Miesięczne archiwum: Sierpień 2009

Karol Wojtyła ważniejszy niż druga wojna światowa

Wybór Karola Wojtyły na papieża jest dla Polaków ważniejszy niż wybuch II wojny światowej – wynika z sondażu CBOS opublikowanego w dzisiejszej Rzeczpospolitej.

Wybuch wojny za najważniejsze wydarzenie w dziejach kraju ostatniego stulecia uznało 21 proc. respondentów. Wybór papieża był takim wydarzeniem dla 57 proc. badanych – podaje Rzeczpospolita.

http://info.wiara.pl

Papież o roli sakramentu pojednania

Na znaczenie sakramentu pojednania we współczesnym świecie wskazuje Benedykt XVI w przesłaniu do uczestników Włoskiego Tygodnia Liturgicznego. Spotkanie organizowane przez Krajowe Centrum Liturgiczne rozpoczęło się przedwczoraj w Barlettcie w Apulii odczytaniem listu, który w imieniu Papieża wystosował watykański sekretarz stanu. Nawiązuje on do tematu obrad: „Celebrować miłosierdzie. «Pojednajcie się z Bogiem»” (2Kor 5,20).

Kard. Tarcisio Bertone wskazuje na ogromne znaczenie, jakie Tygodnie Liturgiczne miały dla wprowadzania w życie soborowej odnowy liturgicznej oraz dla jej zrozumienia. Przypomina też słowa Benedykta XVI na temat wagi sakramentu pojednania w naszych czasach. Papież wskazuje na konieczność formowania sumień, ponieważ, jak zaznacza, wraz z zanikaniem poczucia grzechu jednocześnie wzrasta poczucie winy, które świat stara się zagłuszyć i wyeliminować sobie właściwymi środkami. Jednocześnie Papież przypomina, że w odkryciu i zrozumieniu tajemnicy sakramentu pojednania może pomóc kierownik duchowy. Zachęca jednocześnie kapłanów, by byli mądrymi i świętymi wychowawcami sumień.

Włoski Tydzień Liturgiczny odbywa się już po raz 60. W ciągu minionych lat starano się zgłębiać liturgię tak, by pomagała ona w umacnianiu wspólnoty kościelnej. Stąd analizowano nie tylko np. tajemnicę Paschy czy Eucharystii i innych sakramentów, ale także związek liturgii z konkretnym życiem, kulturą, muzyką czy sztuką. Spotkanie w Barlettcie zakończy się 28 sierpnia.

bz/ rv

http://www.oecumene.radiovaticana.org

Sterylizacja bez zgody pacjentki

Mama małej Róży, której odebrano prawa rodzicielskie została wysterylizowana w trakcie porodu dziewczynki. Lekarka, która to zrobiła uzasadniła swoją decyzję, tym, że „macica była uszkodzona, przy następnym porodzie mogłaby pęknąć”.
Przecięcie jajowodów, nie jest sposobem na „zreperowanie” macicy. Jest za to metodą nieodwracalnego ubezpłodnienia.

Prof. Marian Filar, karnista powiedział: – Nie było bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia. A to, że takie zagrożenie nieuchronnie wystąpiłoby w przyszłości? Czy ktoś tę kobietę zmuszałby do zajścia w ciążę? Gdyby chciała, toby to zrobiła. Lekarze bez jej zgody nie mogli jej tego prawa odebrać. Dokonali zmian nieodwracalnych.

Sterylizacja w Polsce jest zabroniona. Można ją wykonać tylko, jeśli życie lub zdrowie jest bezpośrednio zagrożone. W tym przypadku bezpośredniego zagrożenia nie było.

Pełnomocnik rodziny mec. Małgorzata Heller-Kaczmarska poinformowała, że zawiadomi prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez lekarzy ze szpitala w Szamotułach.

Za pozbawienie płodności grozi w Polsce 10 lat więzienia, a za wykonanie zabiegu bez zgody pacjenta – 2 lata.
http://www.pro-life.org.pl

Cywilizacja aborcji – świadectwa – VIDEO

Zachęcamy do obejrzenia filmu „Cywilizacja aborcji”, w którym jest zamieszczone m.in. świadectwo serbskiego lekarza ginekologa – byłego abortera Stojana Adasevica.

http://www.pro-life.org.pl

Anioł Pański: zachęta do odważnego “tak” Jezusowi

“Muszę jeszcze przejść szkołę cierpliwości” – powiedział Papież w południe wiernym 23 sierpnia pokazując wyleczoną rękę, która choć uwolniona z gipsu, wciąż jeszcze pozostaje, jak stwierdził, „leniwa”. Rozważanie poprzedzające Anioł Pański w Castelgandolfo Benedykt XVI poświęcił problemowi wiary, jaki wyłania się z czytań mszalnych obecnej niedzieli.

„Witam Polaków. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus mówi do swoich uczniów: „pośród was są tacy, którzy nie wierzą” (J 6, 64). W Roku Kapłańskim prośmy w modlitwie, by kapłani, którzy wzorem Piotra i Apostołów uwierzyli i poznali, że Chrystus jest Świętym Boga (por. J 6, 69), świadectwem swego życia umacniali wiarę wątpiących. Niech wszyscy dzięki ich posłudze doznają łaski nawrócenia i odnowy ducha. Życzę wszystkim dobrej niedzieli”.

Centralne pytanie, jakie dziś stawia Jezus, brzmi: „Czy i wy chcecie odejść?”. Jak stwierdził Papież, jest to rodzaj prowokacji, przed którą stają ludzie każdej epoki.

„Także dziś wielu «gorszy się» paradoksem chrześcijańskiej wiary – powiedział Benedykt XVI. – Nauczanie Jezusa wydaje się «twarde», zbyt trudne do przyjęcia i wprowadzenia w czyn. A więc jedni je odrzucają i odchodzą od Chrystusa; inni starają się «dostosować» to słowo do obowiązujących mód, pozbawiając je pierwotnego znaczenia i wartości. «Czy i wy chcecie odejść?». Ta niepokojąca prowokacja rozbrzmiewa w sercu i oczekuje od każdego osobistej odpowiedzi. Jest to pytanie skierowane do każdego z nas. Jezus bowiem nie zadowala się powierzchownym i formalnym uczestnictwem. Nie wystarczy Mu też pierwsze, entuzjastyczne opowiedzenie się przy Nim. Przeciwnie, zależy Mu na tym, byśmy mieli z Nim udział na całe życie, wraz z myślą i wolą. Naśladowanie Go napełnia serce radością i nadaje pełny sens naszemu istnieniu, choć jednocześnie niesie ze sobą trudy i wyrzeczenia, ponieważ bardzo często jest to droga pod prąd” – stwierdził Papież.

Benedykt XVI zachęcił wiernych, by na wzór św. Piotra dawali odważną odpowiedź Chrystusowi, świadomi własnych słabości, ale i mocy Ducha Świętego działającego w bliskości z Jezusem. Wiara – zaznaczył Papież – jest Bożym darem wobec człowieka, który dzięki niej jest jednocześnie wolny i całkowicie oddany Bogu.

Pozdrawiając pielgrzymów Ojciec Święty zwrócił się w pierwszym rzędzie do uczestników Mityngu Przyjaźni między Narodami. Nawiązał przy tym do tegorocznego tematu spotkania oraz encykliki Caritas in veritate. Życzył, aby mityng w Rimini przyczynił się do zrozumienia, że „poznanie nie jest aktem tylko materialnym, ponieważ… w każdym poznaniu i w każdym akcie miłości dusza człowieka doświadcza czegoś «więcej», co podobne jest bardzo do otrzymanego daru, do wyżyn, do których czujemy się podniesieni” – zaznaczył Papież.

tc/ rv
http://www.oecumene.radiovaticana.org

Diabły Ojca Pio

 Przyszli jak zwykle nocą. W małym pokoiku w domu przy via Santa Maria degli Anieli panował mrok i na wyciągnięcie ręki nie było nic widać, ale oni poruszali się tak, jakby byli u siebie. Zbliżyli się do łóżka, w którym spał o. Pio. Tłum postaci, ciemniejszy niż otaczająca ciemność, stłoczył się nad jego głową. Zaczęli coś szeptać mu na ucho, obiecywać, przekonywać, perswadować. Po chwili zakonnik zerwał się z posłania. Nie był zaskoczony ani przerażony. Znali się przecież od lat…

Powitał swych nocnych gości jak zawsze wylewnie, czyli złajał ich głośno, a trzeba przyznać, że nie przebierał w słowach. Oni natomiast, widząc, że ich subtelna taktyka zawiodła, wrócili do starych i sprawdzonych metod. Część z nich rzuciła się na Świętego, obaliła go na ziemię i zaczęła się nad nim pastwić, w tym czasie pozostali demolowali celę. W powietrzu latały książki, poduszki i krzesła. Nieznajomi wyli z radości, złorzeczyli, kpili i naśmiewali się ze swej ofiary. Nad ranem kiedy wszystkie odgłosy ucichły do pokoiku weszła Giuseppa, matka zakonnika. Przychodziła zawsze o tej samej porze, sprawdzić czy syn jeszcze żyje. Ojciec Pio leżał na ziemi, pobity i zakrwawiony, wśród nieopisanego bałaganu. Pomogła mu położyć się do łóżka. Płakała a on próbował ją pocieszyć. Prosił, żeby się nie martwiła, chciał ją przekonać, że być może już więcej się nie pojawią. Zapewne sam bardzo chciał w to wierzyć, przypuszczał jednak, że przyjdą następnej nocy. I nie pomylił się…

Nicpoń i spółka

Mówił o nich „złoczyńcy”, „dzikie bestie”, „szkaradne gęby”, o ich szefie wyrażał się równie fantazyjnie, nazywał go „nicponiem” „brodaczem”, „bydlakiem”. Tam skąd pochodzili nikt nie śmiałby nazywać ich w ten sposób. Byli przecież synami piekieł, demonami, a ich przywódca nie był jakimś tam nicponiem, ale szatanem, Lucyferem, tym, który przeciwstawił się Bogu i doprowadził do upadku człowieka. Patrząc jednak na sposoby ich działania, to zamiłowanie do tytułomanii wydaje się co najmniej przesadzone. Być może rację miał C. S. Lewis pisząc w „Listach starego diabła do młodego”, że w piekle zapanował kryzys kadrowy. Dawni wyrafinowani kusiciele, mistrzowie intryg, stali się zwykłymi rzezimieszkami, bandziorami. Obecnie nic im nie wychodzi tak dobrze, jak solidne mordobicie, więc biją…

Odkąd o. Pio przyjechał do Pietrelciny, a było to niecałe dwa lata wcześniej, dokładnie w 1909 r., przychodzili niemal codziennie. Maria Pennisi, jedna z mieszkanek Pietrelciny, opowiadała: „Widzieliśmy, że każdej nocy walczył z szatanem. Niekiedy dobiegający z jego pokoju łomot był tak głośny, że słychać go było na sporą odległość. Ileż razy w samym środku nocy jego sąsiedzi wychodzili z domów, przerażeni tym, co dobiegało do ich uszu„. Ojciec Pio szczegółowo opisywał owe nocne zajścia w listach do swego kierownika duchownego, o. Agostino. Demony zrzucały go z łóżka, ciągały za włosy po pokoju, zrywały koszulę i biły po gołym ciele. Bicie miało osłabić wolę i wiarę Świętego a pokusy – dopełnić reszty. Diabeł pojawiał się już to jako młoda, tańcząca nago dziewczyna, już to jako jego kierownik duchowy, potrafił przybrać postać prowincjała, papieża Piusa X, Anioła Stróża, św. Franciszka, a nawet Najświętszej Marii Panny. Kiedy o. Pio miał wątpliwości, czy gość jest tym, za kogo się podaje, nakazywał mu powtórzyć słowa: „Pan Jezus jest moim Panem”. Wówczas demon rejterował. Znikał, aby pojawić się w innej postaci.

Być może diabły nie grzeszyły inteligencją, ale trzeba im przyznać, że ich wywiad działał bez zarzutu. Bardzo szybko zorientowały się, że o. Pio jest kimś wyjątkowym. Już jako kilkuletni chłopiec rozmawiał z Panem Jezusem, Aniołami. Te spotkania nie uszły uwadze piekła i jego wysłannicy zaczęli sprawdzać, z kim mają do czynienia. Ojciec Pio zwierzył się kiedyś, że będąc małym dzieckiem panicznie bał się ciemności. „Jak tylko moja matka gasiła światło – opowiadał – nawiedzały mnie potwory, a ja płakałem. Gdy zapalała światło, uspokajałem się, bo one znikały. Kiedy je gasiła ponownie, wracały do mnie i ja znowu płakałem„. Kilka lat później miały miejsce kolejne niezwykłe wydarzenia. Przykładowo, kiedy wracał ze szkoły do domu, jakiś mężczyzna, ubrany jak ksiądz, zagradzał mu drogę i nie chciał przepuścić. Wówczas pojawiał się bosy chłopiec, czynił znak krzyża i dziwna postać znikała.

Mniej więcej w tym samym czasie Francesco (takie imię nosił przed wstąpieniem do zakonu) miał wizję, która, wyjaśnia wszystko, co miało go spotkać w przyszłości. Ukazała mu się bardzo dostojna postać i rzekła: „Chodź za mną, bo musisz walczyć jak mężny wojownik„. Zaprowadziła go na rozległe pole. Tam po jednej stronie stali ludzie bardzo piękni, ubrani całkowicie na biało, a pod drugiej – szkaradne potwory w czerni. W pewnym momencie dowódca czarnych zastępów zaczął zbliżać się do niego, był to ogromny mężczyzna, sięgający głową chmur. Jaśniejąca postać zachęciła Francesca do walki z tym potworem, ale chłopiec chciał jej uniknąć. Usłyszał jednak: „Musisz walczyć! Odwagi! Pozostanę blisko ciebie i nie pozwolę, byś został pokonany„. Walka toczyła się ze zmiennym szczęściem, ale z pomocą jaśniejącej postaci, która cały czas była u jego boku, odniósł zwycięstwo. Dostojna postać położyła na głowie Francesca koronę, podniosła go i powiedziała: „Inna, piękniejsza zostanie dla ciebie zachowana, jeśli będziesz walczył z tym bytem z ciemności… Będę blisko ciebie i pomogę ci, aby za każdym razem udało ci się go pokonać„. Podobne doświadczenia miewali Ojcowie Pustyni, oni także często widzieli zastępy Aniołów stojące naprzeciw armii demonów, wiedzieli również, że jeśli odpowiedzą na Boże wezwanie, będą musieli niejeden raz stoczyć walkę, nie tylko o swoje zbawienie, ale także o życie innych.

Diabelskie ataki nasiliły się z chwilą, gdy Francesco zdecydował się wstąpić do zakonu. W 1906 r., w czasie studiów w klasztorze Sant’-Elia a Pianisi, miało miejsce takie oto zdarzenie. Pewnej nocy, po jutrzni, o. Pio nie mógł zasnąć. Słysząc hałas z sąsiedniej celi, pomyślał: „Chyba brat Anastasio również cierpi na bezsenność„. Wpadł na pomysł, aby zaprosić go na pogawędkę. Podszedł do okna i chciał zawołać przyjaciela, lecz głos zamarł mu w gardle: „Zobaczyłem jak ogromny pies wszedł przez okno – opowiadał po latach – a z jego pyska unosił się dym. Upadłem na łóżko i usłyszałem głos z wydobywający się głębi psa: »To on, to ten«. Podczas gdy ciągle leżałem, zwierzę skoczyło na parapet, stamtąd na dach i znikło„. Zapewne nikt nie poznałby tej historii, ale następnego dnia o. Pio, ze znaną sobie prostodusznością, zaczął wypytywać braci, czy nie wiedzą, kto w okolicy ma dużego psa. Dodajmy: psa, który mówi. Dla o. Pio nie było w tym nic nadzwyczajnego. Jego kierownik duchowy, o. Agostino, zapytał go kiedyś, dlaczego nikomu się zwierzył, że rozmawia Aniołami, Panem Jezusem, Maryją. Odpowiedział wówczas, że zawsze uważał to za coś normalnego – był przekonany, że każdy ma takie doświadczenia.

Równie tajemnicze co wizyty demonów, wydawało się pochodzenie dolegliwości, które prześladowały o. Pio od dzieciństwa. Było to często powracające zapalenie płuc, wysoka gorączka, zupełny brak łaknienia. Zdarzało się nawet, że lekarze nie mogli zmierzyć mu temperatury, gdyż termometr pękał, gdy tylko słupek rtęci osiągał poziom 45 stopni Celsjusza. Te dziwne przypadłości będą go nękać do końca życia, a medycyna nieodmiennie będzie wobec nich bezradna. Mówiono, że to taktyka demonów: skoro nie mogły zniewolić jego duszy, starały się zniszczyć jego ciało. Jakkolwiek by było, słabe zdrowie nie pozwalało mu w pełni poświęcić się zakonnemu życiu. Między innymi z tego powodu został wysłany w 1909 r. do rodzinnego domu w Pietrelcinie. Wiejski klimat miał pomóc wzmocnić osłabiony organizm. Wydawało się, że spędzi tam najwyżej kilka miesięcy. Rozłąka z zakonem trwała aż sześć lat. Być może to przypadek, ale w Pietrelcinie, gdzie był odcięty od wsparcia braci, miały miejsce najbardziej spektakularne ataki diabła.

Pożeracz kartofli

Najwidoczniej o. Pio nie cieszył się „dobrą” opinią w piekle. Diabły, jakoś tak się dziwnie składa, nie tracą energii na kuszenie grzeszników. Być może nie chcą pomagać tym, którzy się „dobrze” sprawują i wiedzą jak do nich trafić. Święci, jak chociażby Antoni Pustelnik, Marcin De Porres, Jan Vianney znali się z diabłem aż nadto dobrze. Proboszcz z Ars mawiał nawet, że tylko ukochani przez Boga mają ten wątpliwy, przywilej. On wiedział, co mówi. Pewnej nocy, gdy udał się na spoczynek, poczuł na ciele lodowaty dotyk. Po chwili usłyszał: „Vianney! Vianney!… Ty pożeraczu kartofli! Ach tak, ty wciąż jeszcze żyjesz!… Ja cię jeszcze dopadnę!”. Od tej pory każdej nocy był atakowany przez diabelskie zastępy. Tuż po zapadnięciu zmroku zakradały się do jego pokoju. Proboszcz słyszał jak próbują sforsować drzwi i dostać się przez okna. Gdy im się to udawało, zaczynały swe harce. Przesuwały szafy, krzesła, cały dom trząsł się w posadach. Parafianie czuwali uzbrojeni w pokoju obok, ale to wsparcie nie robiło na demonach żadnego wrażenia.

Diabelskie ataki były tak dotkliwe, że chwilami Vianney im nieomal ulegał. Był przekonany, że bliskość diabła jest znakiem, że Bóg go opuścił, że on sam minął się z powołaniem. Ta myśl była tak nieznośna, że nawet próbował uciekać z parafii. Wybiegał na drogę i szedł przed siebie. Raz uciekł do brata, który mieszkał w innej miejscowości, innym razem chciał się zaszyć w klasztorze kapucynów w Lyonie. Zawsze jednak, upraszany przez swych parafian, wracał.

Opowieści o świętych i diabłach mogą nam się wydawać nieprawdopodobne, może czasami nawet śmieszne, ale tak naprawdę zawarty w nich jest pewien ważny przekaz. Klaus Berger w książce „Po co jest diabeł?” mówi wprost, że ten, kto się otwiera na Boga, spotyka także diabła. Życie duchowe nie jest oazą spokoju, duchową drzemką czy też formą relaksu, ale terenem walki, walki na śmierć i życie. Zawierzenie Bogu nie odsuwa zła na bezpieczny dystans, bywa wręcz odwrotnie: ludzie, którzy wstępują na ścieżkę wiary, muszą się zmierzyć z diabłem, z samym sobą, czy z demonami przeszłości.

„Towarzysz” Anioł Stróż

Ojciec Pio nigdy nie pozostawał zupełnie sam w konfrontacji ze Złym. Często z pomocą przychodził mu Jezus, przeganiał diabelską sforę i troskliwie układał poturbowanego zakonnika w łóżku. Jednak najwierniejszym przyjacielem, nie tylko w tych trudnych chwilach, ale w całym życiu Świętego, był Anioł Stróż. Ojciec Eusebio, który opiekował się Stygmatykiem w latach 1961-1965 tak pisał: „[Anioł Stróż] rozpoczął swoją pracę wcześnie, kiedy Ojciec Pio był jeszcze chłopcem. Przyjął wygląd innego dziecka i stał się dla niego widzialny. Później (…) o. Pio nazwie swojego Anioła Stróża «towarzyszem mego dzieciństwa». To określenie ujawnia zażyłą przyjaźń między braciszkiem a jego ukochanym Aniołem. Towarzysz nie jest osobą, którą widzisz sporadycznie, lecz osobą, którą widzisz często i z którą jesteś w przyjaźni„. Nie zawsze było tak słodko jak pisał o. Eusebio, zdarzały się między nimi także niesnaski. Anioł Stróż niekiedy był krnąbrny i nieposłuszny. Oto jeden z zapisów wizji o. Pio: „Aniele Boga, mój Aniele… Czy troszczysz się o mnie?…. Czy jesteś stworzeniem Boga?… Albo jesteś stworzeniem Boga, albo Stwórcą? Jesteś stwórcą? Nie. Dlatego jesteś Bożym stworzeniem i masz prawa, które musisz przestrzegać… Musisz przebywać obok mnie, czy chcesz, czy nie… On się śmieje… Z czego tu się śmiać?”.

Anioł Stróż miał jeszcze jedną cechę, która być może jest czymś normalnym wśród istot, które doświadczyły wieczności, ale na ziemi rzadko bywa tolerowana. Niestety był na bakier z punktualnością. Jedną z takich sytuacji opisał o. Pio w liście do o. Agostino: „W sobotę myślałem, że naprawdę chcą mnie zabić. Nie wiedziałem, którego świętego błagać o pomoc. Zwróciłem się do mojego Anioła, lecz on celowo się spóźniał. W końcu przyleciał do mnie śpiewając Bogu hymny swoim anielskim głosem. Wtedy zdarzyło się to, co zwykle: ostro zganiłem go za jego zwłokę, kiedy tak żarliwie wołałem go o pomoc. Aby go ukarać umyślnie, nie stanąłem z nim twarzą w twarz, chcąc utrzymać go na dystans. Biedak w końcu zwrócił moją uwagę swym płaczem i kiedy stanąłem blisko przed nim zrozumiałem, że chciał mnie przeprosić„.

Anioł Stróż nie był może doskonały, ale trzeba przyznać, że wspierał Ojca Pio w najtrudniejszych chwilach, pomagał mu w walce z pokusami, bronił przed demonami. Niekiedy musiał uciekać się do bardzo przemyślnych forteli, aby oszukać wysłanników piekła.

Kiedy o. Pio przebywał w Pietrelcinie, utrzymywał jedynie korespondencyjny kontakt ze swoim kierownikiem duchowym. Te listy były często dla o. Pio jedynym źródłem wsparcia w duchowych rozterkach. Diabeł za wszelką cenę próbował przerwać ową „szkodliwą” działalność o. Agostino: „Ostatnio, kiedy otrzymałem Twój list – zwierzał się o. Pio – ci kozacy powiedzieli mi zanim go otworzyłem, abym go podarł i rzucił do ognia. Gdybym to zrobił, oni rzekomo odsunęliby się na dobre i nigdy nie męczyliby mnie więcej. Pozostałem niemy, nie dałem im jakiejkolwiek odpowiedzi, chociaż gardziłem nimi w mym sercu. Wówczas oni dodali: »chcemy tego po prostu jako warunku naszego odwrotu. Czyniąc to nie okażesz nikomu pogardy«. Odpowiedziałem im, że nic nie byłoby w stanie mnie skłonić do zmiany mego zamiaru. Wówczas rzucili się na mnie jak zgraja wygłodniałych wilków„, pisze w swoich listach. Diabły pilnie śledziły, co też o. Pio o nich wypisuje. Próbowały go nakłonić, aby o nich nie wspominał, sugerowały, żeby opisywał tylko te „najprzyjemniejsze wizyty”, czyli odwiedziny Jezusa i Maryi. Sami woleli pozostawać w cieniu, aby w ten sposób uśpić czujność kierownika duchowego. Kiedy to nie pomagało, niszczyły korespondencję – w kopertach były czyste kartki lub całkowicie poplamione. Ku zdziwieniu proboszcza z Pietrelciny, który był świadkiem owych wypadków, o. Pio zawsze znajdował sposób, żeby je odczytać. Kładł na nich krzyż lub kropił wodą święconą, a wtedy ich oczom ukazywało się zamazane pismo. Co więcej zdarzało się, że zakonnik wiedział, o czym pisał o. Agostino, pomimo że kartki były czyste. Nie był to dar jasnowidzenia, to Anioł Stróż dyktował swemu podopiecznemu niewidoczną treść listu.

Innym razem o. Agostino postanowił poddać próbie zarówno o. Pio, jak i samego diabła. Wysłał list po francusku. Diabeł- zgodnie z przypuszczeniem o. Agostino – ponoć nie znosi tego języka, więc trzymał się z dala od korespondencji. Marna to była pociecha, ponieważ o. Pio znał tylko swój ojczysty język. Po kilku dniach o. Agostino otrzymał jednak odpowiedź z Pietrelciny, napisaną po francusku ręką o. Pio. Jak się później okazało, Anioł Stróż był nie tylko obrońcą Stygmatyka, ale także jego osobistym tłumaczem.

Nowa strategia

W 1916 r. stan zdrowia o. Pio poprawił się na tyle, że mógł on znowu włączyć się w zakonne życie. Najpierw został wysłany do klasztoru w Fogii. Niestety nie przebywał tam zbyt długo, ponieważ w ślad za nim udał się „nicpoń”. Młodzi zakonnicy byli zatrwożeni odgłosami dochodzącymi z celi, gdzie zamieszkał o. Pio. Huki, piski, wrzaski nie pozwalały nikomu zasnąć. W końcu postanowiono pozbyć się problemu, wysyłając o. Pio do innego klasztoru. Wybór padł na San Giovanni Rotondo, gdzie, jak mówiono, łagodny klimat będzie bardziej odpowiedni dla schorowanego zakonnika.

Dwa lata później miało miejsce ważne wydarzenie. Ojciec Agostino opisał je w swoim dzienniku: „W 1918 r. szatan został definitywnie pokonany. Sługa Boży nie odczuwa więcej nawet najmniejszej pokusy. Teraz złość szatana wyładowuje się w zniszczeniu dzieła, które sługa Boży wykonuje„. Bezpośrednie ataki demonów stają się rzadsze, wzmaga się natomiast zamęt wokół osoby o. Pio. Pojawiają się opinie podważające świętość zakonnika z Pietrelciny, niektórzy twierdzą, że ma słabość do płci pięknej. Nawet jego bracia mieli widzieć, jak wpuszczał nocą do klasztoru jakieś kobiety. Podobne oskarżenia pojawiły się także kilkanaście lat później. Nie był już wtedy pierwszej młodości, ledwo chodził, lekarze dziwili się, że jeszcze żyje, ale to nie przeszkadzało w tym, żeby uznać go za rozpustnika. Inni widzieli w nim oszusta, który kwasem wypala sobie rany, licząc na sławę i rzecz oczywista pieniądze. Nawet ci, którzy w dobrej wierze starali się bronić zakonnika, przysparzali mu tyle samo problemów, co jego wrogowie. Złość i nienawiść diabła były tym większe, im bardziej oczywiste stawało się, kim dla ludzi był o. Pio. Diabłu nie chodziło jedynie o poniżenie Świętego, ale o odebranie tego, co dawał innym, o zniszczenie nadziei.

Kiedy okazało się, że ta nowa strategia była bezskuteczna, diabeł chwycił za najcięższą broń w swym arsenale. To doświadczenie święci nazywają pokusą rozpaczy. Diabeł przestał go nękać, ale był to raczej powód do niepokoju niż radości. Jak pisał wcześniej o. Pio: „Jeśli diabeł czyni zgiełk, to znak, że jest nadal poza nami, a nie w nas. To, co musi nas przerażać, to jego pokój i zgoda z duszą ludzką„. Tymczasem nie tylko diabeł „przestał się dobijać”, zamilkło także niebo. Ojciec Pio zaczął miewać skrupuły i wątpliwości. „Biedny Ojciec w żadnym czynie nie może mieć nie tylko pewności moralnej, ale nawet racjonalnego przypuszczenia, że działanie to podoba się Bogu” – zanotował w swym dzienniku o. Agostino. Ojciec Pio pisał: „żyję w wiecznej ciemności; ciemności są najgęściejsze. [...] są pewne chwile, kiedy jestem atakowany przez gwałtowne pokusy przeciw wierze. Jestem pewny, że moja wola nie podda się im, ale moja wyobraźnia ożywia się i ukazuje w tak jasnych kolorach pokusę, która błąka się w umyśle, że ta przedstawia grzech nie tylko jako coś obojętnego, ale nawet zachwycającego. Z tego rodzą się jeszcze te wszystkie myśli zniechęcenia, nieufności, rozpaczy, a nawet – na litość Boską- nie przeraź się, Ojcze – myśli bluźniercze. Wobec tak wielkiej walki ogarnia mnie paniczny lęk, drżę ciągle, zadaję gwałt samemu sobie i jestem pewny, że tylko dzięki łasce Pana Boga nie padam„. Był to rok 1928. Siedem lat później Ojciec w swym dzienniku odnotował: „Ta próba najprawdopodobniej będzie trwała aż do samej śmierci…„. W tych trudnych chwilach nie pomogła mu siła jego wiary, jego wola trwania przy Bogu. Jeżeli nie pogrążył się w rozpaczy to tylko dzięki posłuszeństwu. O. Agostino nie rozwiewał jego wątpliwości, nie próbował wyjaśniać mu, że jego skrupuły są bezpodstawne. Wiedział, że tak mu nie pomoże. Nakazał mu wierność Bogu, pod rygorem posłuszeństwa.

Aż do śmierci

„Nicpoń” nigdy nie opuścił o. Pio. Brat Alessio Parente, który opiekował się nim w ostatnich latach życia, opisał takie oto zdarzenie. Jak co wieczór po skończeniu swoich obowiązków udał się na spoczynek. Zaledwie wszedł do swojej celi, usłyszał dzwonek, którym o. Pio go przywoływał, gdy tylko zaszła taka potrzeba. Wrócił do celi Stygmatyka, zapytał się, co się stało, a ten tylko się uśmiechnął. Historia powtórzyła się kilkakrotnie. W końcu nie wytrzymał: „Ojcze, wołasz mnie tutaj, lecz kiedy przybywam, zamiast powiedzieć mi, czego chcesz, uśmiechasz się po prostu do mnie. Jeśli mi nie pozwolisz spać, to ty będziesz tym, który będzie musiał pomagać mi jutro, a nie ja tobie”. Ojciec Pio, uśmiechnął się ponownie i odpowiedział: „Proszę cię, mój synu, zechciej spać na tym krześle, tu obok mnie, gdyż ci nikczemnicy nie opuszczają mnie dziś w nocy nawet na chwilę”. Brat Alessio został przy nim. Diabły się nie pojawiły, być może przyszedł spóźniony Anioł Stróż, ale o tym wiedział tylko o. Pio.

Marcin Jakubionek

http://www.katolik.pl/

Firmy farmaceutyczne zwolnione od odpowiedzialności przez Rząd USA

Rząd USA zapewnił immunitet firmom farmaceutycznym, produkującym szczepionki przeciw grypie : Baxter i Novartis (Novartis odpowiedzialna jest za zgon 21 bezdomnych w Grudziądzu po przeprowadzonych na nich testach szczepionki przeciw ptasiej grypie) na wypadek powikłań lub zgonów wskutek podania nowych szczepionek na świńską grypę.

Od odpowiedzialności zostały również zwolnione firmy produkujące leki wspomagające leczenie grypy : Bayer (producent preparatu Tamiflu) i Glaxo Smith Kline (producent preparatu Relenza).

Oznacza to, że nie będzie można pociągnąć do odpowiedzialności żadnej z tych firm, za ew. śmierć ludzi i powikłania zdrowotne. Nie będzie można im wytoczyć procesów o odszkodowania, i to wszystko ma miejsce zanim szczepionki w ogóle trafiły na rynek.

Takie posunięcie można tłumaczyć chyba tylko tym, że zarówno rządy jak i koncerny wiedzą, że będzie duża śmiertelność u osób, którym poda się szczepionkę…

Na zwolnienie firm farmaceutycznych z odpowiedzialności w szczególnych wypadkach pozwala Amerykanom akt prawny z 2006 roku Public Readiness i Emergency Preparedness Act (PREP Act).

http://www.pro-life.org.pl

Czym jest Biała Armia?

Biała Armia posiada status Świeckiego Stowarzyszenia Wiernych, zgodnie z kanonem 215 Kodeksu Prawa Kanonicznego i Notą Duszpasterską Komisji Episkopatu do Spraw Apostolatu Świeckich (Konferencja Episkopatu Włoch, nr 5 (Enchiridion CEI EDB vol. III n. 591).

Została założona w 1973 roku przez kapucyna, Ojca Andreę d’Ascania, z woli świętego Ojca Pio z padre_papa_vescovo Idąc za nauczaniem Sługi Bożego Jana Pawła II, Biała Armia zaangażowała się w obronę życiaPietrelciny ze zgromadzenia Kapucynów i z woli Sługi Bożego Ojcia Pio Delle Piane, ze zgromadzenia Braci Najmniejszych Świętego Franciszka z Paoli (Minimitów). Byli oni duchowymi kierownikami Ojca Andrei.

Głównym celem Białej Armii jest troska o życie duchowe dzieci poprzez akt poświęcenia się dzieci Bogu Ojcu przez Maryję, poprzez przygotowanie dzieci do Komunii Świętej w wieku używania rozumu i poprzez tworzenie grup modlitewnych dzieci zwanych Gniazdami Modlitwy.

Idąc za nauczaniem Sługi Bożego Jana Pawła II, Biała Armia zaangażowała się w obronę życia, podejmując inicjatywę pochówku dzieci zabitych przez aborcję – najpierw w Akwili (Abruzja, Włochy), a następnie w całym świecie. Pogłębiając znajomość encykliki Dives in Misericordia, Biała Armia włącza się ewangelizację i działalność misyjną, przede wszystkim w krajach Europy Wschodniej i w Ameryce, aby świat poznał Miłosierne Oblicze Boga Ojca. W duchu Świętego Ludwika Marii Grignon de Monfort Biała Armia przypomina o wartości cierpienia („Pomoc dla cierpiącej ludzkości”), pomaga ubogim i opuszczonym. Wspomaga także budowę i restaurację kościołów, podejmuje również inne inicjatywy apostolskie.

Celem niniejszej strony internetowej jest dostarczenie informacji na temat Białej Armii: czym jest, jaki duch ją ożywia, jaki jest jej eklezjalny charakter, co udało się jej dotychczas zrealizować i co realizować zamierza.

http://www.armatabianca.org

Nie wynaturzać słowa Chrystusa

Przed dostosowywaniem słowa Chrystusa do aktualnej mody, wynaturzającego jego sens i wartość przestrzegł Benedykt XVI podczas dzisiejszej modlitwy Anioł Pański w Castel Gandolfo. Papież zwracając się do Polaków wezwał do modlitwy za kapłanów, aby „świadectwem swego życia umacniali wiarę wątpiących”.

Drodzy bracia i siostry!

Jak widzicie, ręka wolna jest od gipsu, ale jeszcze nieco leniwa. Muszę jeszcze trochę pobyć w szkole cierpliwości. Od kilku niedziel liturgia podaje nam pod rozwagę rozdział szósty Ewangelii Jana, w którym Jezus występuje jako „chleb żywy, który zstąpił z nieba” i dodaje: „Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6, 51). Żydom, którzy sprzeczali się między sobą mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało do spożycia?” (w. 52), Jezus odpowiada: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (w. 53). Dziś, w 21 niedzielę zwykłą, rozważamy ostatnią część tego rozdziału, w którym czwarty Ewangelista opisuje reakcję ludzi i samych uczniów, zgorszonych słowami Pana, do tego stopnia, że którzy szli za Nim do tej pory, zawołało: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (w. 60). Od tego momentu „wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (w. 66). Jezus nie osłabia jednak swoich słów, owszem, zwracając się wprost do Dwunastu powiada: „Czyż i wy chcecie odejść?” (w. 67).

To prowokacyjne pytanie nie jest skierowane wyłącznie do ówczesnych słuchaczy, ale także do wierzących i ludzi każdej epoki. Dziś również niemało jest tych, którzy są „zgorszeni” paradoksem wiary chrześcijańskiej. Nauczanie Jezusa wydaje się „trudne”, zbyt trudne do przyjęcia i wprowadzenia w czyn. Są więc tacy, którzy je odrzucają i opuszczają Chrystusa; są tacy, którzy starają się „dostosować” Jego słowo aktualnej mody, wynaturzając jego sens i wartość. „Czyż i wy chcecie odejść?” Ta budząca niepokój prowokacja rozbrzmiewa w naszym sercu i oczekuje od każdego osobistej odpowiedzi. Jezus bowiem nie zadowala się powierzchowną i formalną przynależnością, nie wystarcza Mu pierwsze i entuzjastyczne przylgnięcie; przeciwnie, należy przez całe życie należeć „do Jego myślenia i do Jego woli”. Podążanie za Nim napełnia radością i nadaje pełny sens naszej egzystencji, pociąga jednak za sobą trudności i wyrzeczenia, albowiem bardzo często trzeba iść pod prąd.

„Czyż i wy chcecie odejść?” Na to pytanie Jezusa Piotr odpowiada w imieniu Apostołów: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (w. 68-69). Drodzy bracia i siostry, i my możemy powtórzyć odpowiedź Piotra, świadomi oczywiście własnej ludzkiej kruchości, jednakże ufni w moc Ducha Świętego, która wyraża się i ukazuje w jedności z Jezusem. Wiara jest darem Boga dla człowieka, a jednocześnie jest wolnym i całkowitym zawierzeniem się człowieka Bogu; wiara jest uległym słuchaniem słowa Pana, które jest „lampą” dla naszych kroków i „światłem” na naszej ścieżce (por. Ps 119, 105). Jeśli z ufnością otworzymy serce na Chrystusa, jeśli pozwolimy się Jemu zdobyć, możemy doświadczyć i my, wraz ze św. Proboszczem z Ars, że „naszym jedynym szczęściem na tej ziemi jest miłować Boga i wiedzieć, że i On nas miłuje”. Prośmy Maryję Pannę, by utrzymywała zawsze rozbudzoną w nas tę wiarę przesycona miłością, która uczyniła z Niej, pokornej dziewczynki z Nazaretu, Matkę Bożą oraz matkę i wzór dla wszystkich wierzących.

Po modlitwie Anioł Pański:

(po polsku) Witam Polaków. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus mówi do swoich uczniów: „pośród was są tacy, którzy nie wierzą” (J 6, 64). W Roku Kapłańskim prośmy w modlitwie, by kapłani, którzy wzorem Piotra i Apostołów uwierzyli i poznali, że Chrystus jest Świętym Boga (por. J 6, 69), świadectwem swego życia umacniali wiarę wątpiących. Niech wszyscy dzięki ich posłudze doznają łaski nawrócenia i odnowy ducha. Życzę wszystkim dobrej niedzieli.

(po włosku) Dziś rozpoczęła się w Rimini XXX edycja Mityngu Przyjaźni Między Narodami, której temat brzmi: „Poznanie zawsze jest wydarzeniem”. Kierując serdeczne pozdrowienie do wszystkich, którzy biorą udział w tym znaczącym spotkaniu, życzę, ażeby stało się ono cenną okazją do zrozumienia, że „poznanie nie jest aktem tylko materialnym, ponieważ… w każdym poznaniu i w każdym akcie miłości dusza człowieka doświadcza czegoś «więcej», co podobne jest bardzo do otrzymanego daru, do wyżyn, do których czujemy się podniesieni” (Encyklika Caritas in Veritate, n. 77).

http://info.wiara.pl

Warszawa: Akademia Rodziny zaprasza

Rusza nabór do Akademii Rodziny, która działać będzie w Józefowie pod Warszawą. To roczne studium przeznaczone dla całych rodzin. Obejmuje 10 spotkań sobotnich poświęconych tematyce budowania relacji małżeńskich oraz wychowywania dzieci. Akademia Rodziny jest ofertą dla młodych małżeństw, do 10 lat stażu, które chcą umacniać wzajemne relacje.

Wśród omawianych tematów znajdą się m.in. wpływ dzieciństwa na życie w małżeństwie, etyka życia małżeńskiego i rodzinnego, relacje interpersonalne czy organizacja czasu w rodzinie. Akademia powstała z inicjatywy Mirosławy i Pawła Kwasów, pod duchową opieką ojców: o. Mirosława Żabnickiego i o. Arkadiusza Sosny z Ruchu Szensztackiego. Szczegółowe informacje znaleźć można na stronie www.akademia-rodziny.pl.

R. Łączny, kai
http://www.oecumene.radiovaticana.org

http://www.akademia-rodziny.pl

„Pastores” o spowiedzi księdza

„Wiedzieć, czym jest spowiedź i uczyć innych spowiadać, to jedno, a spowiadać się samemu to drugie” – mówi o. Roman Hinz, kapucyn. Właśnie sprawie spowiedzi księdza został przede wszystkim poświęcony letni numer kwartalnika Pastores z 2009 roku. Zdaniem autorów świadectw, rozważań i artykułów sprawa stawania w prawdzie i takiego wyznawania grzechów, które staje się wyznaniem wiary w moc Jezusa Chrystusa stanowi wyzwanie na całe życie i stanowi istotny wymiar przeżywania swego powołania.

Ks. Robert Skrzypczak przywołuje postawę św. Pawła, którego spowiedź przybrała „postać publicznego rozliczenia się z sobą oraz świadectwa o tym, co Bóg zdziałał w jego życiu”. Apostoł narodów wyznał Koryntianom: „Jestem [...] niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży” (1 Kor 15, 9-10). Dar nawrócenia, który otrzymał od Boga, był dla jego słuchaczy niejako ilustracją tego, co daje przyjęcie Ewangelii.

Natomiast Krzysztof Wons SDS zachęca, aby „zatrzymać się przy «spowiedzi» św. Piotra, która okazała się przełomowa dla jego powołania” i zauważa, że „jego droga do «konfesjonału» jest długa, a «spowiedź» niespodziewana”. Piotrowe wyznanie: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” ( Łk 5, 8-10) nie było niczym innym jak ujawnieniem lęku przed własną słabością, który sprawiał trwanie w samotności i zajmowanie się sobą. Wyzwalające jednak okazało się słowo Jezusa: „Wypłyń na głębię”.

kp/ Pastores
http://www.oecumene.radiovaticana.org

Irak skąpany we krwi

Irakijczycy tracą resztki nadziei – ostrzegają tamtejsi biskupi po ostatnich, najbardziej krwawych w tym roku zamachach w Iraku. Zginęło w nich niemal 100 osób, a 450 zostało rannych. Jedna z bomb poważnie uszkodziła też kościół Matki Bożej Fatimskiej w Bagdadzie. Jak powiedział Radiu Watykańskiemu bp Shlemon Warduni z Bagdadu, Irakijczycy są zrozpaczeni.

„Sami nie wiemy, co o tym myśleć – powiedział iracki biskup. Chyba piekło zstąpiło na ziemię, bo przecież ludzie, którzy dokonują tych zamachów są przyjaciółmi diabła. Patrzymy w niebo i pytamy się: Dlaczego? Mówimy: Ty odkupiłeś nas krwią swego Syna, ale dlaczego dopuszczasz to wszystko? Ginie tylu niewinnych ludzi, dzieci, kobiet, młodych, którzy tu chcieli budować swoją przyszłość… I nawet nie znamy przyczyn tego wszystkiego. Ci, którzy dokonali tych zamachów byli dobrze przygotowani i zorganizowani. A co robi ONZ, co robią wielkie państwa, aby powstrzymać terrorystów? Co robią państwa produkujące broń? Czy nie stoją za tymi zamachami? Skąd pochodzą te bomby? Ktoś je przecież produkuje i ktoś je sprzedaje” – zapelował bp Shlemon Warduni.

Jak podaje rozmówca, zamachy z 19 i 20 sierpnia kompletnie sparaliżowały życie w stolicy Iraku. „Ludzie boją się wyjść do pracy, do szkoły, a nawet do kościoła. Irakijczycy chcieliby żyć normalnie, ale nie mogą budować swego życia w próżni” – dodaje pomocniczy biskup chaldejskiego patriarchatu Babilonii.

kb/ rv, cns
http://www.oecumene.radiovaticana.org

WIZY DLA DUCHOWIEŃSTWA I SIÓSTR ZAKONNYCH PRZEDŁUŻONE

Rada Ministrów Ukrainy wydała uchwałę o przedłużeniu ważności wiz dla obcokrajowców, którzy w sprawach religijnych przybyli do danego kraju. Poinformowało o tym dnia 7 sierpnia br. biuro prasowe Państwowego Komitetu ds. Wyznań i Mniejszości Narodowych.

Trudności z pobytem na Ukrainie dla osób duchownych pojawiły się w grudniu 2008 r. po tym, jak rząd wprowadził nowe przepisy wizowe dla obywateli z poza granic Ukrainy.

Dnia 29 lipca br. odbyło się w Kijowie spotkanie Metropolity Lwowa – arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego, przewodniczącego Konferencji Rzymskokatolickiego Episkopatu Ukrainy, z panią premier Julią Tymoszenko. Spotkanie dotyczyło przedłużenia wiz oraz wydawanie wiz długoterminowych dla przybywających z zagranicy kapłanów i sióstr zakonnych. Dotychczas duchowni z Polski i z innych krajów mieli trudności z pobytem w tym kraju, gdyż otrzymywali wizy tylko na 180 dni i w lipcu br. powinni byliby opuścić terytorium Ukrainy. Julia Tymoszenko zapewniła hierarchę, że dołoży wszelkich starań, by duchowni nie napotykali trudności w uzyskiwaniu wiz długoterminowych.

Premier dotrzymała danego słowa. Po tygodniu na kolejnym posiedzeniu Rady Ministrów sprawa ta została pozytywnie rozpatrzona. Wizy dla kapłanów i sióstr zakonnych przedłużono do 360 dni.

Konstanty CZAWAGA
REDAKCJA WIADOMOŚCI PORTALU

http://www.rkc.lviv.ua

ABP M. MOKRZYCKI SPOTKAŁ SIĘ Z PATRIARCHĄ CYRYLEM

Metropolita lwowski obrządku łacińskiego abp Mieczysław Mokrzycki spotkał się w Kijowie z przebywającym na Ukrainie prawosławnym patriarchą Moskwy i Wszechrusi Cyrylem.

– Na zaproszenie patriarchy miałem możliwość uczestniczenia w jego pielgrzymce duchowej na Ukrainę – powiedział abp Mokrzycki. Uczestniczył on 27 lipca w nabożeństwie na Wzgórzu św. Włodzimierza, a następnego dnia w Świętej Liturgii odprawionej przez zwierzchnika Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w Ławrze Pieczerskiej.

Po liturgii abp Mokrzycki obecny był na wspólnym obiedzie, po którym odbył krótką rozmowę z Cyrylem I. – Patriarcha wyraził wdzięczność za moją obecność, za obecność Kościoła Rzymskokatolickiego w jego duchowej pielgrzymce na terenie Ukrainy. Podziękował nam za dobrą współpracę i zrozumienie obu Kościołów, Kościoła prawosławnego i Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie – ujawnił przewodniczący Konferencji Episkopatu Rzymskokatolickiego Ukrainy.

Konstanty CZAWAGA
REDAKCJA WIADOMOŚCI PORTALU

http://www.rkc.lviv.ua

Francja: Wniebowzięcie w sanktuariach maryjnych

Wniebowzięcie NMP było 15 sierpnia uroczyście obchodzone w sanktuariach maryjnych Francji. Wierni oddali cześć Maryi m.in. w Lourdes, La Salette, Lorient oraz w Paryżu.

Oprócz Lourdes, które tradycyjnie było centrum dzisiejszego święta, także inne sanktuaria zgromadziły dzisiaj tysiące pielgrzymów. W alpejskim La Salette, niedaleko Grenoble, obchody Wniebowzięcia Matki Bożej trwały dwa dni, a ich ukoronowaniem była Msza św. odprawiona w miejscu, gdzie w 1846 r. Matka Boża ukazała się dwojgu dzieciom. W bretońskim mieście Lorient, które od 1746 r. jest poświęcone Matce Bożej Zwycięskiej, obchody uroczystości Wniebowzięcia są połączone z błogosławieństwem statków. W Paryżu, mieście, którego patronką jest Matka Boża, obchody uroczystości Wniebowzięcia trwały trzy dni. Srebrna figura Matki Bożej z paryskiej katedry Notre-Dame była dwa razy niesiona w procesji. Pierwsza procesja odbyła się na Sekwanie, na statkach, które w piątek wieczorem opłynęły wyspę św. Ludwika, zaś druga procesja przeszła dzisiaj rano ulicami miasta. Dziś wieczorem, uroczystości zakończy przedstawienie pod tytułem „Raduj się, Maryjo”, które odbędzie się na placu przed katedrą Notre-Dame.

http://info.wiara.pl