolę straszaka? Oczywiście dorośli z tamtych lat, też mieli dobre intencje, być może nasze dzieci również za trzydzieści lat zastanowią się, dlaczego rodzice straszyli internetem. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem będzie dobry kontakt ze swoim dzieckiem, okazanie mu zaufania i co jakiś czas spędzanie z nim trochę czasu przed monitorem komputera. Pozostawienie samemu sobie młodego człowieka wcale nie jest dobre, grozić może uzależnieniem, utratą kontaktu z bliskimi. Trzeba dopilnować by miało różne obowiązki, inne zainteresowania, czas na odpoczynek czynny, sen. Można wprowadzić zasadę: ile godzin przed komputerem tyle czasu na boisku. Wówczas nie trzeba będzie martwić się o skrzywienia kręgosłupa, jednostronny rozwój, albo brak kontaktu z realnym światem. Dopóki mamy wpływ na zajęcia naszych synów i córek, to należy je przyzwyczaić, że świat nie kończy się na wirtualnej rzeczywistości, ale też wokół jest mnóstwo wspaniałości.

    Lęki są problemem dorosłych, mogą utrudnić życie i negatywnie wpływać na relacje z innymi. Zanim zaczniemy straszyć, albo choćby przestrzegać dzieci przed czymś, to najpierw zastanówmy się na ile zagrożeni e jest realne a na ile mieści się wyłącznie w naszej psychice.

    Zapomniał wół…

    Ta stara prawda jest ciągle aktualna. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak często nasze postępowanie ją potwierdza. Ostatnio słyszałam narzekanie pewnego zatroskanego ojca, który opowiadał o bójkach między synami, o tym, iż biją się o głupstwa. Gdy zapytałam, czy on bił się w dzieciństwie ze swoim bratem, odpowiedział, że owszem, ale oni mieli ważne powody. Zaproponowałam, by zapytał rodziców, czy też tak uważają? Kiedyś powszechnym było stwierdzenie „ach ta dzisiejsza młodzież”. Proponuję, by zanim zaczniemy narzekać na młodsze pokolenie, jego beztroskę, nieodpowiedzialność, złe zachowanie itd., to wpierw odbądźmy podróż sentymentalną do czasów szkolnych i przypomnijmy sobie choćby niektóre występki. To naprawdę pomaga. Przede wszystkim uspokaja, że z tego się wyrasta. Z pewnością pomoże odnaleźć najodpowiedniejsze wyjście z sytuacji.

    Jednak chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Dotyczy on rodziców, dla których wiara i zaangażowanie w Kościele jest nadzwyczaj ważne. Niepokoi ich błądzenie po drogach wiary, nieprzykładanie odpowiedniej wagi do spraw Kościoła, tradycji chrześcijańskich. Bóg wydaje się dla nich niezrozumiały i daleki. Wzbudza to szczerą troskę o życie dzieci w bliskości Ojca. Dorośli niejednokrotnie namawiają, mają pretensje, albo łzy w oczach. Niestety nic w ten sposób się nie wymusi na dziecku, czy nastolatku. Raczej wywoła odwrotny skutek. Raczej trzeba zacząć od przypomnienia sobie momentu, kiedy Bóg stał się najważniejszy w naszym życiu, albo czy na pewno ma taki status. Z pewnością ów moment nie nastąpił w szkole. Świadomość religijną zdobywa się przez lata, również długo odkrywa się miłość Boga, poznaje Go, zachwyca a przy okazji niekiedy zapomina o własnym kroczeniu po bezdrożach. Niestety często chcąc przyspieszyć wzrost wiary własnych dzieci, nie pozwalamy upadać a wręcz zmuszamy do pewnych praktyk religijnych. Taka droga na skróty może się źle skończyć, przynieść odwrotny skutek do zamierzonego. Młody człowiek nie może reagować i rozumować w taki sam sposób, jak jego rodzicie, bowiem zdobył znacznie mniej doświadczeń. Powierzajmy dzieci Bogu, otaczajmy modlitwą i miłością.

    Na zakończenie

    Oczywiście są to tylko niektóre błędy i uchybienia, nie zamierzałam ich mnożyć, ale raczej zwrócić na nie uwagę. Trud wychowywania dzieci można przyrównać do ćwiczeń. Żeby udoskonalić potrzebne umiejętności wykonuje się dużo powtórzeń, by znów zrobić to samo. Takie nastawienie pomaga rozpoczynać wciąż od nowa.

    Ewa Rozkrut
    erozkrut@mateusz.pl

    http://www.mateusz.pl

    Czytając Benedykta – pierwsze wrażenia po lekturze encykliki „Caritas in veritate”

    Specjalistów zajmujących się nauczaniem społecznym Kościoła zapytaliśmy o pierwsze wrażenia po lekturze encykliki „Caritas in veritate”

    Odpowiedź na kryzys człowieczeństwa

    ks. Arkadiusz Wuwer – socjolog, wykłada katolicką naukę społeczną na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego

    ks. Arkadiusz Wuwer - socjolog, wykłada katolicką naukę społeczną na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego Spośród wielu „nowości” encykliki wymienię zaledwie trzy. Po pierwsze, współczesna „kwestia społeczna” nie ogranicza się już, jak za czasów Leona XIII, do wołającego o pomstę do nieba położenia robotników, ani do zagrożenia pokoju poprzez systemy totalitarne, nie dotyczy tylko nierówności społecznych czy kryzysu wolności, jakie charakteryzowały życie społeczne w przeszłości, ale przybiera dzisiaj postać kryzysu samego rozumienia człowieczeństwa.

    Po drugie, dominujący w dyskursie społecznym Jana Pawła II termin „solidarność” zostaje dopełniony terminem „braterstwo”. „Społeczeństwo coraz bardziej zglobalizowane zbliża nas, ale nie czyni nas braćmi. Rozum sam z siebie potrafi pojąć równość między ludźmi i ustanowić obywatelskie współżycie między nimi, ale nie jest zdolny ustanowić braterstwa. Ma ono początek w transcendentnym powołaniu Boga Ojca, który jako pierwszy nas umiłował, ucząc nas przez swego Syna, czym jest miłość braterska” (19). Przeważającej do tej pory, oświeceniowej wizji powszechnej wolności, równości i braterstwa nie udało się nigdy w całości wprowadzić w życie. Dlatego że o ile wolność i równość są możliwe zawsze, braterstwo domaga się czegoś więcej niż prawa i sprawiedliwości – właśnie pełnej prawdy i miłości.

    Po trzecie, życie ekonomiczne to coś więcej niż aktywność człowieka dla zapewnienia zysku. Odnowienie pogrążonego w kryzysie życia finansowego może nastąpić jedynie poprzez pokonanie chciwości, zawiązanie ponownych relacji pomiędzy ekonomią i polityką a etyką. Ekonomia nie może obejść się bez przyjęcia kategorii bezinteresowności i daru. W tym kontekście zadaniem polityki, często zdominowanej dzisiaj przez globalne grupy finansowe i medialne, jest powrót do właściwych jej zadań: roztropnego kierowania ekonomią i rozwojem w służbie powszechnego dobra wspólnego.

    Pełna miłości prawda o współczesności, jaką wypowiada Benedykt XVI, jest pozbawiona tonów agresywnych, dobrze uargumentowana, a co za tym idzie – przekonująca i, miejmy nadzieję, skuteczna. Siła encykliki leży w przywołaniu nadziei, że możliwa jest wizja „człowieka nierozdartego” pomiędzy tym, co Boże, i tym, co ludzkie. To zadanie dla każdego z nas na dzisiaj i na resztę życia: „życie na ziemi uczynić »Bożym«, i dlatego godnym człowieka”.

    Ochrona środowiska ludzi

    George Weigel, teolog, publicysta, członek Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie

    George Weigel, teolog, publicysta, członek Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie Jednym z najbardziej doniosłych punktów encykliki jest połączenie, jakie Papież czyni między społeczną doktryną Kościoła a jego nauczaniem dotyczącym prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. „Caritas in veritate” łączy obronę życia z ochroną środowiska, twierdząc, że ludzie odrzucający nienarodzone dzieci nie są skłonni budować społeczeństw dbających o naturę.

    Te punkty zasługują na podkreślenie wobec tendencji światowej prasy do przeciwstawiania „katolików sprawiedliwości społecznej” „katolikom prawa do życia” w konwencji politycznego reportażu, gdzie wszystko jest albo „lewicowe”, albo „prawicowe”. Kościoła i jego doktryny społecznej nie dotyczą kategorie „lewicy” i „prawicy”, lecz „prawdy” i „fałszu”. Prawda o osobie ludzkiej, podkreśla Benedykt XVI, leży u podstaw społecznej nauki Kościoła. A zasadniczą prawdą jest to, że każde niewinne ludzkie istnienie ma nienaruszalną godność i wartość. Sprawiedliwe społeczeństwa rozpoznają tę godność i chronią ją prawem. Sprawiedliwe społeczeństwa włączają najsłabszych członków ludzkiej rodziny we wspólnotę wzajemnej troski. Zatem kwestie życia są kwestiami społecznej sprawiedliwości.

    „Caritas in veritate” przypomina również, że wolny rynek nie jest mechanizmem mogącym działać samodzielnie – wymaga ludzi żyjących wartościami. Tylko pod tym warunkiem rynki będą działały na korzyść biednych, bogactwo będzie rozdzielane sprawiedliwie, a społeczeństwo stanie się silniejsze. Te same wartości, naucza encyklika, są w stanie przekonać kobiety i mężczyzn XXI w. do hojnej postawy wobec przyszłości, która wyrazi się również przez powoływanie do życia nowych pokoleń. Niski współczynnik urodzin w Europie jest więc kolejnym zagadnieniem związanym ze sprawiedliwością społeczną.

    Nie chodzi wyłącznie o to, że spadek populacji oznacza mniejsze wpływy z podatków na zasilanie programów społecznych. Na głębszym poziomie brak hojności wobec przyszłości na ogół idzie w parze z brakiem hojności wobec teraźniejszości, to zaś oznacza gospodarkę wypaczoną przez chciwość.
    Dyskusje ekonomistów nad papieskimi propozycjami na rzecz „gospodarki wspólnoty” (gospodarki dzielenia dóbr) będą trwały. Oby owocem tych debat była świadomość, że główne dotychczasowe motywy podejmowania decyzji ekonomicznych nie mogą być jedynymi. Najistotniejsze, że bezpośrednie wnioski z „Caritas in veritate” dla polityki społecznej wiążą ją ze sprawą życia, postulując konieczność zagwarantowania pomocy ciężarnym kobietom znajdującym się w krytycznej sytuacji (miłość), przy jednoczesnym zapewnieniu prawnej ochrony dla nienarodzonych (prawda).

    Miasto godne człowieka

    ks. Piotr Mazurkiewicz, politolog, socjolog, sekretarz generalny Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej 

    ks. Piotr Mazurkiewicz, politolog, socjolog, sekretarz generalny Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej  Miasto (polis) jest dwuznacznym symbolem kulturowym. Istnieje napięcie między miastem Boga a miastem szatana (św. Augustyn). Między ziemskim Jeruzalem, za którym tęskni Psalmista, a nowym Jeruzalem, które powinno być obiektem tęsknoty chrześcijanina. Wątek miasta Boga i miasta człowieka pojawia się także w encyklice „Caritas in veritate”. Ojciec Święty stwierdza, że zasadniczą siłą napędową prawdziwego rozwoju człowieka jest miłość (1), która jest największym darem, jaki Bóg przekazał ludziom (2). Miasto człowieka nie wyrasta jedynie dzięki odniesieniom do praw i obowiązków, ale przede wszystkim dzięki relacjom bezinteresowności, miłosierdzia i komunii (6). Miasto prawdziwie godne człowieka nie powstaje w oparciu o charakterystyczną dla działań ekonomicznych logikę wymiany kontraktowej. Nawet uzupełnienie jej o logi-kę polityczną, służącą zapewnieniu sprawiedliwości przez redystrybucję dóbr (36), nie czyni go antycypacją miasta Bożego.

    Do właściwego funkcjonowania polis konieczna jest obecność w przestrzeni międzyludzkiej działań całkowicie bezinteresownych, wynikających z miłości. Mamy zatem trzy podmioty konieczne do właściwego funkcjonowania systemu: rynek, państwo i społeczeństwo obywatelskie (38). Mamy też konieczność współgrania logiki ekonomi, logiki polityki i logiki daru bez rekompensaty (34 i 37). Papież nie oczekuje, że któryś z elementów systemu przejmie logikę właściwą drugiemu. Nie spodziewa się, że – na przykład – rynek będzie się kierować bezinteresownością, a jednak stwierdza wyraźnie: „zarówno rynek, jak i polityka potrzebują osób otwartych na wzajemny dar“ (39), potrzebują otwarcia na to, co przychodzi z zewnątrz.

    Dwa elementy w myśli Papieża warte są jeszcze wyeksponowania. Aby kochać, trzeba używać rozumu. Rozum zaś musi być otwarty na prawdę przychodzącą do nas od drugiego człowieka. Dopiero przez rozmowę i wspólne poszukiwanie prawdy stajemy się racjonalni. Dopiero przez wspólne odkrywanie prawdy wychodzimy z kręgu subiektywnych opinii, przekraczamy kulturowe i historyczne uwarunkowania, spotykamy się w ocenie wartości i istoty rzeczy (4). Papież stwierdza jednak, że otwarcie na dialog z drugim człowiekiem to za mało, by móc mówić o otwartym rozumie. Może on bowiem być wciąż skoncentrowany na sobie, a w związku z tym zamknięty na sens i wartości. Rozum prawdziwie otwarty to rozum otwarty na transcendencję, uznający pokornie, że nie wytworzył samego siebie, podobnie jak nie narodził się z przypadku (74). Jest darem, podobnie jak miłość.

    Postulat światowej władzy

    Luigi Accattoli, watykanista dziennika „Corriere della Sera” 

    Luigi Accattoli, watykanista dziennika „Corriere della Sera”  Stworzyć polityczną władzę światową, aby kierować globalizacją: oto najbardziej konkretna propozycja encykliki. To wyzwanie dla tych wszystkich, którzy nie chcieliby, aby ludzkość wykrwawiła się w biegu ku wolnemu od wszelkich zasad libertynizmowi i egoizmowi w wymiarze jednostkowym, narodowym i kontynentalnym. Jest to punkt, w którym nauczanie społeczne obecnego papieża w najlepszym kontynuuje myśl polskiego poprzednika. Ta propozycja winna być rozumiana razem innymi dwoma, które są sformułowane w encyklice w sposób następujący sposób: pilna reforma ONZ-u i międzynarodowej struktury finansowej i ekonomicznej.

    Konieczność stworzenia politycznej władzy światowej, papież uzasadnia względami: „dla zarządzania ekonomią światową; dla uzdrowienia gospodarek dotkniętych kryzysem; dla zapobieżenia pogłębieniu się kryzysu i wynikającego stąd zachwiania równowagi; dla przeprowadzenia właściwego, pełnego rozbrojenia oraz zagwarantowania bezpieczeństwa wyżywienia i pokoju, dla zapewnienia ochrony środowiska i regulowania ruchów migracyjnych”. W nauczaniu papieskim pierwsze wzmianki o politycznej władzy światowej – ale bez używania tego sformułowania – znajdują się w encyklice „Pacem in terris” Jana XXIII (1963), gdzie mówi się o „konieczności władzy publicznej o zakresie światowym”, aby zaradzić potrzebom „dobra wspólnego uniwersalnego”.

    Uwzględniając obawy o możliwość powstania pewnego rodzaju światowej dyktatury, „Caritas in veritate” mówi o następujących cechach tej władzy: „powinna przestrzegać w sposób spójny zasady pomocniczości”. Nie może interweniować w przypadkach, gdy inne podmioty mogą wykonywać swoją władzę, i powinna się wyrażać w wielu wymiarach, aby uniknąć napięć i rozwiązań jednostronnych. Encyklika uwzględnia więc racje tych, którzy z rezerwą podchodzą do tego zagadnienia, idzie jednak w kierunku określenia uprawnień, które przyszła władza światowa miałaby posiadać, „powinna się ona cieszyć uprawnieniami, by strony przestrzegały jej decyzji, a także podjętych i uzgodnionych środków na różnych forach międzynarodowych”. Słowa, które mogłyby zostać zastosowane do spotkania G8 we włoskiej Aquili! Mądre są propozycje, które Benedyktowi XVI jako teologowi zostały zasugerowane przez fakt, że najliczniejsza grupa katolików żyje dziś w krajach ubogich, i z nauczania o jedności rodziny ludzkiej. Według mnie te słowa są najpiękniejszym fragmentem encykliki: „Potrzeba nowego zapału myśli, aby lepiej pojąć wymiary naszego bycia jedną rodziną”.

    http://www.goscniedzielny.wiara.pl

  • Bóg mówi: nie cudzołóż!
  • Niema ekonomii bez osoby ani rozwoju bez integralnej wizji człowieka
  • Zrozpaczeni rolnicy pielgrzymują na traktorach do Rzymu
  • 26 lipca Święci Anna i Joachim, rodzice Najświętszej Maryi Panny
  • Pierwszy film z cyklu Kalwaria Papieska
  • Ukraina: młodzieżowa pielgrzymka pokoju
  • Fronda.TV: Rafał Ziemkiewicz o procesie Joanny Najfeld
  • V Światowy Kongres Rodzin już w sierpniu
  • Episkopat Boliwii: modlitwa pomaga w społecznych przemianach
  • Ukraina: wizyta kard. Lajolo
  • Wobec islamu LXXXIX
  • Wadowice na Jasnej Górze
  • Hiszpania: powstało stowarzyszenie Edyty Stein
  • Kazanie na górze – Benedykt XVI
  • Benedykt XVI: Rosnąca siła biotechnologii zwiastuje czarny scenariusz dla ludzkości
  • Europejska konferencja egzorcystów
  • Papieskie wakacje: odpoczynek i praca
  • Bp Kaszkiewicz: Matka Boża Trokielska – Królową Rodzin
  • Wołczyn: spotkanie młodych
  • Pokusa, by wykorzystać Boga do swoich małych i doraźnych celów, jest stara jak świat – Czytania na niedzielę

    Czytania na niedzielę
    Dzień: 26.07
    XVII niedziela zwykła

    (2 Krl 4,42-44)
    Pewien człowiek przyszedł z Baal-Szalisza, przynosząc mężowi Bożemu chleba z pierwocin, dwadzieścia chlebów jęczmiennych i świeżego zboża w worku. On zaś rozkazał: Podaj ludziom i niech jedzą! Lecz sługa jego odrzekł: Jakże to rozdzielę między stu ludzi? A on odpowiedział: Podaj ludziom i niech jedzą, bo tak mówi Pan: Nasycą się i pozostawią resztki. Położył więc to przed nimi, a ci jedli i pozostawili resztki – według słowa Pańskiego.

    (Ps 145,10-11.15-18)
    REFREN: Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

    Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
    i niech Cię błogosławią Twoi święci.
    Niech mówią o chwale Twojego królestwa
    i niech głoszą Twoją potęgę.

    Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
    a Ty karmisz ich we właściwym czasie.
    Ty otwierasz swą rękę
    i karmisz do syta wszystko, co żyje.

    Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
    i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
    Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
    wszystkich wzywających Go szczerze.

    (Ef 4,1-6)
    Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

    (Łk 7,16)
    Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój.

    (J 6,1-15)
    Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

    Teksty czytań pochodzą z portalu Mateusz.pl


    Komentarze na XVII niedzielę zwykłą (Tomasz Zamorski OP)

    Cud powszedni

    Pokusa, by wykorzystać Boga do swoich małych i doraźnych celów, jest stara jak świat. Zawłaszczyć Tego, który czyni cuda, otoczyć, adorować, unieruchomić tak, by dostarczał codziennego chleba, walczył z naszymi wrogami, uśmierzał ból i zapewniał długie i szczęśliwe życie. Horyzont tej naturalnej i nieco magicznej nadziei nie odpowiada Jezusowi. Co nie oznacza, że Pan przestaje być wrażliwy na ludzką biedę i ludzkie potrzeby. Przecież nakarmił głodnych. Do cudu rozmnożenia chleba potrzebował jednak kilku rzeczy. Po pierwsze, ludzi i tego, co mieli. Po drugie, Pan Jezus potrzebował współpracy, wiary i zaangażowania uczniów w rozwiązanie problemu.

    Jednym z największych nieustannie towarzyszących nam lęków jest ten, który mówi, że dla nas czegoś zabraknie. Dlatego walczymy o miejsce, o rzeczy, rolę i uznanie, bierzemy natychmiast to, co nam się rzekomo należy, nie czekając na swój czas. Taka postawa wpływa również na myślenie o Bogu, którego zaczynamy podejrzewać, że kocha tylko niektórych, tych lepszych i świętszych. Warto jednak zauważyć, że podążanie tą drogą czyni bezbożnym, uśmierca modlitwę i nie zostawia miejsca na zaufanie, o które przecież chodzi Jezusowi.

    Cud rozpoczyna się od współpracy, od szukania rozwiązań i zobaczenia tego, co jest. Jezus błogosławi ludzką troskę i uzdalnia do dawania nawet wtedy, gdy nie bardzo jest czym się podzielić. Pomnażanie to specjalność boska, ale i ludzka: dostałeś – dawaj. Zobacz, że radość może się stać udziałem twoich braci. Ale będzie cudem, gdy dotknie i przemieni wrogów. Chleb zaspokaja głód powszedni, odnawialny. Potrzebujemy zatem cudu powszedniego, odnawialnego. Bóg potrzebuje człowieka, by czynić swoje cuda. Na tym polega przemiana i ubóstwienie każdego z nas.

    W niewielkim kościółku w Tabghcie leżącej nad Jeziorem Galilejskim (według tradycji tam dokonał się cud rozmnożenia), u stóp ołtarza, znajduje się starożytna mozaika. Przedstawia kosz z dwiema rybami i cztery bochenki chleba. Gdzie więc się podział piąty? Odpowiedź otrzymujemy podczas Eucharystii, piąty bochenek to sam Chrystus. Tego chleba nie zabraknie dla nikogo, jak nie może zabraknąć boskiej miłości. Eucharystia to nadmiar tej miłości i odwaga Boga, który chce nas nakarmić i przemienić. Potrzeba nam takiej Eucharystii, takiego cudu i takiego szukania chleba po to, by stać się chlebem dla innych. A wtedy cudem powszednim będzie zwyczajna ludzka miłość, życzliwość, wsparcie i troska, którą siebie darzymy. Wtedy łatwiej będzie przezwyciężyć pokusę zawłaszczania Boga.

    Tomasz Zamorski OP

    Bóg mówi: nie cudzołóż!

      Dlaczego nie warto żyć na próbę? Naturalnym etapem na drodze do małżeństwa jest okres narzeczeński. Młodzi ludzie spotykają się ze sobą, poznają swoje charaktery, upodobania, zalety i słabości. Uczą się gestów miłości, czułości, stopniowo rozwija się dynamika ich uczuć, zanim znajdzie spełnienie w sakramencie małżeństwa. Jednak coraz częściej młodzi ludzie podejmują wspólne życie zamiast narzeczeństwa, ale i bez ślubu – „życie na próbę”. Dlaczego osoba wierząca nie może zaakceptować takiej drogi?

    Bóg mówi: nie cudzołóż!

    Co to znaczy „żyć na próbę”? Bóg chce, abyśmy żyli prawdziwie i w pełni. Dlatego powiedział – nie cudzołóż! To nie czyjeś widzimisię, to wynika z Bożego przykazania. Jeśli uważasz, że zabijanie jest złem, jest grzechem, jeśli zgadzasz się, że kradzież jest grzechem i kłamstwo nim jest, to dlaczego masz wątpliwości, gdy Pan Bóg mówi „nie cudzołóż!”? To też jest złem, to też jest grzechem! Oto pierwszy i najważniejszy motyw, dla którego nie warto żyć na próbę.

    Ale dzisiaj ludzie już nie przejmują się Bożymi przykazaniami… Lepiej wiedzą, co dla nich dobre, a co złe. Rodzice, najbliżsi, milcząco akceptują fakt, że ich dziecko, przecież wierzące jak oni sami, mieszka ze swoim chłopakiem czy dziewczyną bez ślubu. Infantylne usprawiedliwianie, zasłanianie się „modą”, że tak się teraz żyje, że taki jest świat.

    Jakże kruche okazują się zasady wyniesione z rodzinnego domu, z katechezy, skoro wystarczy, że młody człowiek wyjedzie na studia albo do pracy i bardzo szybko pozwala sobie na wspólne zamieszkanie z partnerem, bez sakramentu małżeństwa. Często okłamuje przy tym swoich bliskich, którzy są przekonani, że ich syn czy córka żyje tak jak Pan Bóg przykazał. Argumentacja młodych uderza swoją pragmatyką – w mieście taniej jest utrzymać się we dwoje!

    Miłość na 100%

    Prawdziwa miłość nie znosi namiastek, nie jest byle jakim podarunkiem na miesiąc, rok, czy nawet kilka lat. Miłość pragnie ofiarować się całkowicie i na zawsze, i tego samego oczekuje od drugiej strony. Tylko wówczas można mówić o autentycznej miłości.

    Wszędzie zaś, gdzie mamy do czynienia z wyrachowaniem, z traktowaniem drugiej strony jako doraźnego partnera – na dziś, na miesiąc, rok, na próbę, tak długo, jak będzie nam dobrze, do pierwszej kłótni, do wygaśnięcia uczuć albo do znalezienia lepszej partii, dopóki będzie piękna i młoda, dopóki będzie wysportowany i dobrze sytuowany – tam nie ma mowy o miłości i o prawdziwym szczęściu. Bo miłość nie liczy lat – jest dozgonna: „ślubuję, że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Na tym fundamencie można budować – dom, rodzinę, snuć wspólne plany, marzenia – na dni i lata. Można tracić zdrowie dla drugiego, można z nim przeżywać piękne lata młodości, ale i lata starości, dni pomyślności i smutku, dni wesela i ciche dni. A wszystko w poczuciu bezpieczeństwa, bez lęku, że pewnego dnia obudzę się w pustym mieszkaniu, że w chorobie zostanę sam; ze spokojem, że gdy minie młodość i entuzjazm młodzieńczego uczucia, to pozostanie przyjaźń, poczucie, że kochana osoba jest blisko, że mam na kogo liczyć, że mam się do kogo odezwać, uśmiechnąć, razem powspominać czy ponarzekać… Dlatego nie warto żyć na próbę, warto żyć na całość…

    Jaki finał może mieć „miłość na próbę”? Przeżyli ze sobą kilkanaście lat. On początkowo chciał ślubu, ona nie, bo po co nam papierki, formalności, przecież się kochamy. Nie zdecydowali się jednak na dziecko w tym niezobowiązującym związku. Niby wszystko było tak jak w normalnych małżeństwach, a jednak pewnego dnia, bez podania powodu ona po prostu odeszła…, bo przecież nie byli małżeństwem – a on, cóż, nie mógł mieć pretensji, bo nie była jego żoną… Po prostu, nie było się czego uchwycić, nie było wiadomo co ratować. Zabrakło sakramentu, który dałby im siłę do walki o siebie. Nic nie zostało z tego kochania siebie – bez fundamentu.

    Dziecko – prawdziwy owoc miłości

    „Życie na próbę” przez swoją tymczasowość i niepewność nie jest otwarte na życie, ale skoncentrowane przede wszystkim na zadowoleniu mężczyzny i kobiety, którzy taki związek tworzą. Jeśli nawet pojawi się w takim związku nowe życie, to zwykle stanowi ono wielki problem, a nie źródło szczęścia i owoc spełnionej miłości. Dobrze, jeśli w ogóle przyjdzie na świat i nie zostanie usunięte jak intruz z życia tych, którzy w czasie swojej próby nie planowali potomstwa. Dziecko, które „zaskoczyło” rodziców pozostających w tymczasowym związku, zawsze będzie odczuwać, że nie było chciane, wytęsknione. Jako nieoczekiwane, staje się źródłem konfliktów dla nieprzygotowanych rodziców. Jeśli ich związek przetrwa, to dobrze dla dziecka, a jeśli nie – wówczas już do końca życia będzie ono wychowywane jak sierota – bez ojca lub bez matki, a już na pewno bez normalnego domu, w którym kochane i akceptowane mogłoby się normalnie rozwijać.

    Czy ludzie młodzi, podejmujący życie na próbę, myślą choć trochę o nowym życiu, które z takiej próby może się począć? Zwykle wykluczają taką możliwość i robią wszystko, aby to życie się nie pojawiło. W rezultacie związek na próbę przybiera postać egoistyczną, skoncentrowaną tylko na swoim szczęściu i negatywnie nastawioną do nowego życia.

    Człowiek nie jest towarem, który kupuje się w markecie i który podlega zwrotowi. Prawdziwa miłość akceptuje człowieka takim, jaki jest i jeśli decyduje się na życie z drugą osobą – to na zawsze i bez żadnych zastrzeżeń. Na straży tego oblubieńczego związku mężczyzny i kobiety postawił Bóg przykazanie „Nie cudzołóż!”, a jako fundament dla tej miłości ustanowił sakrament małżeństwa. One stanowią oparcie i źródło dla prawdziwej miłości i szczęścia w małżeństwie i rodzinie.

    ks. Dariusz Salamon SCJ

    http://www.katolik.pl

    Niema ekonomii bez osoby ani rozwoju bez integralnej wizji człowieka

    Radio Watykańskie |

    Nie ma ekonomii bez osoby ani rozwoju bez integralnej wizji człowieka – stwierdził kard. Antonio Cañízares. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wygłosił konferencję „Osoba i ekonomia” w ramach letniego kursu, który jak co roku zorganizowała w Aranjuez Fundacja Uniwersytetu Króla Juana Carlosa.

    ekonomia osoba Niema ekonomii bez osoby ani rozwoju bez integralnej wizji człowieka OiMax/ www.flickr.com (CC)

    W swoim wystąpieniu kard. Cañízares dokonał wnikliwej analizy aktualnego społeczeństwa. Kościół powinien „być obecny w świecie i stawiać Boga w centrum wszystkiego”. Nowa encyklika Benedykta XVI Caritas in veritate, której tytuł jest śmiały, znaczący i stymulujący, to szczególny wkład Kościoła do dzisiejszego świata – stwierdził watykański purpurat. W skomplikowanej sytuacji, w jakiej znajduje się ludzkość, i w pełnym kryzysie ekonomicznym papieska encyklika „ofiaruje człowiekowi nową drogę”. Papież nie zatrzymuje się jedynie na zasadach teoretycznych czy rozwiązaniach technicznych, ale podkreśla, że należy brać pod uwagę wymogi osób. „Potrzebna jest siła miłości, a nie jedynie środki techniczne” – podkreślił kard. Cañízares. „Nie ma ekonomii bez osoby, bez rozwiązania kwestii dotyczących człowieka, bez Prawdy o człowieku, która odsyła do Jezusa Chrystusa, i bez dobra wspólnego” – stwierdził prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

    http://info.wiara.pl

    Zrozpaczeni rolnicy pielgrzymują na traktorach do Rzymu

    rk/Spiegel Online / ju., Mecklenburg, 2009-07-22

     traktorfot. Robert Scarth – flickrCC

    Czterech niemieckich rolników wyruszyło na traktorach w pielgrzymkę do Rzymu. Chcą m.in. poskarżyć się papieżowi na spadające ceny mleka i pogarszającą się sytuację hodowców bydła.

    Rolnicy-pielgrzymi należą do Federalnego Związku Niemieckich Hodowców Bydła Mlecznego (BDM).

    Rolnicy, wśród których dwóch to katolicy, mają nadzieję pokonać 1800 kilometrową trasę w ciągu tygodnia. Albert Kobrow, Jacob de Vries, Michael Bobsien i Wolfgang Werk von Perleberg wyruszyli z Mecklenburga z północno-wschodnich Niemiec w ostatni piątek. Zdaniem hodowców, pielgrzymka ma zwrócić uwagę na pogarszającą się sytuację takich rolników jak oni w całej Europie.

    Jak przyznają, obecnie trudno im wiązać koniec z końcem i liczą się nawet z tym, że zbankrutują, gdyż ceny skupu mleka są wyjątkowo niskie. Obecnie wahają się one na poziomie od 17 do 19 centów za litr.

    Specjalnemu konwojowi złożonemu z dwóch traktorów i osobowego busa towarzyszy hasło: „Przestaliśmy wierzyć w politykę, ale nie w Kościół”.

    „Papież jest dla każdego” – tłumaczy De Vries, pomysłodawca przedsięwzięcia. Luterański pastor z miasta Bützow, Karl-Martin Schabow poprosił, by do pielgrzymki dołączyło jego dwóch parafian. Zapatrzył się ich w specjalny list-petycję do papieża.

    Do Watykanu rolnicy dotrą prawdopodobnie w piątek rano. Mają nadzieję, że będą mieli okazję spotkać się z Benedyktem XVI na krótkiej audiencji.

    Większość niemieckich hodowców krów domaga się od kilku miesięcy elastycznego systemu ustalania limitów produkcyjnych zamiast sztywnych kwot. Ich zdaniem pozwoliłoby dostosować podaż do popytu i zwiększyć cenę skupu mleka.

    http://ekai.pl

  • 26 lipca Święci Anna i Joachim, rodzice Najświętszej Maryi Panny
  • Pierwszy film z cyklu Kalwaria Papieska
  • Ukraina: młodzieżowa pielgrzymka pokoju
  • Fronda.TV: Rafał Ziemkiewicz o procesie Joanny Najfeld
  • V Światowy Kongres Rodzin już w sierpniu
  • Episkopat Boliwii: modlitwa pomaga w społecznych przemianach
  • Ukraina: wizyta kard. Lajolo
  • Wobec islamu LXXXIX
  • Wadowice na Jasnej Górze
  • Hiszpania: powstało stowarzyszenie Edyty Stein
  • Kazanie na górze – Benedykt XVI
  • Benedykt XVI: Rosnąca siła biotechnologii zwiastuje czarny scenariusz dla ludzkości
  • Europejska konferencja egzorcystów
  • Papieskie wakacje: odpoczynek i praca
  • Bp Kaszkiewicz: Matka Boża Trokielska – Królową Rodzin
  • Wołczyn: spotkanie młodych
  • RADOŚĆ WIARY – Madeleine Delbrêl
  • Dla poszukujących miłości – Gdy zostałeś porzucony – przeczytaj to pomoże Ci przetrwać
  • PIELGRZYMKA JEST OBRAZEM CHRZEŚCIJAŃSKIEJ RADOŚCI
  • 26 lipca Święci Anna i Joachim, rodzice Najświętszej Maryi Panny

    26 lipca
    Święci Anna i Joachim,
    rodzice Najświętszej Maryi Panny

     

    Ewangelie nie przekazały o rodzicach Maryi żadnej wiadomości. Milczenie Biblii dopełnia bogata literatura apokryficzna. Ich imiona są znane jedynie z apokryfów Protoewangelii Jakuba, napisanej ok. roku 150, z Ewangelii Pseudo-Mateusza z wieku VI oraz z Księgi Narodzenia Maryi z wieku VIII. Najbardziej godnym uwagi może być pierwszy z wymienionych apokryfów, gdyż pochodzi z samych początków chrześcijaństwa, stąd może zawierać ziarna prawdy zachowanej przez tradycję.

    2607-anna_1

    Anna pochodziła z rodziny kapłańskiej z Betlejem. Hebrajskie imię Anna w języku polskim znaczy tyle, co „łaska”. Od IV wieku do dzisiaj pokazuje się przy Sadzawce Owczej w Jerozolimie miejsce, gdzie stał dom Anny i Joachima. Obecnie wznosi się na nim trzeci z kolei kościół. Wybudowali go krzyżowcy.
    Św. Anna jest patronką diecezji opolskiej, miast, m.in. Hanoveru, oraz kobiet rodzących, matek, wdów, położnic, ubogich robotnic, górników kopalni złota, młynarzy, powroźników i żeglarzy.

     2607-joachim_1Św. Joachim miał pochodzić z zamożnej i znakomitej rodziny. Już samo jego imię miało być prorocze, gdyż oznacza tyle, co „przygotowanie Panu”. Miał pochodzić z Galilei. W dawnej Polsce czczony był jako „protektor Królestwa”. Kiedy Maryja była jeszcze dzieckiem, miał pożegnać ziemię. Razem ze św. Anną patronują małżonkom.
    Od dawna biblistów interesował problem, dlaczego Ewangeliści podają dwie odrębne genealogie Pana Jezusa: inną przytacza św. Mateusz (Mt 1, 1-18), a inną – św. Łukasz (Łk 3, 23-38). Przyjmuje się dzisiaj dość powszechnie, że św. Mateusz podaje rodowód Chrystusa Pana wymieniając przodków św. Józefa, podczas gdy św. Łukasz przytacza rodowód Pana Jezusa wymieniając przodków Maryi. Według takiej interpretacji ojcem Maryi nie byłby wtedy św. Joachim, ale Heli. Być może imię Joachim jest apokryficzne. Możliwe także, że Heli miał drugie imię Joachim. Sprawa jest nadal otwarta.

     2607-anna_3Apokryficzna „Protoewangelia Jakuba” z II wieku podaje, że Anna i Joachim byli bezdzietni. Małżonkowie daremnie modlili się i dawali hojne ofiary na świątynię, aby uprosić sobie dziecię. Joachim będąc już w podeszłym wieku udał się na pustkowie i tam przez dni 40 pościł i modlił się, aby uprosić sobie u Pana Boga miłosierdzie. Wtedy zjawił mu się anioł i zwiastował, że modły jego zostały wysłuchane, gdyż jego małżonka Anna da mu dziecię, które będzie radością ziemi. Tak też się stało. Przy narodzinach ukochanej córki, której według zwyczaju piętnastego dnia nadano imię Maria, co wśród wielu znaczeń tłumaczy się także jako „pani”, była najbliższa rodzina. W rocznicę tych narodzin urządzono wielką radosną uroczystość. Po urodzeniu się Maryi, spełniając uprzednio złożony ślub, oddali swą jedynaczkę na służbę w świątyni. Kiedy córka miała 3 lata oddano ją do świątyni, gdzie wychowywała się wśród swoich rówieśnic, zajęta modlitwą, śpiewem, czytaniem Pisma świętego i haftowaniem szat kapłańskich. Wcześniej miał pożegnać świat Joachim. Według jednej z legend Annie przypisuje się trinubium – po śmierci Joachima miała wyjść jeszcze dwukrotnie za mąż.

    Kult świętych Joachima i Anny był w całym Kościele – a więc także na Wschodzie – bardzo dawny i żywy. W miarę jak rozrastał się kult Matki Chrystusa, wzrastała także publiczna cześć jej rodziców. Już w wieku IV-V istniał w Jerozolimie kościółek przy dawnej sadzawce Betsaida w pobliżu świątyni pod wezwaniem św. Joachima i św. Anny. Istnieje on do dzisiaj. Tu nawet miał być według podania ich grób. Inni miejsce grobu sytuowali przy wejściu na Górę Oliwną. Cesarz Justynian wystawił w Konstantynopolu około roku 550 bazylikę ku czci św. Anny. Kazania o św. Joachimie i św. Annie wygłaszali na Wschodzie święci tej miary, co św. Epifaniusz (+ 403), św. Sofroniusz (+ po 638), św. Jan Damasceński (+ ok. 749), św. German, patriarcha Konstantynopola (+ 732), św. Andrzej z Krety (+ 750), św. Tarazjusz, patriarcha Konstantynopola (+ 806), a na Zachodzie: św. Fulbert z Chartres (+ 1029), św. Bernardyn ze Sieny (+ 1444) czy bł. Władysław z Gielniowa (+ 1505).
    Szczególną czcią była zawsze otaczana św. Anna. Jej kult był i jest do dnia dzisiejszego bardzo żywy. Na Zachodzie pierwszy kościół i klasztor Św. Anny stanął w r. 701 we Floriac koło Rouen. Dowodem popularności św. Anny jest, że jej imię było i dotąd jest często nadawane dziewczynkom. Bardzo liczne są też kościoły i sanktuaria pod jej wezwaniem. Ku czci św. Anny powstało 5 zakonów żeńskich. W dawnej liturgii poświęcono św. Annie aż 118 hymnów i 36 sekwencji (wiek XIV-XVI).
    Polska chlubi się wieloma sanktuariami św. Anny: na Górze św. Anny w pobliżu Brzegu Głogowskiego, w Jordanowie, w Selnikach, w Grębocicach, w Stoczku koło Lidzbarka Warmińskiego, w Kamiance. Największej jednak czci doznaje św. Anna w Przyborowie koło Częstochowy i na Górze Św. Anny koło Opola. Sanktuarium opolskie należy do najsłynniejszych w świecie tak dalece, że figura św. Anny doczekała się uroczystej koronacji papieskimi koronami 14 września 1910 r. Nawiedził je papież Jan Paweł II 21 czerwca 1983 roku podczas swej II pielgrzymki do Polski. Cudowna figura św. Anny wykonana jest z drzewa bukowego i liczy 66 cm wysokości. Przedstawia ona św. Annę piastującą dwoje dzieci: Maryję, której była matką, i Pana Jezusa, dla którego była babką (św. Anna Samotrzecia). Wszystkie trzy figury są koronowane. Początkowo była tylko jedna postać św. Anny (wiek XV). Potem dodano postacie Maryi i Jezusa (wiek XVII), umieszczając je przy głowie św. Anny.

     2607-anna_4Liturgiczny obchód ku czci rodziców Maryi pojawił się najpierw na Wschodzie. Wprowadził je w 710 r. cesarz Justynian II pod tytułem Poczęcie św. Anny. Obchodzono je w różnych dniach, łącznie (św. Joachima i św. Anny) lub oddzielnie. Na Zachodzie wprowadzono je późno. W Neapolu jest znane w wieku X. Papież Urban VI bullą Splendor aeternae gloriae z 21 czerwca 1378 r. zezwolił na obchodzenie tego święta w Anglii. Juliusz II w 1522 r. rozszerzył je na cały Kościół i wyznaczył na 20 marca. Paweł V zniósł jednak to święto w 1568 r., opierając swoją decyzję na tym, że o rodzicach Maryi z ksiąg Pisma świętego nic nie wiemy. Przeważyła jednak opinia, że ci rodzice istnieli i że należy im się cześć szczególna. Dlatego Grzegorz XIII święto Joachima i Anny ponownie przywrócił (1584). Z tej okazji wyznaczył jako dzień pamięci 26 lipca. Papież św. Pius X w 1911 roku wprowadził osobno święto św. Joachima, wyznaczając dzień pamiątki na 16 sierpnia. Św. Anna miała nadal swoje święto dnia 26 lipca. Reforma liturgiczna z roku 1969 połączyła na nowo imiona obojga pod datą 26 lipca.

    2607-anna_2

    W ikonografii św. Anna ukazywana jest w scenach z apokryfów oraz obrazujących życie Maryi. Przedstawiana jako starsza kobieta z welonem na głowie. Ulubionym tematem jest św. Anna ucząca czytać Maryję. Niektóre jej atrybuty: palec na ustach, księga, lilia.
    Św. Joachim ukazywany jest jako starszy, brodaty mężczyzna w długiej sukni lub w płaszczu. Występuje w licznych cyklach mariologicznych oraz z życia św. Anny. Jego atrybutami są: anioł, Dziecię Jezus w ramionach, dwa gołąbki w dłoni, na zamkniętej księdze lub w małym koszyku, jagnię u stóp, laska, kij pasterski, księga, zwój.

    http://www.brewiarz.katolik.pl

    Pierwszy film z cyklu Kalwaria Papieska

    135_pierwszy_film_z_cyklu_kalwaria_papieska

    Film z cyklu „Kalwaria Papieska” pt. Proszę, abyście się za mnie tu modlili…., zawiera przebieg pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do sanktuarium kalwaryjskiego z dnia 7 czerwca 1979 r. oraz wygłoszoną homilię. Został przygotowany we współpracy z TVP S.A. Oddział Kraków. Czas trwania 60 min. Już do nabycia na DVD.

    Kilka miesięcy po wyborze na Stolicę Piotrową Ojciec Święty Jan Paweł II zapragnął odwiedzić Ojczyznę. Na trasie jego pielgrzymki nie mogło zabraknąć sanktuarium kalwaryjskiego. Stało się tak na wyraźną jego prośbę. Był czwartek, 7 czerwca 1979 roku godzina 9.45, gdy na kalwaryjskim wzgórzu stanęły stopy Najwierniejszego Pielgrzyma Kalwaryjskiego.
    Zgodnie z wytycznymi urzędu bezpieczeństwa kamery nie pokazały tego, co działo się w świątyni. W niej, jak to czynił zawsze, Jan Paweł II przyklęknął przed Najświętszym Sakramentem i przeszedł do kaplicy Matki Bożej Kalwaryjskiej. Przez grube klasztorne mury słychać było pieśń „Gwiazdo śliczna wspaniała”, którą śpiewał wielotysięczny chór pielgrzymów, zgromadzony na Wzgórzu Ukrzyżowania. Tego dnia Największy Kalwaryjski Pielgrzym napisał w kronice klasztornej:
    Z serdecznym błogosławieństwem, wdzięczny za łaski,
    które tu odebrałem z prośbą o stałą pamięć”.
    Jan Paweł II
    Dla Kalwarii był to dzień wyjątkowy. Jan Paweł II wyniósł kościół pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej do godności  Bazyliki Mniejszej. Nadając ten tytuł dał świadectwo jej szczególnego znaczenia w Kościele Powszechnym. Od tej chwili nawet w  polskiej prasie, radiu i telewizji   mówiono o tym miejscu Kalwaria Papieska.
    okladka dvd jp2
    Prezentowany materiał zawiera filmową relację z pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do sanktuarium kalwaryjskiego. Jest przypomnieniem niezwykłych chwil, które Ojciec Święty spędził w umiłowanym przez siebie miejscu modlitwy.

    Do nabycia w Kiosku klasztornym oraz w Galerii
    Klasztor OO. Bernardynów
    ul. Bernardyńska 46
    34-130 Kalwaria Zebrzydowska
    Galeria:

    http://www.kalwaria.eu