Daily Archives: 15 kwietnia 2009

Ks. Kardynał Stanisław Dziwisz zaprasza na portal franciszkanska3 – Video

_

°

„Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał”

Niedziela Zmartwychwstania Pana Jezusa

chrystus-zmartwychwstal„Chrystus zmartwychwstał!

Prawdziwie zmartwychwstał”

Chrystus kruszy więzy śmierci i raz na zawsze wygrywa z Szatanem. Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego jest „matką” wszystkich Niedziel w roku. Tego dnia cały Kościół raduje się, bo Bóg- człowiek zmartwychwstał, pokonał śmierć i w ten sposób przywrócił nam wszystkim życie wieczne.

To największe święto chrześcijan na całym świecie. Według tradycji, niedziela ta rozpoczyna się procesją rezurekcyjną od grobu Pańskiego wczesnym rankiem. Kapłan wznosi wtedy trzykrotny okrzyk: „Chrystus zmartwychwstał! Jest on wyrazem największej prawdy chrześcijaństwa o tym, że Chrystus raz umarłszy na krzyżu więcej już nie umiera a śmierć nie ma już nad nim panowania” oraz zapowiedzią, po czterdziestodniowym poście, radosnego czasu Wielkanocy.

Sekwencja oraz czytania liturgiczne rysują przed nami obraz pustego grobu Chrystusa oraz apostołów, którzy śpieszą by na własne oczy sprawdzić, co zaszło. To właśnie pusty grób jest jedynym świadkiem i dowodem zwycięstwa Jezusa nad śmiercią. Rozpoczynamy czas świętowania przejścia Chrystusa ze śmierci do życia wracając do domów z radosnym „Alleluja” na ustach.

Agata Kamińska

 

 

 

 

 

°

JAN PAWEŁ II – Video

Bóg pisze mój biznes plan

Paul Badde: Spotkałem Chrystusa w Manoppello, ale spotykam Go wszędzie, przede wszystkim zaś w Eucharystii

Rozmowa z Paulem Badde

O dziennikarstwie na klęczkach, uzdrowieniach w Manoppello i o powrocie oblicza Boga z Paulem Badde rozmawia Jacek Dziedzina.

Jacek Dziedzina: Jest sobota, 7 rano, jesteśmy zmęczeni po podróży, a Ty wyciągasz nas na Mszę do jakiegoś rzymskiego klasztoru… Pewnie jeszcze na Różańcu zostaniemy. Czy to normalne u niemieckich dziennikarzy? 

Paul Badde: – Nie, to nie jest normalne. Nawet dla katolickiego dziennikarza. W Radiu Watykańskim jedna z osób powiedziała mi, że jestem za bardzo katolicki. 

Bo codziennie chodzisz do kościoła? 

– Na Mszy nie jestem każdego dnia. Za to częściej odmawiam Różaniec. Ale nie zawsze tak było. Do 50. roku życia robiłem wszystko, tylko nie modliłem się na różańcu. Teraz go odkryłem i on odmienił moje życie, moją pracę. 

Zaczynałeś w piśmie satyrycznym, potem byłeś wziętym publicystą w Niemczech i korespondentem zagranicznym. Nagle zacząłeś pisać o kawałku jedwabiu, ogłaszając całemu światu, że przedstawia odbicie twarzy Jezusa zmartwychwstałego. Nie bałeś się, że ryzykujesz karierę? 

– Obowiązkiem dziennikarza jest pisanie o prawdzie i rzeczywistości. A nie ma niczego bardziej realnego niż Jezus i to, co się wydarzyło 2000 lat temu: Bóg stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał. 

I co na to koledzy po fachu? 

– Jestem wystarczająco stary, żeby nie przejmować się tym, co myślą inni. I uważam, że to Różaniec jest narzędziem, które zbliża nas do rzeczywistości. Ja potrzebuję Różańca bardziej nawet niż mojego komputera. Byłem już chyba wszędzie jako dziennikarz, odniosłem sukces w tym zawodzie, ale to Różaniec zmienił moje życie. Każdy dziennikarz, kiedy zaczyna pisać, chce być zapamiętanym, chce mieć wielkie nazwisko, zostać powieściopisarzem, Dostojewskim! Ale nawet gdybym napisał najlepszą powieść, kiedyś wszyscy by o mnie zapomnieli. A historia całunu z Manoppello pozostanie. Nie twierdzę, że to ja dokonałem tego od-krycia. Ale udało mi się dotrzeć do ludzi, którzy ten całun odkryli, zbadali, uwierzyli. O tym będzie się już mówić zawsze. I o mnie ludzie będą do końca pamiętać w swoich modlitwach. Nie trzeba się przejmować tym, co koledzy mówią, nawet katoliccy koledzy. Oni też czasem pokazują palcem z ironicznym uśmiechem: to ten od relikwii. 

W swojej książce piszesz, że ludzie nie chcą poznawać relikwii, bo boją się cudów. A o cudach nie chcą słyszeć, bo widząc je, musieliby uwierzyć. Często jednak jest na odwrót – ludzie gonią za cudami, jakby bez nich wiara nie była możliwa. 

– To prawda, ale przyznajmy też, że nawet wielu chrześcijan, widząc ewidentne cuda Bożej łaski, potrafi podawać je w wątpliwość. Tłumaczą je zmianą fizyczną, procesem chemicznym. Nawet księża wątpią. Cuda są przeszkodą, bo wymagają, by upaść na kolana. A ludzie nie chcą padać na kolana przed nikim.

A Ty kiedy padłeś po raz pierwszy? 

– To była cała seria nawróceń. Zacząłem swoją karierę w piśmie satyrycznym, całkowicie przeciwnym Kościołowi. Ale miałem piątkę dzieci, a jedno z nich umarło. I każde narodziny kolejnego dziecka były kolejnym nawróceniem dla mnie. W każdą niedzielę chodziłem do kościoła. Pomyślałem sobie, że nie mogę zostawić moich dzieci samych z pytaniami, z którymi zostawili mnie moi rodzice. 

mappa_manoppello

Manopello (Włochy)

Jak w ogóle trafiłeś do Manoppello? 

– To długa historia, zaczęła się tak naprawdę od Medjugorie. Tam ktoś opowiedział mi historię o objawieniach w Guadalupe. Słuchałem tego z zapartym tchem. Myślałem sobie: mam ponad 50 lat, jestem katolikiem, dziennikarzem, właśnie usłyszałem najpiękniejszą historię w życiu, tylko dlaczego tak późno? To była Wielkanoc 1999 roku. Wróciłem do Niemiec, pojechałem do Monachium. Poszedłem do redaktora naczelnego i mówię: „Słuchaj, zbliża się 2000 rok, musimy napisać o czymś prawdziwym, mam pomysł na genialny temat – Guadalupe”. A to był czas, kiedy gazeta miała kłopoty finansowe, spadała sprzedaż. Ale, ku mojemu zdumieniu, szef powiedział: „OK, jedź do Meksyku”. I wszystko już miałem załatwione, bilet kupiony, aż tu nagle pewnego dnia telefon: „Jesteś zwolniony, gazeta upadła, musisz oddać bilety”. Ja na to, że nie ma mowy, zapłacę za nie. I poleciałem na własny rachunek. A zamiast artykułu napisałem książkę. Wracam z Meksyku i dostaję telefon z „Die Welt” z propozycją pracy. Odmówiłem, tłumacząc się książką. Kusili dalej: „Mów, gdzie chcesz pracować – Londyn, Paryż, może Jerozolima”. Miałem 51 lat. Normalnie dziennikarz w Niemczech w tym wieku jest już poza boiskiem. A oni proponują mi pracę korespondenta zagranicznego. Po dwóch latach pracy w Jerozolimie zostałem wysłany do Rzymu, to był 2002 rok. Postawiłem warunek, że muszę mieć jakieś trzy miesiące na nauczenie się języka włoskiego. Nie znałem ani słowa, a musiałem zacząć pracę natychmiast! 

A jak to się ma do Manoppello? 

– Ponieważ z mową było początkowo kiepsko, zacząłem większą uwagę zwracać na obrazy. I ta wrażliwość na obraz chyba też otworzyła mnie na wizerunek z Manoppello. Wiem, że to była łaska, niewytłumaczalna. Mówię o tym całym ciągu wydarzeń, bo one uświadomiły mi, że jeśli jest jakiś biznesplan w moim życiu, to jest on poza mną, nie ja go projektuję. Realizuję tylko plan, który Bóg daje mi do rąk. 

volto_gesu_cudowne-oblicze-chrystusa_manoppello

CUDOWNE OBLICZE CHRYSTUSA - W małym kościółku w Manoppello w górach Abruzji znajduje się obraz z wizerunkiem Chrystusa, uważany przez wielu badaczy za chustę pogrzebową z jerozolimskiego grobu. Oblicze, jakie odbiło się na tym płótnie, powstało w sposób, którego nauka nie jest w stanie do tej pory wytłumaczyć. Na dodatek twarz Jezusa na owej chuście jest pozytywem wizerunku, którego negatyw stanowi Całun Turyński

I Ty, i siostra Blandina Paschalis twierdzicie, że wizerunek z Manoppello idealnie odpowiada twarzy z Całunu Turyńskiego. 

– Tak, ale płótno z Manoppello pokazuje twarz Syna Bożego dużo wyraźniej, niż można ją rozpoznać na Całunie Turyńskim, który jest tylko cieniem w porównaniu z twarzą z Manoppello. Na Całunie Turyńskim można odkryć wiele szczegółów z Jego męki. Na całunie z Manoppello widać, że zmartwychwstanie Jezusa jest faktem i że śmierć jest tylko cieniem tego zwycięstwa.

Co to zmieniło w Twojej wierze? 

– Kochałem Boga, ale to był jednak Bóg odległy, niedostępny. Jezus przecież umarł, zmartwychwstał i wstąpił do nieba 2000 lat temu. Teraz ten dystans czasowy rozpłynął się w welonie z Manoppello. Czuję, że On tam jest tak blisko mnie jak nikt inny. 

Czy Bóg daje jakieś znaki w tym miejscu, żeby inni też w to wierzyli? 

– Wiele serc zostało odmienionych i nawróconych w Manoppello. Właśnie dwa tygodnie temu spotkałem tam człowieka, którego córka, dwa lata temu podczas Mszy św. sprawowanej w jej intencji naprzeciw Świętego Oblicza obudziła się ze śpiączki po śmiertelnej zakrzepicy. Została uzdrowiona całkowicie w jednej chwili. Jej ojciec przynosi przed Święte Oblicze w każdym roku bukiet róż – co roku większy o jedną różę, bo kolejny rok jest kolejnym rokiem wdzięczności. 

Zabrałeś tam kiedyś kardynała Meisnera z Kolonii. Podobno, gdy zobaczył wizerunek, upadł na kolana i powiedział: „Pan mój i Bóg mój”. 

– To prawda. Ten wizerunek tak działa, bo jest pełen mocy. Nawet o najpiękniejszej ikonie nie można powiedzieć, że jest wszechmocna. Z prostego powodu: jest uczyniona ludzką ręką. A w Manoppello możesz poczuć ręce Boga. Oczywiście, nie można tego do końca udowodnić. Ale w tradycji chrześcijańskiej od początku żyło pojęcie obrazu „nie ludzką ręką uczynionego”. 

I wierzysz, że tutaj znajduje się jego archetyp. 

– Tak, tego nie mógł namalować człowiek. Na takim przezroczystym jedwabiu nie malowano twarzy. 

Czy można w Ewangelii znaleźć jakieś ślady, wskazujące na istnienie takiego płótna? 

– Czytamy w Ewangelii, że dwaj uczniowie zobaczyli otwarty grób. Ale Piotr uwierzył dopiero wtedy, gdy wszedł do środka i zobaczył leżące płótna. Podobnie Jan. W co uwierzyli? Co takiego zobaczyli w środku? Dlaczego nie przekonał ich tylko widok odsuniętego kamienia. Uwierzyli dopiero, gdy zobaczyli pierwsze świadectwo zmartwychwstania. To najbardziej kluczowy moment w całej chrześcijańskiej literaturze: i w jednym, i w drugim przypadku jest mowa o suknach, tkaninach. Nie o żadnej wizji, nie o pięknym zapachu, nie o żadnym świetle, ale o płótnach właśnie. Te tkaniny musiały być objawieniem dla chrześcijan. I oba te płótna istnieją – duże w Turynie, mówiące ze szczegółami o męce Pana, oraz drugie, w Manoppello, które mówi o Jego zmartwychwstaniu.

To dlaczego brak jakichś śladów, że te relikwie – z odbitą twarzą Jezusa zmartwychwstałego – krążyły wśród zatrwożonych przecież apostołów? 

– Pamiętajmy, że pierwsi chrześcijanie to była wspólnota żydowska, a w judaizmie każda rzecz pochodząca z grobu jest całkowicie nieczysta. A więc gdyby pierwsi chrześcijanie pokazywali coś z grobu jako dowód, byliby niezrozumiani. 

Chciałeś przekazać kawałek jedwabiu z Manoppello Janowi Pawłowi II przez kardynała Ratzingera. Nie zdążyłeś. 

– Joseph Ratzinger mieszkał w Rzymie niedaleko mnie. On był kardynałem i był bardziej dostępny niż Papież. Spotkałem jego sekretarza. Przeczytał mój pierwszy artykuł o Manoppello w „Die Welt”. Dałem mu ten jedwab, z prośbą o przekazanie kardynałowi, który miał go wręczyć Papieżowi. Kilka dni później wyrzucałem śmieci. Kardynał Ratzinger przechodził obok i powiedział: „Panie Badde, dobry tekst o Manoppello”. Ja, trzymając śmieci w ręku, podziękowałem za komplement. Parę tygodni później kardynał został pa-pieżem. Tak więc kawałek jedwabiu nie dotarł do Jana Pawła II, ale pozostał w papieskich rękach. 

papa-a-manoppello

1 września 2006 roku Benedykt XVI jako pierwszy papież przybył do Całunu z Manoppello, na którym widnieje prawdziwy wizerunek Chrystusa. „Komentarzem głowy Kościoła do wizerunku jest przede wszystkim jego milcząca modlitwa” – mówi arcybiskup Bruno Forte

Benedykt XVI odwiedził w końcu Manoppello, także pod wpływem Twojej książki. 

– To był tylko jeden z impulsów. Dwa dni po śmierci Jana Pawła przyjechaliśmy z kard. Meisnerem do Manoppello. Kardynał mówił potem: „Dzisiaj spotkałem zmartwychwstałego Chrystusa”. Moja książka o Manoppello wyszła dopiero w październiku, dałem ją Meisnerowi, a dwa tygodnie później napisał do mnie, że nowy papież chce jechać do Manoppello. Był bardzo dotknięty widokiem tego wizerunku. Modlił się przy nim. Dwa tygodnie później powiedział na audiencji: „Każdy, kto chce wiedzieć, kim jest Bóg, powinien patrzeć na twarz Jego Syna. Na niej może zobaczyć, kim Bóg jest i jaki jest Bóg”. I w każdym liście, który teraz pisze, w dwóch encyklikach, Papież mówi o ludzkiej twarzy Boga. Bóg nie stał się duchem, jakąś nie-ziemską istotą, On stał się konkretnym człowiekiem o jednej konkretnej twarzy. 

Krótko mówiąc, człowiek, który przez lata kierował Kongregacją Nauki Wiary, dzisiaj następca św. Piotra, pisze pod wyraźnym wpływem odkryć niemieckiego dziennikarza. 

– Papieża inspiruje twarz Boga, ja jestem tylko narzędziem.

Niemiecka ekipa odkryła i rozpowszechniła wizerunek z Manoppello: siostra Blandina Paschalis Schlömer, Paul Badde, kard. Meisner, Joseph Ratzinger… Czy to jakiś znak czasu dla Niemców? 

– Możliwe. Musi być jakaś przyczyna takiego składu. Może to dlatego, że właśnie w Niemczech, w czasach reformacji, zaczął się ostatni wielki ruch ikonoklazmu, walki z obrazami, wizerunkami Boga. 

Jakby Bóg chciał, żeby ludzie dzisiaj na nowo odkryli Jego twarz. „Szukaj Jego oblicza…”. 

– Tak, to znak naszych czasów. Prawosławny teolog rosyjski Zenon Archimandryta mówi, że w czasach ikonoklazmu Kościół bronił obrazów. Teraz, kiedy Kościół jest w potrzebie, obrazy wróciły, żeby bronić Kościoła. Żyjemy w czasach obrazów. W czasie, w którym wracają twarze. Wizerunek z Manoppello istniał przecież przez stulecia, ale niewiele osób o nim wiedziało. Teraz jest czas twarzy, obrazów. 

Napisałeś, że nawet w Watykanie trudna jest ta mowa i nie brakuje sceptyków. 

– Wiemy, że diabeł nie śpi. Na Grenlandii, na Syberii, na innych pustkowiach diabeł jest trochę bezrobotny. Tutaj, w Watykanie, ma ręce pełne roboty. I robi, co może.Nie można o tym zapominać. 

W kolejnych krajach ukazują się wydania Twojej książki o Manoppello. Czy świat przyjmie wizerunek z Manoppello i dzięki niemu uwierzy, że Jezus żyje? 

– O to trzeba się modlić. Ale pamiętajmy, że Chrystus był ukrzyżowany. Nie możemy więc oczekiwać, że ten wizerunek zostanie przez cały świat przyjęty, bo pokazuje twarz Tego, którego świat odrzucił. 

Paul Badde 
Urodzony w 1948 roku, niemiecki dziennikarz, od 1980 r. pracował dla Frankfurter Allgemeine Zeitung, potem korespondent dziennika „Die Welt” w Rzymie, autor m.in. książek „Guadalupe. Objawienie, które zmieniło dzieje świata” i „Boskie Oblicze. Całun z Manoppello”.

ŹRÓDŁO:

 

 

 

___________________________________

Stowarzyszenie Papaboys – STRONA GŁÓWNA

Śladami Apostoła Narodów (35) – Rok św. Pawła

“Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie, i za to wam dziękuję”

ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY (ŚDM)

ORĘDZIE SOBORU WATYKAŃSKIEGO II DO MŁODYCH

INSTRUKCJA DIGNITAS PERSONAE

Archidiecezja lwowska – Apel o pomoc

b_m_mokrzycki

Arcybiskup Metropolita Lwowski

Zwracam się z serdeczną prośbą o wsparcie naszych starań o pozyskanie środków finansowych na realizację projektu restauracji historycznego budynku Kurii i Rezydencji arcybiskupów lwowskich obrządku łacińskiego we Lwowie.

Budynek zwrócony Archidiecezji Lwowskiej w 2004 roku, po 60 latach eksploatacji przez Państwowy Instytut, znajduje się w stanie katastrofalnym i wymaga natychmiastowego generalnego remontu.

Będziemy wdzięczni za wszelką życzliwą pomoc w tej sprawie.

† Mieczysław MOKRZYCKI
Arcybiskup Metropolita Lwowski
obrządku łacińskiego

 

 

 

______________________________

Caritas Archidiecezji w Lubaczowie
ul. Mickiewicza 85
37-600 Lubaczów

Bank Pekao SA
I Odział w Lubaczowie
ul. Legionów 4
37-600 Lubaczów

NRB (Zł)
98 1240 2584 1111 0000 3944 5928

Z dopiskiem REMONT KURII

_____________________________

Erzdiözese Lemberg
Erzbischof Dr. Mokrzycki

Samczuka 14a
79008 Lviv
Ukraine

Kto-Nr. 46 000 700

BLZ 400 602 65

DKM Darlehnskasse Münster e.G.
Posfach 2140
48008 Münster
Deutschland

BAN DE 59 4006 0265 0046 0007 00
BIC GENODEM1DKM

Z dopiskiem REMONT KURII

Holyland Pielgrzymka – Video

____________________________

____________________________

Pielgrzymka Benedykta XVI do Ziemi Świętej 11-15 maja 2009

Pielgrzymka Jego Świątobliwości, papieża Benedykta XVI, do Ziemi Świętej jest pielgrzymką dla pokoju i pojednania: „Odbędę pielgrzymkę do Ziemi Świętej; odwiedzając miejsca uświęcone ziemskim życiem Jezusa będę prosił Pana o błogosławiony dar jedności i pokoju dla Bliskiego Wschodu i dla całej ludzkości”1

Jego Świątobliwość określił swą pielgrzymkę do Ziemi Świętej, jako wizytę w miejscu narodzin wiary chrześcijańskiej:

„Przygotowuję się do odwiedzenia Izraela, ziemi, która jest święta zarówno dla chrześcijan, jak i dla Żydów, ponieważ to tam znajdują się korzenie naszej wiary. Zaiste, Kościół czerpie pożywienie z korzenia tamtego dobrego drzewa oliwnego, z ludu Izraela, na którym zostały zaszczepione gałązki dzikich oliwek pogan (Rz 11, 17-24). Od najwcześniejszych dni chrześcijaństwa, nasza tożsamość i każdy aspekt naszego życia i wyznania są ściśle związane ze starożytną religią naszych ojców w wierze”2

Pielgrzymka zaprowadzi papieża do Jerozolimy, Nazaretu i Betlejem.

Jerozolima jest często opisywana jako jedyna w swoim rodzaju. W jej najbliższym otoczeniu leżą: Betlejem ze swą świętą Bazyliką Narodzenia Pańskiego, Ain Karem związane ze św. Janem Chrzcicielem i Betania Marii i Marty.

Wspomniane w Ewangelii miejsca w Jerozolimie ożywają. Każde z nich można odwiedzić i zobaczyć: Góra Oliwna, Ogrody i Grota Getsemani, Dolina Cedronu.

W otoczonym murami Starym Mieście znajduje się Droga Krzyżowa, znacząca ostatnią drogę Jezusa, z Bazyliką Grobu Pańskiego w miejscu Jego Zmartwychwstania.

Wewnątrz murów Starego Miasta pnie się wysoko w górę Ściana Płaczu. Mury te otaczają także świątynie muzułmańskie: meczet Al-Aqsa i Kopułę na Skale.

W Nazarecie, zwanym Kwiatem Galilei, mieści się Bazylika Zwiastowania, zbudowana nad grotą, w której dokonał się akt Zwiastowania.

„Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus»” (Łk 1, 30-31)*

W Nazarecie i otaczającej go okolicy znajdują się kościoły i wykopaliska archeologiczne związane z dzieciństwem i z posługą Jezusa Chrystusa. Nieopodal Nazaretu wznosi się Góra Strącenia, gdzie tłum próbował zrzucić Jezusa ze skały.

„Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić.” (Łk 4, 29)*

Papieska wizyta w Yad Vashem (Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu) w Jerozolimie będzie kolejnym wyrazem Jego solidarności z narodem żydowskim i potępienia horroru Zagłady.

„…Z głębokim przejęciem po raz kolejny zapewniam o mej pełnej, nie podlegającej dyskusji solidarności z naszymi braćmi, do których skierowane zostało Pierwsze Przymierze. Gorąco pragnę, aby pamięć o Szoah skłoniła ludzkość do refleksji nad tym, jak nieprzewidywalna jest moc zła, kiedy opanuje ono serce człowieka” (Papież Benedykt XVI, Audiencja Generalna, 28 stycznia 2009)

* Biblia Tysiąclecia, wyd. 3, Poznań-Warszawa 1990.

1 – Słowa Jego Świątobliwości Benedykta XVI po zakończeniu modlitwy Anioł Pański na Placu św. Piotra, 8 marca 2009.
2 – Przemówienie Jego Świątobliwości Benedykta XVI do członków delegacji „Konferencji Przewodniczących Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich”, Sala Konsystorza, czwartek, 12 lutego 2009.

Informacje o świętych miejscach w Izraelu można znaleźć na stronie internetowej: www.goisrael.com

ŹRÓDŁO: W ramach przygotowań do pielgrzymki Benedykta XVI do Ziemi Świętej izraelskie ministerstwo turystyki uruchomiło stronę internetową z informacjami na temat tego wydarzenia. Jest tam również zakładka w języku polskim. Oprócz programu papieskiej wizyty znajdują się na niej informacje praktyczne oraz opis miejsc wartych zobaczenia z uwagi na walory turystyczne czy duchowe. Strona zawiera także odniesienia do pielgrzymki Jana Pawła II do Ziemi Świętej w 2000 r. Uruchamiając nową inicjatywę, izraelskie ministerstwo turystyki podkreśliło znaczenie papieskiej wizyty dla porozumienia i pokoju między narodami i religiami.

 

 

 

 

 

_______________________________

_______________________________

Program wizyty papieża w Ziemi Świętej

Poniedziałek, 11 maja 2009: Przybycie i oficjalne powitanie

  • Przylot do Międzynarodowego Portu Lotniczego im. Ben Guriona (z Jordanii), oficjalna ceremonia powitania przez prezydenta Szymona Peresa
  • Oficjalna ceremonia powitalna i spotkanie z prezydentem Szymonem Peresem
  • Wizyta w Yad Vashem, Instytucie Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu

Wtorek, 12 maja 2009: Jerozolima i msza w Dolinie Cedronu

  • Wizyta na Wzgórzu Świątynnym i spotkanie z Wielkim Muftim
  • Wizyta przy Ścianie Płaczu w towarzystwie Naczelnych Rabinów
  • Wizyta u Naczelnych Rabinów Izraela w synagodze Heichal Shlomo
  • Wizyta na Górze Syjon i w Wieczerniku (miejscu Ostatniej Wieczerzy) oraz odprawienie Eucharystii
  • Wizyta w kościele Getsemani, a po południu uroczysta msza w Dolinie Cedronu

Środa, 13 maja 2009: Wizyta w Betlejem

  • Celebrowanie mszy na Placu Żłóbka

Czwartek, 14 maja 2009: Wizyta w Nazarecie

  • Poranna msza powszechna na Górze Strąceń
  • Wizyta w Bazylice Zwiastowania

Piątek, 15 maja 2009

  • Wizyta w Bazylice Grobu Pańskiego na Starym Mieście w Jerozolimie
  • Oficjalne pożegnanie i ceremonia w Międzynarodowym Porcie Lotniczym im. Ben Guriona, przemówienia prezydenta Szymona Peresa i papieża Benedykta XVI 

Egzorcyzmy – czyli…

Szatan nie chce, aby o nim pisano. Przeszkadza. Wiedzą o tym zarówno autorzy poważnych teologicznych traktatów, jak i szukający sensacji dziennikarze. PRZECZYTALIŚMY Demon wyjawił swe imię

Ks. Edmund Szaniawski, egzorcysta z sanktuarium w Licheniu

Rz: Egzorcysta, szatan – to brzmi jak ze średniowiecza. Czy ktoś jeszcze wierzy w złe duchy?

KS. EDMUND SZANIAWSKI: I to jest największy problem! Wielu ludzi nie uznaje dzisiaj istnienia szatana jako zła osobowego. Jest on dla nich tylko personifikacją zła, traktują go żartobliwie. Tymczasem szatan jest istotą duchową – ma rozum i wolną wolę. Jest osobą, a właściwie antyosobą, istotą destrukcyjną, zwichrowaną, jest zabójcą i kłamcą. Największym zwycięstwem szatana w naszych czasach jest to, iż udało mu się wmówić ludziom, że on nie istnieje. Dlatego szatan i inne złe duchy mogą swobodniej działać w świecie, doprowadzając ludzi do różnych udręczeń.

O jakich udręczeniach ksiądz myśli?

Dotyczą one sfery duchowej, emocjonalnej, a także somatycznej. W wielu przypadkach występuje rozpacz, odpychanie od wszystkiego, co święte. Często pojawia się nieuzasadniony lęk, niepokój, wybuchy złości lub depresja, koszmary senne, dręczące myśli samobójcze. Osoby nękane przez złe moce odczuwają także dolegliwości fizyczne, których w badaniach medycznych nie można zdiagnozować.

Jeżeli wszyscy ludzie z depresją mieliby być dręczeni przez złe duchy, to pod wpływem demonów byłby co dziesiąty Polak. To chyba przesada?

Oczywiście. Jeżeli powodem depresji jest jakaś sytuacja życiowa, podawane leki stopniowo doprowadzają do uzdrowienia. W przypadku zaś działania demonicznego leki nie odnoszą żadnego skutku, a nawet potęgują objawy choroby.

W jaki sposób ksiądz stwierdza, że objawy są natury demonicznej, a nie psychicznej?

Z każdym, kto się zgłasza, najpierw przeprowadzam rozmowę. Próbuję ustalić, jakie są przyczyny jego trudności, czy miał do czynienia z okultyzmem – magią, wróżbiarstwem, wywoływaniem duchów. Pierwsza pomoc polega na doprowadzeniu człowieka do pojednania z Bogiem. Dobra spowiedź jest najważniejszym egzorcyzmem. Następnie, jeśli zachodzi potrzeba, odmawiam modlitwę o uwolnienie. W wielu przypadkach przynosi ona ulgę i wyzwolenie. Jeżeli nie ma żadnej reakcji, to znaczy, że przyczyną dolegliwości nie jest ani opętanie, ani dręczenie przez złe duchy.

Ile osób odsyła ksiądz do psychiatry?

Spośród zgłaszających się około 20 procent potrzebuje pomocy innych osób np. duszpasterza rodzinnego, psychiatry czy psychologa. Jednak u większości można rozpoznać w mniejszym lub większym stopniu skutki zetknięcia się z okultyzmem, demoniczne dręczenie, a nawet opętanie.

Jaka jest różnica?

Z opętaniem mamy do czynienia wówczas, kiedy zły duch opanowuje ciało człowieka każąc mu czynić i mówić to, czego nie chce. Dręczenie diabelskie zaś jest oddziaływaniem, nękaniem człowieka niejako z zewnątrz – na jego umysł, uczucia i na ciało.

Trudno w to uwierzyć. Proszę powiedzieć, jak człowiek staje się ofiarą?

Jednym z najbardziej szkodliwych działań szatana, w które daje się wciągnąć człowiek, jest okultyzm – wróżbiarstwo, spirytyzm, satanizm, czary, magia i przesądy. Korzystanie z usług wróżek, astrologów, uzdrowicieli, zajmowanie się parapsychologią, rytuałami magicznymi, słuchanie muzyki satanistycznej, noszenie talizmanów itp. otwiera człowieka na działanie demoniczne. Najbardziej tego dotkliwym przejawem jest opętanie. Dotyczy to osób, które świadomie zawarły pakt z szatanem. Opętaniu towarzyszą zjawiska nadzwyczajne: gwałtowna reakcja na wodę świeconą czy krzyż, niezwykła siła, wyjawianie rzeczy ukrytych, mówienie obcymi językami. W takich chwilach przez człowieka przemawia zły duch, mówi coś, czego on nie chce powiedzieć – po ustąpieniu ataku dana osoba nie pamięta tego, co się działo. W czasie ataku ciało opętanego – jego ręce, nogi – wykrzywiają się, może on unosić się nad ziemią.

Egzorcyzmował ksiądz osoby opętane?

Owszem, przykładem jest dziewiętnastoletnia Nina, którą przyjechała do Lichenia z Łotwy. Należała do sekty satanistycznej. Początkowo interesowała się parapsychologią, okultyzmem, wywoływaniem duchów. Pewnego dnia podszedł do niej na ulicy młody człowiek i zaproponował, by przystąpiła do jego grupy, a zyska większą moc, władzę i wpływ na innych ludzi. Dziewczyna uczestniczyła w rytuałach i podpisała własną krwią pakt z szatanem. Dość szybko zaczęły się manifestacje szatana poprzez zamęt umysłu, wykręcanie ciała, popychanie do samobójstwa. Gdy była badana przez najlepszych psychiatrów okazało się, że jest całkowicie zdrowa psychicznie. Podczas egzorcyzmu przejawiała tak ogromną siłę, że musiały trzymać ją cztery osoby. Na pewien czas przestała widzieć i słyszeć. Kiedy się już ocknęła, niczego nie pamiętała. W takich przypadkach nie wystarcza jednorazowa modlitwa – proces uwalniania może trwać rok, a nawet dłużej.

Inny, jeszcze bardziej tragiczny, przypadek dotyczy dziewczyny z północy Polski. Dagmara przyznała się, że będąc w sekcie dobrowolnie własną krwią podpisała pakt z szatanem. Kiedy odmawialiśmy nad nią modlitwy, natychmiast ujawnił się wysokiej rangi demon – zaczął targać jej ciałem i przez nią mówić. Na moje polecenie wyjawił swoje biblijne imię, powiedział, ilu jest wraz z nim innych demonów. Podczas egzorcyzmowania w każdym kolejnym spotkaniu wychodził z dziewczyny jeden z zamieszkujących w niej złych duchów. Jednym ze znaków wyjścia było wypluwanie przez usta metalowego przedmiotu – gwoździe, śruby o długości czterech centymetrów.

Przepraszam, ale nie wierzę.

Mogę pokazać – oto są te przedmioty. Świadkami są osoby towarzyszące modlitwie. Podobne przypadki w swoich książkach opisuje włoski egzorcysta Gabriel Amorth. To nie są sztuczki cyrkowe, ale fakty. Osoby opętane w czasie ataku mają też dar mówienia językami, których normalnie nie znają, mają zdolność odczytywania tego, co ukryte.

Różnymi językami mówią też niektórzy uczestnicy modlitw Odnowy w Duchu Świętym, a zdolność odczytywania przeszłości i przewidywania przyszłości człowieka miał np. niedawno kanonizowany św. Pio.

Tak, ale modlitwa w językach jest darem Ducha Świętego, podobnie i charyzmat św. Pio pochodził od Pana Boga.

Jak odróżnić, co pochodzi od jakiej siły?

Wystarczy zauważyć, czemu ten dar służy. Dar otrzymany przez św. Pio służył dobru człowieka, prowadzeniu go na dobrą drogę życia. Moc uzyskiwana od szatana – prowadzi do zła, niszczy człowieka, jego bliskich, niweczy więzi międzyludzkie, prowadzi do choroby, a nawet śmierci.

Przed rokiem był u mnie chłopak z klasy maturalnej, dręczony uporczywymi myślami samobójczymi. Stanął na krawędzi życia i śmierci. Okazało się, że wcześniej słuchał muzyki heavymetalowej i utworów o treści satanistycznej. Modlitwa egzorcysty, a także pomoc psychiatry, która okazała się niezbędna, doprowadziły do uzdrowienia. Dzisiaj jest studentem, powrócił na drogę wiary i jest bardzo radosny. Przychodzą do mnie całe rodziny, w których nagle zaczyna się bardzo źle dziać: rodzice skłóceni, dziecko staje się bardzo nerwowe, następuje szereg wypadków i niepowodzeń zawodowych. Okazuje się, że ktoś zaczął bawić się w kładzenie tarota.

Ostatnio dużo częściej mówi się o egzorcystach i egzorcyzmach, ale był okres, że jakby o nich zapomniano w praktyce Kościoła. Mało mówiono też o szatanie.

Kościół z większym lub mniejszym nasileniem przez wieki kontynuował to, co czynił sam Chrystus, kiedy wyrzucał z ludzi złe duchy. Ale prawdą jest, że w ostatnich 30 latach Kościół zaczął ponownie przywiązywać większą wagę do egzorcyzmów. Na skutek osłabienia i utraty wiary w Boga wzmogło się bowiem działanie szatana we współczesnym świecie. Nasiliło się zjawisko okultyzmu, magii, wróżbiarstwa i sekt satanistycznych. Stąd wzrosło zapotrzebowanie na posługę egzorcystów.

padre-amorth-usa-la-cruz-de-san-benito

Ks. Gabriel Amorth

Przed kilku laty Polską wstrząsnęła wiadomość o rytualnym mordzie dokonanym przez satanistów w Rudzie Śląskiej. Niedawno z tych samych powodów zginęło dwoje nastolatków we Włoszech. Ks. Gabriel Amorth z Włoch, twierdzi, że kult szatana wyznaje tam pięć tysięcy osób. Czy wiadomo, jak duże jest to środowisko w Polsce? 

W Polsce prawdopodobnie działają nieliczne sekty satanistyczne, które są bardzo ściśle zakonspirowane. Częściej natomiast występują grupy pseudosatanistyczne, które profanują miejsca święte, dokonują rytualnych morderstw zwierząt na cmentarzach. Są, oczywiście, osoby, które noszą okultystyczne emblematy, czytają literaturę satanistyczną, słuchają takiej muzyki oraz osoby, które są indywidualnie zaplatane w sieć szatana.

Jak dużo osób zgłasza się do księdza?

W ostatnim czasie o pomoc prosi kilkanaście osób tygodniowo. Myślę, że jest to związane z miejscem – licheńskim sanktuarium, w którym pielgrzymi intuicyjnie spodziewają się otrzymać poradę i pomoc egzorcysty.

Czy trzeba mieć specjalne kwalifikacje, aby zostać egzorcystą?

Trzeba mieć zezwolenie od biskupa diecezjalnego, który – jak określa to prawo kanoniczne – może tę posługę powierzyć jedynie „kapłanowi odznaczającemu się pobożnością, roztropnością i nieskazitelnością życia oraz specjalnie przygotowanemu do tego zadania”. Dwa razy w roku spotykamy się na sympozjach, podczas których słuchamy ekspertów i dzielimy się doświadczeniami.

Czy odczuwa ksiądz czasem strach z powodu tego, co robi?

Czasem tak. Jednak otoczony łaską Bożą i modlitwą osób zakonnych i świeckich, uzbrojony we władzę otrzymaną od Kościoła wiem, że nie mam czego się lękać.

Rozmawiała Ewa K. Czaczkowska

Nowy rytuał

Jeszcze w 1998 roku było w Polsce tylko kilkunastu egzorcystów, teraz jest około 50. Z ich pomocy można skorzystać, kontaktując się, na przykład w Warszawie, z Caritas i jej Ośrodkiem Pomocy Psychologicznej. Egzorcyści zrzeszeni są w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Egzorcystów.

Od 1999 roku obowiązuje nowy, zmieniony rytuał egzorcyzmowania. Zastąpił on poprzedni, z początku XVII wieku. Najpierw egzorcysta się modli, czyta Psalmy i fragmenty Ewangelii. Potem odmawia Credo (wyznanie wiary) i rozkazuje duchowi, w imię Boga, opuścić opętanego. W razie potrzeby powtarza procedurę, nawet kilka razy. Na koniec wygłasza modlitwę uwielbienia Boga i udziela błogosławieństwa.

Ewa K. Czaczkowska (tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” nr 171/2004)

ŹRÓDŁO:

 

 

 

 

_________________________________

_________________________________

padre_amorth

Ks. Gabriel Amorth

Postać ojca Gabriela Amortha, rzymskiego egzorcysty i autora książek omawiających posługę egzorcysty w naszych czasach, jest znana szerokiej liczbie osób. Mniej chyba już wie, że jest On członkiem Międzynarodowej Papieskiej Akademii Maryjnej oraz Salezjańskiej Akademii Maryjnej. Jako kapłan włoski, kochający swój kraj, zabiega gorąco o oddanie Włoch Niepokalanemu Sercu Maryi. Myślę, że także jego doświadczenie egzorcysty, kształtowane przez długie lata pełnienia tej posługi, doświadczył, jak bardzo lęka się Maryi ten, z którym ojciec Gabriel z mandatu Kościoła walczy i jak skuteczna jest pomoc Maryi w tej walce. Ta moc i pomoc Maryi potrzebna jest także nam, jeżeli chcemy poważnie traktować walkę duchową. Nie myślmy, że można jej uniknąć. Przytaczany przeze mnie w kilku wpisach na blogu „Ojcowie Pustyni dziś” niewydany apoftegmat arabski głosi: Pewien starzec opowiadał, że którejś nocy zaczął się modlić na pustyni swojej duszy, gdy nagle usłyszał donośne granie rogu, jak gdyby wezwanie do walki. Zdziwił się, mówiąc sobie, że pustynia jest pusta i na ma tam żadnego człowieka. Skąd więc pochodził dźwięk rogu na takim pustkowiu? Czyżby toczyła się tu wojna? Wówczas zjawił się przed nim szatan i powiedział: „Tak, mnichu, to jest wojna. Jeśli chcesz, walcz, jeśli nie, poddaj się twoim nieprzyjaciołom”. A prawdę tego apoftegmatu potwierdza doświadczenie osób, którzy tej walki duchowej doświadczyli, jak np. święty starzec (abba) Sylwan z Góry Atos, który powiedział: „Wszyscy, którzy poszli za Panem naszym Jezu­sem Chrystusem, prowadzą duchową wojnę. Święci nauczyli się ją prowadzić dzięki długiemu doświad­czeniu i z łaską Ducha Świętego; bez Ducha Święte­go dusza nie może takiej wojny nawet zacząć, dlatego że nie wie i nie rozumie, kto jest jej wrogiem i gdzie się on znajduje… Wojnę z Nieprzyjacielem toczy dusza aż do gro­bu. I jeśli na zwykłej wojnie zabijają tylko ciało, to nasza wojna jest trudniejsza i bardziej niebezpiecz­na, bo może na niej zginąć także dusza… Prowadzenia walki z Nieprzyjacielem trzeba uczyć się, dopóki żyjemy na ziemi. Najtrudniej umar­twiać ciało ze względu na Boga oraz pokonać pychę. Żeby pychę pokonać, trzeba zawsze się upokarzać. To wielka sztuka i szybko jej nie posiądziesz. Trzeba uważać się za gorszego od innych i skazać się na piekło; to upokarza duszę. Dobrze jest nauczyć duszę myśleć tak: „Płonąć będę w ogniach piekła”. Szkoda, że tak niewielu to rozumie. Wielu wpada w rozpacz i ginie. Trzeba w duszy osądzić samego siebie, ale nie tracić nadziei na Boże miłosierdzie i miłość”. Hetmanką w tej walce jest nam Maryja. Tylko wraz z Nią, Jej słuchając, można żywić nadzieję na zwycięstwo. Dlatego starajmy się porozmyślać nad tym krótkim tekstem ojca Gabriela Amortha, zwłaszcza że dziś jest już sobota przed 5 niedzielą Wielkiego Postu, a każda sobota to dzień Maryi.

Rozważanie ojca Gabriela Amortha o Maryi pod Krzyżem: „Niewiasto, oto Syn Twój”

   „Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,25-27). Była to „godzina Jezusa” – godzina, dla której się wcielił. Znowu Maryja wróciła na pierwszy plan: było to dla Niej drugie zwia­stowanie, podczas którego została ogłoszona Matką wszystkich ludzi. Święty Jan nie nazywa Jej po imieniu (tak ma w swoim zwy­czaju), ale zgodnie z Jej rolą – w tym wypadku rola ta jest mocno uwypuklona jednym słowem, które podkreśliliśmy, ponieważ zo­stało powtórzone pięć razy w trzech biblijnych wersetach: Matka. Od tej godziny Matka Jezusa została ogłoszona naszą Matką: „Niewiasto, oto syn Twój”. Dla Jezusa było to dopełnienie Jego ziemskiej, mesjańskiej misji, i zaraz potem nastąpiła Jego śmierć. Dla Maryi był to początek nowego macierzyństwa, choć tak bar­dzo pragnęła wtedy umrzeć wraz z Synem! Jednak Jej misja nie by­ła jeszcze skończona – i nie jest skończona aż do dzisiaj. Jezus nie martwił się o powierzenie komuś Maryi: Ona była już z krewnymi i pozostała z krewnymi. To my potrzebujemy Matki.

    „Oto Matka twoja…” – po tych słowach uczeń, którego Jezus miłował, wykonał gest o wielkim znaczeniu, gest wskazujący na pełne zrozumienie i akceptację nowej relacji stworzonej przez Chry­stusa. Tym razem nie była potrzebna zgoda Maryi, ponieważ Ona była już całkowicie oddana Jezusowi i Jego dziełu. Wyraziła w pełni, ostatecznie i bez żadnych ograniczeń swoją zgodę poprzez „fiat” powiedziane aniołowi Gabrielowi. W chwili ukrzyżowania Jezusa to wierzący w Niego umiłowany uczeń musiał wyrazić swoją zgodę. „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie…” Dodalibyśmy: do sie­bie jako „wierzącego”, ponieważ Apostoł reprezentuje wszystkich uczniów, którzy uwierzyli w Jezusa i otrzymali dobra konieczne do zbawienia: wiarę, eucharystię, Ducha Świętego, Maryję… Święty Jan rozumie, że przyjęcie do siebie Maryi jest konieczne do zbawie­nia. „Czy można być chrześcijaninem i nie być maryjnym?” – pytał papież Paweł VI w Bonarii, 24 kwietnia 1970 roku. Bóg zechciał dać nam Jezusa przez Maryję: nie można nigdy pominąć tego wy­boru dokonanego przez Ojca. Jeśli nie zrozumiemy roli Maryi w odniesieniu do Jezusa, nie zrozumiemy nigdy roli Maryi w odnie­sieniu do każdego z nas.

    Zwróćmy swoją uwagę na motyw, który według nas ma wielkie znaczenie, a który z reguły się pomija: uczucia Maryi w momencie ukrzyżowania. Wyraźny jest Jej wielki ból. Liturgia stosuje do Dziewicy fragment z Księgi Lamentacji (1, 12): „Wszyscy, co dro­gą zdążacie, przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza” – tak jakby chciała nam powiedzieć, że nie było nigdy równie wielkiego bólu, jak Jej. Poeci przekazali nam Stabat Mater i różne „lamentacje” Maryi nad umarłym Synem. Malarze i rzeźbiarze stworzyli „piety” i „Matki Bolesne”, przed którymi lud modli się żarliwie. To wszystko jest prawdziwe, ale ist­nieją także inne uczucia, nad którymi dobrze jest się zatrzymać na chwilę, ponieważ ukazują nam lepiej heroiczną wiarę Maryi.

    Przede wszystkim w duszy Maryi nie było miejsca na żadną formę żalu, buntu, urazy itp. Widziała wokół siebie osoby, które Jezus dopiero co powierzył Jej jako dzieci. Sobór Watykański II w 58 punkcie Konstytucji dogmatycznej o Kościele mówi nam, że w tym momencie Maryja jednoczyła się matczynym duchem z ofiarą Jezusa, „z miłością godząc się, aby żertwa z Niej narodzo­na doznała ofiarniczego wyniszczenia”. „Godząc się” -jest to najsilniejsze i najnowsze wyrażenie w tym wielkim dokumencie maryjnym. Matka Boża nie godziła się na pewno na zło, na zabójstwo, na przekleństwa i na wyzwiska. Godziła się z wolą Boga, którą Jezus w pełni przyjął. Była to wola straszliwa, która spowodowała większe krwawienie Jej serca niż śmierć męczeńska. A jednak Dziewica przyjmuje ją w pełni: tak chciał Ojciec, tak chciał Jezus, do tej woli przyłączyła się cierpiąc również Maryja.

    Jest jeszcze inny nie mniej ważny aspekt, który pozwala nam zrozumieć, z jakiego źródła i z jakiego światła płynęła dla Maryi ta heroiczna siła i całkowite przylgnięcie z wiarą do śmierci Syna. Tylko Ona zrozumiała wartość tego, co się zdarzyło – wartość śmierci Chrystusa. Być może w całym swoim życiu, a zwłaszcza w czasie publicznej działalności Jezusa, Dziewica słyszała we­wnątrz siebie brzmienie proroczych słów Gabriela: „Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” (Łk1, 32-33). Były to słowa pozwalające przewidywać chwalebną przyszłość i bezpre­cedensowy sukces.

    Oto heroiczna wiara Maryi przewyższająca to, co widzą oczy: gdy widziała umierającego Jezusa, pojęła, że prorocze słowa Ga­briela spełniły się. Oczywiście, zrealizowały się w sposób nieoczeki­wany i bardzo bolesny, ale zrealizowały się. Dla innych ludzi śmierć Jezusa była przegraną, była końcem marzeń i wielkiej na­dziei -jak zresztą wyznali to sami uczniowie w drodze do Emmaus (zob. Łk24, 21). Dla Maryi było inaczej, ponieważ zrozumiała, że właśnie w ten sposób – przeciwny wszelkim ludzkim oczekiwa­niom, a jeszcze bardziej oczekiwaniom matczynym – dokonał się triumf Chrystusa, Jego zwycięstwo nad grzechem i nad śmiercią oraz odkupienie ludzkości.

   Spontanicznie nasuwa się inna myśl: Maryja zrozumiała, że przez śmierć Jezusa świat będzie zbawiony, a Ona sama zostanie odkupiona. Właśnie dzięki tej strasznej śmierci Ona została w peł­ni Niepokalaną, zawsze Dziewicą, Matką Boga… Mocą tej śmierci wszystkie pokolenia będą nazywać Ją błogosławioną, ponieważ wielkie rzeczy uczynił w Niej Wszechmogący. Nigdy Maryja nie była tak wielka, jak w momencie tego bolesnego fiat. Nigdy nie mogła okazać do tego stopnia głębokiej wiary. W ten właśnie spo­sób Chrystus króluje i zbawia. Choć serce krwawi, to jednak Maryja wyznała swoje: „Dziękuję”. Podziękowała za siebie i podzię­kowała za nas wszystkich: Ona jest zbawiona i my jesteśmy zba­wieni. Dominującym uczuciem Maryi u stóp krzyża była głęboka wdzięczność.

Refleksje o nas:

1. Jezus z krzyża przebaczył, zaś Maryja nieustannie i na nowo przypomina o tym przebaczeniu każdemu z nas, zwłaszcza gdy grze­szymy. Uczy nas, jak dostrzec rękę Boga również w bólu i zawiedzio­nych nadziejach. Uczy nas, czym jest prawdziwa wiara ufająca na­wet wbrew temu, co wydaje się oczywiste. Uczy nas dziękować Jezusowi za Jego ofiarę.

2. Postawa Maryi jest dla nas głębokim egzaminem, jaką wartość i przypisujemy ofierze Chrystusa i Jego mocy odkupieńczej i jaka jest nasza wdzięczność i odpowiedź. Czy przyjęliśmy Maryję jako prawdziwą Matkę, która wobec każdego z nas odgrywa wielką rolę w pla­nie Bożego zbawienia? Czy nauczyliśmy się wierzyć, mieć nadzieję, i przebaczać z serca i dziękować nawet wtedy, gdy cierpimy? Posłuszeń­stwo Chrystusa niweczy nieposłuszeństwo Adama, zaś uczestnictwo Maryi niweczy uczestnictwo Ewy. Potrzeba jednak naszego posłuszeń­stwa Bogu, aby otrzymać owoce odkupienia.