Miesięczne archiwum: Czerwiec 2010

Nowenna zawierzenia Najświętszemu Sercu Jezusa

Nowenna zawierzenia Najświętszemu Sercu Jezusa

Najświętsze Serce Jezusa ufam Tobie - O, Panie, Jezu Chryste, Twojemu Najświętszemu Sercu powierzam tę intencję (tutaj należy wyrazić prośbę). Spójrz tylko na mnie i uczyń to, do czego skłania Cię Twoje Serce... Niech Twoje Njświętsze Serce zadecyduje... Liczę na Nie... Pokładam w Nim ufność... Rzucam się w Jego Miłosierdzie. Panie Jezu, Ty mnie nie zawiedziesz. Najświętsze Serce Jezusa, ufam Tobie. Najświętsze Serce Jezusa, wierzę w Twoją Miłość do mnie. Najświętsze Serce Jezusa, przyj Królestwo Twoje. O, Najświętsze Serce Jezusa, proszę o wiele łask, lecz najbardziej żarliwie błagam o tę. Weź ją, umieść w Twoim Najświętszym Sercu. Kiedy Ojciec Przedwieczny zobaczy ją pokrytą Twą Drogocenną Krwią, nie odrzuci jej. Nie będzie to już moja prośba, ale Twoja, o Jezu. O, Najświętsze Serce Jezusa, pokładam ufność w Tobie. Niech nigdy ine doznam zawodu. Amen. O, Panie, Jezu Chryste, Twojemu Najświętszemu Sercu powierzam tę intencję (tutaj należy wyrazić prośbę).

Spójrz tylko na mnie i uczyń to, do czego skłania Cię Twoje Serce…

Niech Twoje Najświętsze Serce zadecyduje…

Liczę na Nie…

Pokładam w Nim ufność…

Rzucam się w Jego Miłosierdzie.

Panie Jezu, Ty mnie nie zawiedziesz. Najświętsze Serce Jezusa, ufam Tobie. Najświętsze Serce Jezusa, wierzę w Twoją Miłość do mnie. Najświętsze Serce Jezusa, przyjdź Królestwo Twoje. O, Najświętsze Serce Jezusa, proszę o wiele łask, lecz najbardziej żarliwie błagam o tę. Weź ją, umieść w Twoim Najświętszym Sercu. Kiedy Ojciec Przedwieczny zobaczy ją pokrytą Twą Drogocenną Krwią, nie odrzuci jej. Nie będzie to już moja prośba, ale Twoja, o Jezu. O, Najświętsze Serce Jezusa, pokładam ufność w Tobie. Niech nigdy nie doznam zawodu. Amen.

http://www.przyjazn.alleluja.pl

  • Dlaczego świętujemy Wielkanoc w innym czasie niż Kościół prawosławny?…
  • Niektóre błędy rodziców
  • Czytając Benedykta – pierwsze wrażenia po lekturze encykliki „Caritas in veritate”
  • Bóg mówi: nie cudzołóż!
  • 26 lipca Święci Anna i Joachim, rodzice Najświętszej Maryi Panny
  • Dla poszukujących miłości – Gdy zostałeś porzucony – przeczytaj to pomoże Ci przetrwać
  • List Benedykta XVI na Rok Kapłański
  • ENCYKLIKA CARITAS IN VERITATE OJCA ŚWIĘTEGO BENEDYKTA XVI
  • II RZESZOWSKA DIECEZJALNA PIELGRZYMKA PIESZA DO LWOWA

    II RZESZOWSKA DIECEZJALNA PIELGRZYMKA PIESZA DO LWOWA odbędzie się w dniach 25 – 29 CZERWCA 2010 R.

    Hasło II Pielgrzymki Pieszej do Lwowa:

    Nie lękajcie się ! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi !
    Jan Paweł II

    W centrum każdego dnia naszego pielgrzymowania jest Msza Święta odprawiana zazwyczaj rano. Pielgrzymka ma charakter wyłącznie pokutno – religijny. W drodze modlimy się wspólnie, śpiewem godzinek , odmawiamy modlitwę różańcową, koronkę do Bożego Miłosierdzia, słuchamy konferencji, bierzemy udział w dyskusjach religijnych. Sami jesteśmy organizatorami dnia pielgrzymkowego.

    Pielgrzymka wyrusza dnia 25 czerwca 2010 r. po Mszy Świętej która zostanie odprawiona o godz. 6.00 w kościele parafialnym Św. Rocha w Rzeszowie, ul. Paderewskiego 69.

    Trasa Pielgrzymki;
    25.06. Piątek: Rzeszów – Borek Stary Klasztor – Borek Nowy – Błażowa – Futoma – Dynów ( 35km.)
    26.06. Sobota: Dynów – Siedliska – Huta Poręby – Lipa – Leszczawka – Kuźmina ( 37km.)
    27.06. Niedziela: Kuźmina – Rozpucie – Zawadka – Leszczowate – Brzegi Dolne – Jasień ( 34km.)
    28.06. Poniedziałek: Przejazd autokarem z Jasienia przez Chyrów, Sambor, Rudki do Lwowa.
    29.06. Wtorek: Lwów. W godzinach popołudniowych powrót przez przejście graniczne Korczowa do Rzeszowa z możliwością zatrzymania się na trasie powrotnej.

    Przed wyruszeniem na trasę Pielgrzymki należy zapoznać się z obowiązującym regulaminem.
    Organizatorzy zapewniają noclegi, transport głównego bagażu, podstawową opiekę medyczną, wyżywienie w zakresie chleb i herbatę, (poczęstunek od życzliwych gospodarzy na trasie)
    Wiek pielgrzyma określono od 5 do 65 lat. Dzieci do 16 lat i osoby powyżej 65-tego roku życia mogą wziąć udział jedynie z opiekunem. Niepełnoletni muszą mieć zgodę rodziców. Z uwagi na duży stopień trudności w pielgrzymce mogą wziąć udział jedynie osoby o dobrej kondycji fizycznej.
    Wykluczone są zapisy osób poważnie chorych ( np. wada serca, cukrzyca, choroby nowotworowe, psychiczne, itp.)

    Na Pielgrzymkę należy obowiązkowo zabrać ze sobą ważny paszport.

    Zapisy przyjmowane będą w Domu Parafialnym przy Kościele św. Rocha Rzeszów – Słocina, ul. Paderewskiego 69 , w dniach od 17 do 19 maja 2010 r. w godzinach 16.oo – 19.oo ( po uprzednim zapoznaniu się z regulaminem, wypełnieniu i podpisaniu formularza zgłoszeniowego).
    Ilość Pielgrzymów w Pielgrzymce ograniczona.
    Koszt wpisowego 50,00 zł. + koszt autokaru i przejazdu 50,00 zł. + opłata za nocleg we Lwowie.

    Informacje telefoniczne: od poniedziałku do piątku w godz. 15.3o – 17.3o
    Nr . Tel. 17- 85 71 870 lub Nr . Tel. 504 937 250

    Portal Diecezji Rzeszowskiej | Króluj nam Chryste!

    Strona Stowarzyszenia Papaboys w Polsce

    Afryka: Walka z handlem ludźmi

    „Handel towarem ludzkim jest w regionie Afryki Południowej zjawiskiem niezwykle złożonym, odzwierciedlającym całe spektrum czynników, spośród których najważniejsze to: ubóstwo, kryzys gospodarczy, konflikty i popyt na tanią siłę roboczą. Dokładna liczba ofiar tego procederu nie jest nieznana, ponieważ nie istnieją żadne dane statystyczne odnośnie tego zjawiska” – czytamy w oświadczeniu Regionalnej Konferencji Biskupów Afryki Południowej (IMBISA).

    Organizacja zrzesza konferencje biskupów Angoli, Sao Tome, Botswany, RPA, Swazilandu, Lesotho, Mozambiku, Namibii i Zimbabwe.

    Autorzy dokumentu podkreślili, iż rządy poszczególnych państw, mimo iż posiadają wiedzę na temat problemu, walki z nim nie umieszczają na liście swoich priorytetów, ponieważ większość rządów nie dysponuje ani zasobami ludzkimi, ani finansowymi, żeby problem rozwiązać.

    Biskupi IMBISA wyrazili zaniepokojenie groźbą eskalacji zjawiska przed zbliżającymi się Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. „Wśród ofiar handlarzy ludzkim towarem znajdą się z pewnością młode kobiety i dziewczęta, którym agitatorzy zaproponują «uczciwą» pracę w charakterze hostess lub przewodników”, napisali uczestnicy konferencji na temat handlu ludźmi, którą IMBISA zorganizowała w dniach od 18 do 19 maja w Johannesburgu.

    Konferencja ma zwrócić uwagę całego świata na dramat kobiet i dzieci, które są wywożone nielegalnie z Mozambiku: każdego tygodnia kraj ten opuszcza 300 osób. Podczas spotkania podkreślono szczególną rolę Kościoła katolickiego, który nie ustaje w wysiłkach na płaszczyźnie edukacyjnej i informacyjnej oraz bezpośredniej walki z tym procederem.

    Uczestnicy konferencji podjęli decyzję o utworzeniu w poszczególnych krajach grup roboczych, zajmujących się dokładnym badaniem zjawiska, identyfikacją potencjalnych i rzeczywistych ofiar, rozbudową systemu opieki i prewencji oraz kampanią informacyjną i edukacyjną, skierowaną do grup wysokiego ryzyka.

    Fides, 24/05/2010
    tłum. U. Siniarska

    Pallotyński Sekretariat Misyjny

    Strona Stowarzyszenia Papaboys w Polsce

    Benedykt XVI na Cyprze: spotkanie ekumeniczne w Pafos

    Z lotniska Papież udał się do Pafos, a dokładniej do niewielkiego kościoła Agia Kiriaki Chrysopolitissa z XIII w., który wznosi się na ruinach bazyliki bizantyjskiej z IV w. Świątynia ta należy do Cerkwi prawosławnej, jednak od 1987 r., z woli ówczesnego biskupa Pafos, a dziś zwierzchnika Cerkwi w tym kraju, Chryzostoma II, jest ona również udostępniana katolikom i anglikanom. Wokół świątyni znajduje się teren wykopalisk archeologicznych, wśród których są także pamiątki po pobycie na wyspie św. Pawła. Tam też zgromadzili się oczekujący Papieża wierni, zarówno katolicy, jak i prawosławni. Pierwszy etap papieskiej podróży na Cypr miał bowiem charakter ekumeniczny. Benedykt XVI rozpoczął swą wizytę w tym historycznym kościele od modlitwy przed ikonostasem. Towarzyszyła mu grupa kapłanów i sióstr klauzurowych. Następnie przed świątynią odbyło się ekumeniczne nabożeństwo, którego kanwą była lektura fragmentu z Dziejów Apostolskich, opowiadającego o wizycie św. Pawła na Cyprze.

    „Papieżu Benedykcie z pradawnego Rzymu, witaj w pierwszym Kościele nawróconych z pogaństwa” – powiedział na powitanie abp Chryzostom. Zwierzchnik cypryjskiej Cerkwi przypomniał, że to właśnie tu, w tym mieście Ewangelia była głoszona poganom, Paweł zdziałał pierwszy cud i ochrzczony został pierwszy Europejczyk. Prawosławny hierarcha ani słowem nie wspomniał o kwestiach ekumenicznych. Większość przemówienia poświęcił sytuacji wyspy po inwazji tureckiej w 1974 r. „Cypr i tutejszy Kościół przeżywają najtrudniejsze chwile w swej historii – powiedział. – Turcja, która barbarzyńsko nas zaatakowała, okupuje 37 procent naszego terytorium i tolerowana przez tak zwany cywilizowany świat, kontynuuje realizację swych planów, dążących do aneksji najpierw terytoriów okupowanych, a następnie całego Cypru”. Chryzostom II zarzucił też Turcji przeprowadzanie czystek etnicznych, kolonizację terytoriów okupowanych, a także rozprzedawanie i niszczenie chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego na Cyprze.

    Papież rozpoczął przemówienie po grecku, a następnie kontynuował po angielsku. Język ten jest tam dobrze znany, aż do 1959 r. Cypr bowiem należał do Wielkiej Brytanii. Benedykt XVI zwrócił uwagę na wymowę miejsca, w którym odbywa się ta ekumeniczna liturgia. To właśnie tu – powiedział – Paweł, Barnaba i Marek, na początku pierwszej podróży misyjnej, głosili Ewangelię w obecności rzymskiego prokonsula Sergiusza Pawła.

    „A zatem to z tego miejsca przesłanie Ewangelii zaczęło się szerzyć po Imperium, a Kościół, oparty na przepowiadaniu apostolskim, mógł się zakorzenić w całym znanym wówczas świecie – powiedział Benedykt XVI. – Kościół na Cyprze słusznie może być dumny z tych bezpośrednich związków z przepowiadaniem Pawła, Barnaby i Marka, a także z komunii w wierze apostolskiej, łączącej go z wszystkimi Kościołami, które zachowują tę samą regułę wiary. To właśnie ta wspólnota, realna, choć niedoskonała, już nas łączy i przynagla nas do przezwyciężenia podziałów oraz odtworzenia owej pełnej widzialnej jedności, której Bóg pragnie dla wszystkich swych naśladowców”.

    Papież wspomniał też o wielkich osiągnięciach ruchu ekumenicznego, zainicjowanego przed stu laty Konferencją Misyjną w Edynburgu. „Możemy dziękować Bogu za to, że w ostatnich dziesięcioleciach udało się nam na nowo odkryć wspólne dziedzictwo apostolskie Wschodu i Zachodu, a dzięki cierpliwemu i szczeremu dialogowi znaleźć drogi, na których zbliżamy się do siebie, przezwyciężamy kontrowersje z przeszłości i dążymy do lepszej przyszłości” – powiedział Benedykt XVI.

    „Kościół na Cyprze, który stanowi pomost między Wschodem i Zachodem, znacznie przyczynił się do tego procesu pojednania – zauważył Papież. – Na drodze do pełnej jedności z pewnością nie będzie brakowało przeszkód. Jednakże zarówno Kościół katolicki, jak i Kościół prawosławny na Cyprze, są zdecydowane iść naprzód po drodze dialogu i bratniej współpracy. Niech Duch Święty oświeci nasze umysły i umocni naszą wolę, abyśmy razem mogli nieść przesłanie zbawienia ludziom naszych czasów, którzy pragną prawdy, dającej autentyczną wolność i zbawienie. Tą prawdą jest Jezus Chrystus”.

    Benedykt XVI zaznaczył, że każdy chrześcijanin jest powołany do kontynuowania misji rozpoczętej przez apostołów. Wszyscy bowiem na mocy chrztu mają być świadkami Ewangelii. Umocnieniu tego świadectwa będzie służył Synod Biskupów dla Bliskiego Wschodu, na którym będą również obecni delegaci z niekatolickich Kościołów i wspólnot kościelnych.

    Nabożeństwo zakończyło się wspólnym odmówieniem modlitwy Ojcze nasz. Przed odjazdem Benedykt XVI poświęcił jeszcze tablicę pamiątkową, która znajdzie się w domu starców, otwartym przez miejscową wspólnotę katolicką. Z Pafos Papież udał się samochodem do oddalonej o 170 km Nikozji, gdzie znajduje się nuncjatura apostolska. Na czas podróży będzie ona papieską rezydencją.

    kb, rv

    Radio Watykańskie

    Strona Stowarzyszenia Papaboys w Polsce

    Moje dziecko nie chodzi do kościoła

    Z Barbarą Smolińską rozmawiał Roman Bielecki OP

    Jaka jest najczęstsza reakcja pobożnych rodziców, gdy słyszą od syna czy córki, że nie chcą chodzić do kościoła? „O mój Boże, to straszne”.

    Roman Bielecki OP: Czy można tak wychować dziecko, by któregoś dnia nie usłyszeć sakramentalnego: Nie idę więcej do kościoła! Nie kocham Boga!
    .
    Barbara Solińska: Myślę, że tak. Ale nie odbierałabym tego w kategoriach wielkiego sukcesu wychowawczego. To, że dziecko czy nastolatek nie porusza takich tematów, nie kwestionuje pewnych prawd, wcale nie oznacza, że ich nie przeżywa, że o nich nie myśli. Brak takiego komunikatu może być zaledwie dowodem na to, że dziecko boi się mieć inne zdanie niż rodzice. Albo jeszcze gorzej: nie czuje prawa do tego, żeby myśleć inaczej. Tak może się dziać w wypadku bardzo restrykcyjnego wychowania. Dziecko, które ma odwagę powiedzieć: „Nie idę więcej do kościoła” – nawet jeśli jego słowa nas zabolą – pokazuje, że daliśmy mu przestrzeń, w której może się swobodnie wypowiedzieć. A to chyba ważne.

    Rodzic, który słyszy od swojego dziecka, że ono nie chce chodzić do kościoła, jest niejednokrotnie przerażony. Myśli sobie: O Boże, moje dziecko będzie ateistą!

    To prawda. Ale takie myślenie pokazuje też prawdę o tych rodzicach, o ich głęboko skrywanych problemach. W dojrzałej wierze pytania, wątpliwości, kryzysy są naturalne. Rodzic, który tępi takie pytania u dzieci, chroni też siebie, obnaża własne lęki, pokazuje, że nie jest przygotowany do poważnej rozmowy.

    A mógłby się zachować inaczej?

    Oczywiście, że tak. Jaka jest najczęstsza reakcja pobożnych rodziców, gdy słyszą od syna czy córki, że nie chcą chodzić do kościoła? „O mój Boże, to straszne, to niemożliwe! Ty musisz chodzić do kościoła!”. A mogliby powiedzieć: „Usiądźmy i pogadajmy o tym. Jestem ciekawa, jako matka, dlaczego nie chcesz chodzić do kościoła”.

    Podam inny przykład: Każdy nastolatek w pewnym momencie mówi: „Nie będę chodził do szkoły!”. Co powie większość rodziców? „Jeśli nie będziesz chodzić do szkoły, to będziesz rowy kopać. Nie będziesz mieć dobrej pracy, zmarnujesz sobie życie. To jest okropne”.

    Czy coś z tego wynika? Nic, oprócz buntu wewnętrznego lub zewnętrznego. Takie reakcje są groźbą, straszeniem, przedstawianiem jakichś czarnych scenariuszy. A czego w nich brak? Postawienia pytania „dlaczego?”. Rodzic gotowy do rozmowy z własnym dzieckiem dowiedziałby się, że syn czy córka nie chce chodzić do szkoły, ponieważ miał właśnie jakiś zatarg z nauczycielem czy z kolegą i ta wyrażana przez niego kategoryczna niechęć jest tylko uogólnieniem, skargą na jakieś nieprzyjemne jednorazowe doświadczenie albo ciąg doświadczeń.

    Z kościołem bywa podobnie. Jeśli dziecko mówi, że nie będzie chodzić do kościoła, to znaczy, że ma jakiś problem. Że się nudzi w kościele, więc może trzeba pomyśleć o poszukaniu mszy dla młodzieży, a może nie chce chodzić do kościoła z całą rodziną w ramach utrwalonego rytuału, bo potrzebuje pewnej intymności, a może nie lubi księdza, który odprawia mszę o tej godzinie. Oczywiście może też przeżywać kryzys wiary. Przy każdej z tych przyczyn będziemy szukać innego rozwiązania. Załatwianie problemu kategorycznym nakazem nie jest w pewnym wieku najlepszym rozwiązaniem, bo nic z tego nie wynika. Można chodzić do kościoła dla świętego spokoju, żeby mama się nie denerwowała, żeby ojciec nie zawiesił kieszonkowego. Tylko czy w tym jest jakaś
    wartość?!

    W takim razie, do kiedy można stosować argument siłowy: „masz iść i koniec”, a od kiedy zacząć pytać: „a dlaczego”? W którym momencie zaczyna się to przejście na inny model rozmowy?

    Ja w ogóle jestem przeciwna argumentom siłowym, jeśli chodzi o wychowanie w wierze. Zamiast tego proponowałabym własny przykład, mówienie o Panu Bogu, Jego obecność w życiu rodzinnym.

    Dla małego dziecka bardzo ważne jest, by rodzice modlili się razem z nim. W wychowaniu religijnym wspólna codzienna modlitwa, która trwa 5 czy 10 minut, jest dużo ważniejsza niż pójście na mszę dla przedszkolaków. Jeśli jednak ta msza jest naturalnie wkomponowana w całość niedzieli, jest – tak jak spacer, obiad, zabawa czy wizyta u cioci – jednym z wydarzeń spędzonego wspólnie z rodzicami miłego dnia – nie wierzę, żeby jakiś pięcio- czy sześciolatek bardzo się buntował. Chyba, że serwujemy mu półtoragodzinną sumę, na której się zwyczajnie nudzi!

    Mam wrażenie, że wielu młodych rodziców przedwcześnie pozwala dzieciom wybierać. To absurdalne. Bo nie ma sensu pytać pięciolatka, czy chce iść do kościoła. Tak jak nie można małego dziecka zadręczać stale pytaniami, co chce zjeść na śniadanie, co chce na siebie włożyć. To błąd. Z tak wychowywanych dzieci wyrastają nastolatki i dorośli, którzy nie umieją dokonywać wyborów. Jeśli przedwcześnie pozwolimy wybierać, to dzieci czują się mało bezpiecznie w takim świecie.

    A co z nastolatkami?

    To szerokie pojęcie – „nastolatek”.

    Raczej trudno u jedenasto- czy dwunastolatka, który odmawia chodzenia do kościoła, mówić o jakimś poważnym kryzysie religijnym, choć nie można tego wykluczyć. To może być dla rodziców sygnał, że trzeba się przyjrzeć swojemu dziecku, zobaczyć, w jakim stopniu je znamy, ile z nim rozmawiamy, czy słuchamy jego zdania na różne tematy, jak bardzo jest ono odpowiedzialne za różne rzeczy w domu. Być może warto zmienić swoje nastawienie, swoje zasady wychowawcze, więcej rozmawiać, negocjować, nie mówić „nie, bo nie” i „tak i już”, bo wtedy prowokujemy do buntu. Jestem jednak zdania, że w tym wieku nie można dziecku pozostawiać wyboru, podobnie jak nie dajemy mu wyboru w sprawie tego, czy chce, czy nie chce chodzić do szkoły.

    Kiedy jednak dziecko ma już szesnaście, siedemnaście czy osiemnaście lat, żaden nakaz nic nie pomoże. Możemy jedynie rozmawiać, podsuwać różne pomysły. Jeśli jednak syn czy córka mówią zdecydowane „nie” i na widok księdza dostają wysypki, to jedynym wyjściem jest pozostawienie im wolności.

    Zwraca pani uwagę na postawę rodziców, korelację między przykładem a wymaganiem.

    Jest pewna podstawowa zasada w wychowaniu, która odnosi się również do wychowania religijnego: nie da się wychowywać dzieci w czymś zupełnie innym, niż się samemu żyje. To dotyczy rzeczy ważnych, jak wiara, i tych mniej ważnych, np. porządku. Tata bałaganiarz i mama bałaganiara nie wychowają dziecka mającego zamiłowanie do porządku. Jeśli matka czy ojciec nie ścielą swoich łóżek rano, to nie mogą wymagać, by dziecko się tego nauczyło. Prędzej czy później dziecko im powie: A wy? Ono może kiedyś, w życiu dorosłym, będzie porządne na zasadzie przeciwwagi.

    Z praktykami religijnymi sprawa ma się podobnie: Jest dużo łatwiej, jeśli rodzice z małymi dziećmi chodzą razem do kościoła, niż jeżeli dziecko szybko odkryje, że tata np. ogląda w tym czasie telewizję. Poza tym, jeżeli wyjście do kościoła w niedzielę jest jedynym wydarzeniem religijnym w rodzinie, to dzieci zaczną je w pewnym momencie podważać, bo to będzie nudne, bo to nie będzie wkomponowane w całość obrazu.

    Często słyszę, że w imię poważnego traktowania dziecka, należy pozwolić mu decydować o pójściu lub nie do kościoła.

    Po pierwsze byłabym za tym, żeby wykazać zainteresowanie. Chodzenie do kościoła to jest poważna sprawa, zwłaszcza jeżeli jest to rodzina religijna. Rozwiązaniem nie jest ani mówienie: ja ci każę, ty masz chodzić, ani stwierdzenie: jeśli nie chcesz, to nie chodź. Według mnie, między jednym a drugim powiedzeniem tak naprawdę nie ma wielkiej różnicy. W obu przypadkach jest swoista obojętność i formalizm. W jednym przeradza się ona w danie wolności, czasami przedwcześnie, a w drugim – w sztywny nakaz. W obu wypadkach młody człowiek nie czuje, że dla rodziców to jest ważne, że chcieliby poznać jego uczucia i przemyślenia, chcieliby mu pomóc.

    Jeżeli nawet udaje się nam porozmawiać i w wyniku tej rozmowy dochodzimy do impasu: dziecko słucha naszych argumentów, my jego, ale skutek jest taki, że ono nie idzie do kościoła. Zgodzimy się? Pozwalamy nie pójść? Nie pójdzie raz, drugi, dziesiąty, nie będzie chodzić rok. Co dalej?

    Za tym, co ojciec mówi, stoi błędne założenie, że bez walki, bez przymusu nie da rady, oraz drugie – że rozmowa to walka na argumenty. Rozmowa to przede wszystkim słuchanie i dzielenie się. Takie jest moje doświadczenie jako psychoterapeuty rodzinnego. Rozmowa ma niezwykłe znaczenie. Ludzie, którzy ze sobą rozmawiają, wychodzą ze swoich sztywnych stanowisk. Jakoś nie mam obrazu nastolatków, którzy mają klapki na oczach. Najczęściej to rodzice je mają. Dorośli patrzą zbyt prosto. Myślą: skoro nastolatek jest zbuntowany, to trzeba go za wszelką cenę ujarzmić, żeby był grzeczny.

    Zapytam o integralność postaw. Jak się zachować w przypadku, gdy dziecko, które chodziło do katolickiego gimnazjum, po pójściu do liceum mówi, że już nie chce chodzić na religię, bo wybiera etykę?

    Nie wiem, trudno mi się wypowiedzieć, ale wyobrażam to sobie jako reakcję przeciwwagi, bo jeżeli ktoś był w szkole, dajmy na to u sióstr, to tam rzeczywiście może być więcej religijności niż mniej. A jeśli czegoś jest za dużo, to każdy człowiek w sposób naturalny taką sytuację reguluje. Być może religii było po prostu dla niego za wiele.

    A co z osobami, które w szkole średniej przewinęły się przez duszpasterstwa szkół średnich, a potem, po zdaniu matury nagle odeszły z Kościoła. To jest pytanie o model. Dla wielu nastolatków duszpasterstwo jest często całym życiem. I ono się nagle kończy.

    Odróżniłabym duszpasterstwa od szkół wyznaniowych. Szkoły są jednak często wybierane przez rodziców. Natomiast nastolatki, które w szkole średniej trafiają do duszpasterstwa, przychodzą z własnej inicjatywy, bo tam zaczyna im się podobać, tam są przyjaźnie. Duszpasterstwo tylko częściowo ma aspekt religijny. Ono zaspokaja też bardzo wiele innych potrzeb młodych ludzi – potrzebę przyjaźni, ciekawego spędzania wolnego czasu. Potem idą na studia, wchodzą w inne środowisko. Wtedy często się okazuje, że w tym duszpasterstwie byli nie z potrzeby wyrażania i zgłębiania własnej religijności, a jedynie ze względów towarzyskich. Taka jest kolej rzeczy.

    A co wychowaniem do praktyki sakramentalnej?

    Dobrze, gdy rodzice uczą swoje ośmio-, czy dziewięcioletnie dziecko przystępowania do sakramentu spowiedzi. Z nastolatkiem już tak nie można. Jeśli dziecko narozrabia, a rodzice, nie daj Boże, powiedzą, że ma pójść do spowiedzi, to najlepsza droga do tego, żeby młody człowiek przestał chodzić do spowiedzi w ogóle. Brutalne wchodzenie w czyjąś intymność bardzo rani, zamyka na możliwość korzystania z tego sakramentu. W wychowaniu religijnym niezwykle istotny jest przykład – najpierw trzeba dziecku towarzyszyć i prowadzić je za rękę, pokazując swoją wiarę. Potem stopniowo należy się wycofywać – dawać świadectwo, a jednocześnie pozwolić na to, by młody człowiek sam kształtował swoją religijność.

    Często dzieci skarżą się, że rodzice nadużywają argumentów religijnych w wychowaniu. Mówią, że Pan Bóg ich za coś ukarze, gdy coś zrobią albo nie.

    Używanie Pana Boga jako straszaka albo dozorcy to ogromna krzywda, którą wyrządza się dziecku. To też jeden z powodów, dla których młody człowiek odchodzi od wiary. I zanim odkryje, że Pan Bóg jest miłością, może się bardzo pokaleczyć.

    Druga sprawa z tym związana to obraz ojca. Niejednokrotnie podczas terapii indywidualnej doświadczam tego, jak bardzo wśród osób wierzących problemy związane z osobistą relacją z Panem Bogiem mają swoje źródło w obrazie ojca, zwłaszcza jeśli bywał zbyt ostry, brutalny czy nieobecny dla dzieci. Jeśli do tego dochodzi jeszcze przekaz związany ze straszeniem Panem Bogiem, to mamy pracę terapeutyczną na długie lata.

    A jeśli się tak stanie, że dziecko rzeczywiście przestanie chodzić do kościoła? Rodzice mają poczucie winy i przegranej, że zawiedli jako wychowawcy. Czy oni mogą się jakoś „rozgrzeszyć”?

    Poczucie winy jest złym doradcą. Jeśli jest się rodzicem dorosłego dziecka, które nie chodzi do kościoła, dobrze jest zrobić bilans, zadać sobie pytanie: czy my się w czymś przyczyniliśmy do tego, że nasz dwudziestolatek przestał chodzić do kościoła? Może za mało rozmawialiśmy, może za mało interesowaliśmy się drogą duchową naszego dziecka, może nie zachęciliśmy go do pójścia do duszpasterstwa, do szukania różnych odpowiedzi?

    Nie jest to również czas, by gwałtownie coś naprawiać, bo wielu rzeczy nie da się nadrobić. Tego, co można było jeszcze zrobić z dziesięciolatkiem, nie można nadrobić z dwudziestolatkiem. A tego, co należało omówić z piętnastolatkiem, nie rozważymy wspólnie z trzydziestolatkiem. Pozostaje wtedy ufna modlitwa za dorosłe dziecko i budowanie z nim dojrzałej relacji. Paradoksalnie w ten sposób możemy się przyczynić do dobrej więzi dzieci z Panem Bogiem. Niedawno podczas ślubu kogoś znajomego usłyszałam bardzo mądre zdanie księdza skierowane do rodziców młodej pary: „Gdy wasze dzieci były małe, mówiliście im o Panu Bogu, teraz to się skończyło, teraz mówcie Panu Bogu o swoich dzieciach”.

    A co z ostentacyjnymi reakcjami? Ktoś zawiera ślub w urzędzie stanu cywilnego i tato mówi, że nigdy tam nie przyjdzie.

    Takie reakcje są okrutne, choć oczywiście można je zrozumieć. Czy młodzi ludzie wezmą ślub cywilny czy kościelny, to ich wolny wybór. Jeżeli rodzice kochają swoje dziecko, to dobrze, żeby mu towarzyszyli w ważnych chwilach jego życia, także wtedy, gdy te wybory są niezgodne z ich światopoglądem. Ślub cywilny to przynajmniej jest jakiś ślub, ale co mają robić rodzice, kiedy ich dziecko żyje w konkubinacie? Czy mamy ich odwiedzać, czy mamy ich zapraszać? Bo czy to nie jest zgoda na niemoralne życie?

    Najbliższe jest mi chyba takie rozwiązanie, kiedy rodzice mówią otwarcie, najlepiej raz, że nie akceptują tego wyboru, że on się im nie podoba, że oni sami wybraliby inaczej, podkreślając jednocześnie, że nadal tak samo kochają swoje dziecko. Groźba zerwania relacji lub jej realizacja są przecież bezpardonowymi próbami wpływania na decyzję. Trudno wtedy mówić o wolnym wyborze. Obie strony muszą uznać, że mają prawo do swojego życia i swoich wyborów.

    Zapytam jeszcze o, nazwijmy to, dylematy babć, które często pytają, czy one mają te dzieci po kryjomu zabierać do kościoła, wiedząc, że rodzice do niego nie chodzą?

    Nie jest dobrze, jeśli w rodzinie jedni robią różne rzeczy w tajemnicy przed drugimi. Najbardziej poszkodowane są wtedy dzieci. Dziecko szybko poczuje dyskomfort takiej sytuacji. Zachęcałabym babcie, żeby porozmawiały ze swoimi dorosłymi dziećmi. To oni są rodzicami. Oni mają prawo do decydowania o wychowaniu dzieci i należy ich zapytać, czy możemy zadbać o religijne wychowanie wnuków. Nie może się to jednak odbywać w atmosferze walki i przeciągania dziecka na jedną lub drugą stronę.

    Przekaz wiary jest bardzo ważny. Wymaga od rodziców naprawdę poważnych i czytelnych deklaracji. Jako rodzice musimy mieć bardzo wiele ufności, że jeśli wiara jest przez nas przekazywana, to coś z niej w dziecku zostaje. Ale jednocześnie nie wolno zapominać, że każdy człowiek musi wiarę wybrać osobiście i że jest ona łaską.

    rozmawiał Roman Bielecki OP

    Barbara Smolińska doktor nauk humanistycznych, psychoterapeuta i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, szefowa Pracowni Dialogu, mężatka, matka czwórki dorosłych dzieci zaangażowana we wspólnocie Chemin Neuf.

    Dominikanie

    Strona Stowarzyszenia Papaboys w Polsce

    Benedykt XVI przypomniał postać i naukę św. Tomasza z Akwinu

    O znaczeniu, jakie dla Kościoła ma postać i nauka św. Tomasza z Akwinu, wskazująca na zgodność wiary i rozumu, przypomniał Benedykt XVI podczas audiencji ogólnej 2 czerwca w Watykanie. Papież powrócił do katechez o wielkich myślicielach średniowiecza.

    Oto polski tekst nauczania Ojca Świętego:

    Drodzy bracia i siostry,

    Po kilku katechezach o kapłaństwie i mych ostatnich podróżach powracamy dziś do naszego głównego tematu, to znaczy do rozważań o niektórych wielkich myślicielach średniowiecza. Ostatnio przyglądaliśmy się wielkiej postaci św. Bonawentury, franciszkanina. Dzisiaj natomiast chciałbym mówić o tym, którego Kościół nazywa Doctor communis, to znaczy o św. Tomaszu z Akwinu. Mój czcigodny poprzednik Jan Paweł II w swej encyklice „Fides est Ratio” przypomniał, że „Kościół słusznie przedstawiał zawsze św. Tomasza jako mistrza sztuki myślenia i wzór właściwego uprawiania teologii” (n. 43). Nie dziwi więc, że po św. Augustynie wśród pisarzy kościelnych, wspominanych w Katechizmie Kościoła Katolickiego, św. Tomasz jest cytowany częściej niż ktokolwiek inny – aż sześćdziesiąt jeden razy! Był on także nazywany Doctor Angelicus, być może ze względu na swoje cnoty, a zwłaszcza subtelność myśli i czystość życia.

    Tomasz urodził się między 1224 a 1225 rokiem na zamku, jaki jego rodzina, szlachecka i majętna miała w Roccasecca koło Akwinu, w pobliżu słynnego opactwa Monte Cassino, dokąd wysłali go rodzice, by otrzymał pierwsze elementy swego wykształcenia. Kilka lat później przeniósł się do stolicy Królestwa Sycylii – Neapolu, gdzie Fryderyk II założył prestiżowy uniwersytet. Poznał tam, bez obowiązujących gdzie indziej ograniczeń, myśl greckiego filozofa Arystotelesa, w którą młody Tomasz został wprowadzony i natychmiast wyczuł jej wielką wartość. Przede wszystkim jednak podczas tych lat spędzonych w Neapolu zrodziło się jego powołanie dominikańskie. Tomasza pociągnął mianowicie ideał zakonu założonego kilka lat wcześniej przez św. Dominika. Gdy jednak przywdział habit dominikański, jego rodzina sprzeciwiła się temu wyborowi i musiał on opuścić klasztor, by spędzić jakiś czas w gronie rodzinnym.

    W 1245, już jako pełnoletni, mógł podjąć na nowo swą drogę odpowiedzi na Boże powołanie. Wysłano go do Paryża, by studiować pod kierunkiem innego świętego – Alberta Wielkiego, o którym niedawno mówiłem. Alberta i Tomasza połączyła prawdziwa i głęboka przyjaźń, nauczyli się wzajemnie cenić i miłować do tego stopnia, że Albert chciał, aby jego uczeń podążył za nim także do Kolonii, dokąd wysłali go przełożeni Zakonu w celu założenia tam studium teologii. Tomasz zapoznał się wówczas ze wszystkimi dziełami Arystotelesa i jego arabskimi komentatorami, które Albert przedstawiał i wyjaśniał.

    W owym okresie kultura świata łacińskiego została głęboko pobudzona spotkaniem z dziełami Arystotelesa, które przez długi czas pozostawały nieznane. Chodziło o pisma na temat istoty poznania, nauk przyrodniczych, metafizyki, duszy i etyki, obfitowały one w informacje i intuicje, które wydawały się ważne i przekonujące. Była to całościowa, pełna wizja świata, rozwinięta przed Chrystusem i bez Chrystusa, za pomocą jedynie czystego rozumu i zdawała się ona narzucać rozumowi jako sama wizja. Niesamowicie więc fascynowała ludzi młodych, którzy chcieli tę filozofię zobaczyć i poznać. Wielu przyjmowało z entuzjazmem, a nawet z bezkrytycznym entuzjazmem, ten ogromny bagaż wiedzy antycznej, który zdawał się stwarzać szansę korzystnego odnowienia kultury i otwarcia całkowicie nowych horyzontów. Inni jednak obawiali się, że pogańska myśl Arystotelesa było przeciwieństwem wiary chrześcijańskiej i odmawiali jej poznawania. Spotykały się dwie kultury: przedchrześcijańska kultura Arystotelesa ze swa radykalną racjonalnością i klasyczna kultura chrześcijańska.

    Niektóre środowiska odrzuciły Arystotelesa także wskutek przestawienia myśli tego filozofa przez jego arabskich komentatorów: Awicennę i Awerroesa. To oni bowiem przekazali światu łacińskiemu filozofię arystotelesowską. Na przykład nauczali oni, że ludzie nie mają inteligencji osobistej, ale że istnieje jeden jedyny intelekt powszechny, pewna substancja duchowa wspólna wszystkim, działająca we wszystkich jako „jedyna”: chodzi więc o depersonalizację człowieka. Innym punktem spornym, przekazanym przez komentatorów arabskich, było twierdzenie, że świat jest wieczny jak Bóg. Tezy te rozpętały niekończące się dysputy w środowisku akademickim i kościelnym. Filozofia arystotelesowska szerzyła się nawet wśród prostych ludzi.

    Tomasz z Akwinu w szkole Alberta Wielkiego rozwinął działalność o podstawowym znaczeniu dla historii filozofii i teologii, powiedziałbym dla historii kultury: poznał dogłębnie Arystotelesa i jego komentatorów, troszcząc się o nowe łacińskie tłumaczenia oryginalnych tekstów w języku greckim. W ten sposób nie opierał się już jedynie na komentatorach arabskich, lecz mógł sam czytać teksty oryginalne i skomentował znaczną część dzieł Arystotelesa, odróżniając w nich to, co miało wartość, od tego, co było wątpliwe lub nadawało się w całości do odrzucenia, ukazując współbrzmienie z danymi Objawienia chrześcijańskiego oraz wykorzystując szeroko i umiejętnie myśl arystotelesowską w przedstawianiu tworzonych przez siebie pism teologicznych. Ostatecznie Tomasz z Akwinu wykazał, że istnieje naturalna zgodność między wiarą chrześcijańską a rozumem. To właśnie było wielkim dziełem Tomasza, że w owym okresie zderzenia dwóch kultur – wtedy, gdy zdawało się, że wiara powinna poddać się rozumowi – pokazał, że kroczą one wspólnie, że to, co jawiło się rozumowi jako nie do pogodzenia z wiarą, nie było rozumem, a to, co jawiło się wiarą, jeśli było sprzeczne z prawdziwą racjonalnością, nie było wiarą. Stworzył on w ten sposób nową syntezę, która ukształtowała kulturę następnych wieków.

    Ze względu na swe wybitne zdolności intelektualne Tomasz został odwołany do Paryża jako profesor teologii na katedrze dominikańskiej. Tam też rozpoczął swoją obszerną twórczość pisarską, którą zajmował się aż do śmierci: komentarze do Pisma Świętego, ponieważ profesor teologii był przede wszystkim interpretatorem Pisma, komentarze do pism Arystotelesa, potężne dzieła systematyczne, wśród których wyróżnia się Summa Theologiae, a także rozprawy i mowy na różne tematy. Przy opracowywaniu tych dzieł wspierali go niektórzy jego sekretarze. Jednym z nich był jego współbrat Reginald z Piperno, który wiernie za nim szedł i z którym był związany szczerą i braterską przyjaźnią, odznaczającą się wielkim zaufaniem. Jest to cecha charakterystyczna świętych: żywią oni przyjaźń, gdyż jest ona jednym z najszlachetniejszych przejawów ludzkiego serca i ma w sobie coś boskiego, jak to sam Tomasz wyjaśnił w kilku quaestiones swojej Sumy Teologicznej, gdzie pisze: „Miłość jest zasadniczo przyjaźnią człowieka z Bogiem a także z bytami, które do Niego należą” (II, q. 23, a.1).

    W Paryżu Tomasz nie pozostał długo ani na stałe. W 1259 r. uczestniczył on w kapitule generalnej dominikanów w Valenciennes, gdzie był członkiem komisji, która ustaliła program studiów w zakonie. Od 1261 do 1265 roku przebywał w Orvieto. Papież Urban IV, który żywił doń wielki szacunek, polecił mu ułożenie tekstów liturgicznych na uroczystość Bożego Ciała, które będziemy jutro obchodzili. Zostało ono ustanowione w następstwie cudu eucharystycznego w Bolsenie. Tomasz miał duszę doskonale eucharystyczną. Przepiękne hymny, które liturgia Kościoła wyśpiewuje dla uczczenia tajemnicy rzeczywistej obecności Ciała i Krwi Pańskiej w Eucharystii, są przypisywane jego wierze i mądrości teologicznej. Od 1265 aż do 1268 Tomasz mieszkał w Rzymie, gdzie zapewne kierował studium, to znaczy zakonnym domem studiów i gdzie rozpoczął pisanie swojej Summa Theologiae (por. Jean-Pierre Torrell, Tomasz z Akwinu – człowiek i dzieło, tłum. A. Kuryś, Kęty-Warszawa 2008).

    W 1269 r. został odwołany do Paryża na drugi cykl wykładów. Studenci, co zrozumiałe, słuchali ich z entuzjazmem. Jeden z jego byłych słuchaczy oświadczył, że wielkie tłumy uczęszczały na kursy Tomasza, tak że aule ledwie mogły ich pomieścić i dodawał, w osobistym dopisku, że „słuchanie go było dla niego głębokim szczęściem”. Nie wszyscy akceptowali Tomaszową interpretację Arystotelesa, ale nawet jego przeciwnicy na niwie akademickiej, na przykład Gotfryd z Fontaines przyznawali, że nauczanie brata Tomasza przewyższało inne ze względu na swą użyteczność i wartość oraz służyła do poprawiania tych, które głosili inni nauczyciele. Być może też, aby uchronić go przed toczącymi się ożywionymi dyskusjami, przełożeni raz jeszcze wysłali go do Neapolu, aby był do dyspozycji króla Karola I, który miał zamiar zreorganizować studia uniwersyteckie.

    Oprócz studium i nauczania Tomasz poświęcił się też kaznodziejstwu ludowemu. I lud także chętnie przychodził, by go słuchać. Powiedziałbym, że jest to naprawdę wielka łaska, gdy teologowie potrafią przemawiać do wiernych w sposób prosty, zrozumiały i z zapałem. Posługa przepowiadania pomaga z jednej strony samym teologom w osiągnięciu zdrowego realizmu duszpasterskiego, z drugiej zaś wzbogaca o ontensywne bodźce ich poszukiwania naukow.

    Ostatnie miesiące życia ziemskiego Tomasza są otoczone szczególną atmosferą, powiedziałbym tajemniczą. W grudniu 1273 roku wezwał swego przyjaciela i sekretarza Reginalda, aby oznajmić mu decyzję o zaprzestaniu wszelkiej pracy, ponieważ podczas odprawiania Mszy świętej, dzięki nadprzyrodzonemu objawieniu zrozumiał, że to, co do tej pory napisał, było tylko „stertą słomy”. Jest to tajemniczy epizod, który pomaga nam zrozumieć nie tylko osobistą pokorę Tomasza, ale także fakt, że od tego wszystkiego, co udaje nam się przemyśleć i powiedzieć o wierze, niezależnie o tego, jak byłoby to wzniosłe i czyste, nieskończenie większe są wielkość i piękno Boga, które zostaną nam objawione w pełni w Raju. Kilka miesięcy później, coraz bardziej pochłonięty refleksyjną medytacją, Tomasz zmarł w drodze do Lyonu, gdzie miał uczestniczyć w Soborze Powszechnym, zwołanym przez papieża Grzegorza X. Zakończył życie w opactwie cystersów Fossanova po przyjęciu z wielką pobożnością wiatyku.

    Życie i nauczanie św. Tomasza z Akwinu można by streścić za pomocą epizodu przekazanego przez dawnych jego biografów. „Gdy Święty jak zwykle modlił się rano przed Krucyfiksem w pobliżu kaplicy św. Mikołaja w Neapolu, tamtejszy zakrystianin Dominik z Caserty usłyszał rozwijający się dialog. Tomasz z niepokojem pytał, czy to, co napisał o tajemnicach wiary chrześcijańskiej, było właściwe. A na to Krucyfiks odpowiedział: «Dobrze o Mnie napisałeś, Tomaszu. O co chciałbyś Mnie prosić?». Odpowiedź, jakiej udzielił Tomasz, jest tą, którą również my, przyjaciele i uczniowie Jezusa, chcielibyśmy zawsze dawać: «O nic, prócz Ciebie samego, Panie!» (tamże, str. 320)”.

    Dominikanie

    Strona Stowarzyszenia Papaboys w Polsce

    Papież na Cyprze: nieoczekiwane spotkanie międzyreligijne

    O godz. 16:00 na terenie nuncjatury odbyło się nieoficjalne spotkanie z jednym z duchowych autorytetów muzułmańskiej społeczności na Cyprze. Chodzi tu lidera ruchu cypryjskich sufich, czyli swoistej formy islamskiego monastycyzmu. „Mieszkam tuż za kościołem św. Krzyża i pomyślałem, że powinienem pozdrowić Papieża. Jestem już bardzo stary” – powiedział 89-letni szejk Mohammed Nazim Abil Al-Haqqani. „Ja również jestem stary” – odparł Benedykt XVI. Szejk Nazim poprosił Papieża o modlitwę.

    kb/ rv

    Radio Watykańskie

    Strona Stowarzyszenia Papaboys w Polsce